Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Film

Dla ciebie i ognia.

W polskim kinie niezależnym zawsze dużo się działo. Codziennie spotykamy się z wieloma młodymi twórcami, którzy brak funduszy nadrabiają pasją do filmu. Poświęcają swój wolny czas, wydają ciężko zarobione pieniądze, żeby pokazać ludziom jakąś wizję, którą mają w głowach i świetnie się przy tym bawić. Tak powstają niezależne filmy krótkometrażowe, takie jak Word War Zero (do obejrzenia na YouTube), czy Shizofremia.  Filmy te nie odznaczają się wielką grą aktorską, ani oszałamiającymi efektami specjalnymi. Mimo to warto je obejrzeć. Widać w nich tę pasję, jaka towarzyszyła przy ich tworzeniu. Jest w nich ten czar, którego często brakuje w profesjonalnych produkcjach.

Dla ciebie i Ognia jest niskobudżetową, niezależną produkcją w której widać wszystko to, o czym mówiłem. Z dwiema istotnymi różnicami. Film trwa prawie dwie godziny, a gra aktorska stoi w nim na naprawdę przyzwoitym poziomie.
Za scenariusz i reżyserię filmu odpowiadają Mateusz Jemioł i Tomek Zasada. Zrobili z tej produkcji perełkę, której nie powstydziliby się profesjonalni twórcy filmowi.
Chłopaki zaserwowali nam profesjonalny dreszczowiec. Mówię dreszczowiec, bo niejedna scena wywoływała ciarki na moich plecach, a napięcie nie opuszczało mnie aż do pierwszych napisów końcowych. Świetnie napisana fabuła nie pozwala się rozgryźć praktycznie przez cały film, żeby w punkcie kulminacyjnym uświadomić nam, że wszystkie nasze domysły na temat zakończenia nie są wiele warte, a my jesteśmy w wielkim błędzie myśląc, że wiemy co się kroi. Mimo to, autorzy za pomocą drobnych szczegółów i nieistotnych na pierwszy rzut oka wydarzeń, pokazują jak to może się skończyć. Przy czym doskonale wiedzą, że widz początkowo nie zwróci uwagi na najważniejsze rzeczy. Dlatego też w ostatniej scenie, w postaci flash-back’ów przypominają, co przeoczyliśmy, zawiązując akcję i ujawniając cały jej motor. A to wszystko po to, żeby wbić widza w fotel. A udaje się naprawdę świetnie.. 
Wiadomo już, że scenariusz zasługuje na najwyższe noty. A jak z wykonaniem? Mimo, że w filmie nie zobaczymy żadnego znanego nazwiska (nie licząc Marka Richtera i ekipy kabaretu Limo), to aktorom wcielającym się w filmowe postaci udało się oddać ich specyfikę i w miarę przekonująco wykreować charaktery. Niestety w sferze gry aktorskiej nie obeszło się bez potknięć. Parę scen jest zagranych nieprzekonująco. Zdarza się, że dialogi kuleją, ale myślę, że można to wybaczyć. Nawet filmy z dużego ekranu nie zawsze umieją się ustrzec takich wpadek. 
A teraz w słowach kilku o kinowej konkurencji filmu. Zakwalifikowany został do gatunku Thriller/Horror i powiedzieć trzeba, że na głowę bije wszystkie polskie horrory (A mamy ich w naszej kinematografii trzy. Dwie części Wilczycy i Porę Mroku) i znaczną część thrillerów (których też nie posiadamy za wiele). Myślę, że spokojnie dorównuje poziomem Show Macieja Ślesickiego, co w moim prywatnym rankingu stawia go w pierwszej dziesiątce najlepszych. 
Swoja drogą cieszę się, że Mateusz i Tomek pisząc scenariusz nie ulegli żenującemu trendowi, który od kilku lat rządzi naszą kinematografią, bo zamiast świetnego thrillera przyszłoby nam oglądać jakąś komedię romantyczną.