Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Film

Dom w głębi lasu (recenzja)

Dla takiej zapalonej kinomaniaczki jak ja, rok 2012 zapowiadał się wspaniale. Przynajmniej raz w miesiącu w kinach miał pojawić się film, na który po prostu musiałam pójść. Tak się zdarzyło, że w maju były to dwa dzieła ze stajni imć Jossa Whedona – ojca takich postaci jak B uffy: Postrach wampirów czy Anioł ciemności, a także ekipy z pokładu Serenity. Jak na prawdziwą fangirl przystało koniecznie chciałam zobaczyć jakież to kultowe dzieła stworzył Joss tym razem.

O wyreżyserowanym i napisanym przez Whedona Avengers słyszał chyba każdy. Gdy w lecie 2010 roku, na konwencie Comic-Con w San Diego, pełna obsada filmu stanęła po raz pierwszy przed publicznością, wybuchom entuzjazmu nie było końca. Od tego czasu emocje związane z ekipą superbohaterów to rosły, to opadały, by wreszcie osiągnąć swoje apogeum wraz z majową premierą.

Nie będę się tutaj rozpisywać o walorach Avengers – ludzie mądrzejsi i bardziej znani ode mnie zrobili to lepiej.

Chciałabym natomiast przez chwilę pomówić o drugim, zdecydowanie mniej popularnym Whedonowskim filmie. Z drugiej strony w porównaniu z Avengers wszystko wydaje się mniej popularne [w chwili gdy piszę te słowa film zarobił na świecie już ponad miliard dolarów].

 

O filmie Dom w głębi lasu (The Cabin in the Woods) pierwszy raz usłyszeliśmy także na Comic-Conie, ale w 2007 roku. To wtedy Whedon wspomniał o scenariuszu, który stworzył wspólnie z Drew Goddardem, znanym z pisania dla takich seriali jak wyżej wspomniane Buffy i Anioł ciemności, oraz Agentka o stu twarzach czy Zagubieni. Goddard był również scenarzystą filmu Projekt: Monster, co już samo w sobie dawało nadzieję na wyjątkowy “projekt”.

 

Dom w głębi lasu określono jako horror nad horrorami, swoisty „horror ostateczny”. Na szczęście, nie były to słowa rzucane na wiatr. Tak jak Avengers nie zawodzi fanów Marvela – a przynajmniej tej fanki nie zawiódł – tak Dom w głębi lasu z pewnością zadowoli miłośników horrorów.

Choć film nakręcono w 2009 roku (reżyserem został Goddard), jego premiera miała miejsce dopiero w kwietniu tego roku. Powodem była długa walką ze studiem, które upierało się by przekonwertować obraz na format 3D. Na szczęście Whedon i Goddard postawili na swoim – dzięki nim możemy oglądać Dom w głębi lasu tak jak Przedwieczni przykazali, w dwóch wymiarach.

citw4

Zaskakujący jest fakt, że przez ten cały czas nikomu nie udało się poznać dokładnej fabuły filmu. Snuto domysły – czy ma coś wspólnego ze Śmiertelną Gorączką (Cabin Fever). A może to film w stylu Blair Witch Project? Do ostatniego momentu, aż do wypuszczenia trailera, nie było wiadomo co dokładnie zobaczymy na ekranie. A nawet po pojawieniu się w sieci zwiastuna, teoriom i plotkom nie było końca.

Ponieważ Dom w głębi lasu to typowo Whedonowska opowieść, pełna zaskakujących zwrotów akcji, wybitnie czarnego, wręcz krwistego humoru, cudownych smaczków i z genialnym twistem, ani śmiem zdradzać o co dokładnie chodzi w fabule. Musicie sami się przekonać.

Dość powiedzieć, że początek filmu jest dość ograny, by nie powiedzieć sztampowy: grupa znajomych wyjeżdża do domku w lesie, by odpocząć od szkoły, egzaminów i tych wszystkich upierdliwych rzeczy, których pełne jest życie młodzieży. Zgodnie z utartym schematem „strasznych filmów” mamy w grupie sportowca-osiłka, kujona, błazna, puszczalską blondynkę i niewinną dziewicę. Ale, co się scenarzystom chwali, bohaterowie nie są kompletnie jednowymiarowi: błazen bynajmniej nie jest taki głupi, osiłek za to jest wcale inteligentny, kujon przystojny, puszczalska blondynka wierna swemu mężczyźnie, a niewinna dziewica wcale nie taka znowu niewinna.

citw2

Dodatkowym atutem filmu jest obsada, m.in. Chris Hemsworth (czyli filmowy Thor, którego współpraca z Whedonem okazuje się w tym roku bardzo owocna), choć akurat jego rola ogranicza się głównie do ładnego wyglądu. Pojawiają się także twarze znane nam z innych dzieł Whedona: Fran Kranz (wspaniały Topher z niesłusznie skasowanego Dollhouse), czy Amy Acker (Anioł ciemności, Dollhouse). Młodym aktorom towarzyszą weterani przemysłu filmowego, jak zwykle wspaniali Richard Jenkins (Sześć stóp pod ziemią) i Bradley Whitford (Prezydencki Poker ,  Studio 60).

Fani Jossa Whedona wiedzą, jak bardzo twórca ten lubi bawić się gatunkiem. W filmie Dom w głębi lasu widać to wielokrotnie – pojawiające się tu obowiązkowe elementy horroru są często przerysowane lub pokazane w świeży, zaskakujący sposób. Także okazjonalne naigrywanie się z filmów grozy, czy ukłony składane w stronę klasyki gatunku – chociażby serii Martwe zło – są niczym łobuzerskie mrugnięcia do widza. Patrzcie, jacy jesteśmy zajebiści – zdają się mówić twórcy.

W moim odczuciu rzeczywiście są. Dom w głębi lasu to film na miarę pierwszego Krzyku. Wiele lat temu Wes Craven swoim filmem wywrócił formułę gatunku na lewą stronę; został okrzyknięty geniuszem. Ale potem czasy się zmieniły – pojawiły się filmy typu Piła , Hostel czy Ludzka stonoga… Horror stracił swoje doczesne miejsce „straszyciela” a stał się wymówką dla oglądania bezsensownych, krwawych jatek i kolejnych, wymyślanych na wyprzódki perwersji. Wzorem Cravena, Whedon i Goddard swoim filmem postanowili raz jeszcze odświeżyć formułę. Poprzez zmianę kontekstu fabuły – i tym samym naszego punktu widzenia – stworzyli film, który potępia wady gatunku, będąc jednocześnie peanem na jego cześć. Bo oglądając Dom w głębi lasu kibicujemy bohaterom, jednak w skrytości ducha chcemy by przytrafiło się im coś złego. Ale przecież o to właśnie chodzi w horrorach – by się wczuwać, przeżywać, ale także bać. Ile razy oglądając film grozy zdarzyło wam się pomyśleć „co za głupota! Ja bym tak nie postąpił”? Tutaj pojawienie się tego typu motywu to wyraźny pastisz, wyśmiewanie się z kierunku, w jakim podążają współczesne horrory. I takich zagrań jest w filmie wiele.

citw1

Na szczęście krytyczne, naginające gatunek podejście do tematu nie przeszkodziło duetowi Whedon&Goddard w uczynieniu z Domu w głębi lasu przepysznego horroru. Mamy tu więc wszystkie elementy, których potrzeba do dobrej zabawy: ucieczki, wrzaski, potwory, tajemnice, latające flaki, walkę, spiskowe teorie dziejów, oraz krwawy finał, którego nie powstydziłby się Kill Bill. Co ja mówię! Kill Bill to przy tym mały pikuś. Tarantino niech się schowa!

Dla mnie, jako fanki kina, wszystkie powyższe aspekty Domu w głębi lasu były oczywiste. Jednak podczas seansu miałam wrażenie, że jestem w mniejszości. Dwaj znajomi, z którymi byłam na filmie, razem ze mną śmiali się do rozpuku przez prawie połowę filmu; w tych samych momentach kiwali głowami ze zrozumieniem, z cichą pochwałą dla kunsztu scenarzystów: ich inteligencji, dowcipu i godnej pozazdroszczenia znajomości gatunku, jego reguł i zasad. Ale moi znajomi mają równie duże zboczenie na punkcie filmów, co ja. Dlatego są moimi znajomymi. Natomiast reszta widzów chyba nie do końca łapała dlaczego „ta trójka nerdów z tyłu sali rży jak opętana”.

Dom w głębi lasu to film grozy – temu się nie da zaprzeczyć. Ale film ten – jego konstrukcja, fabuła, przesłanie – ma rzadko spotykane w tego typu produkcjach drugie dno. Whedon i Goddard, sami będąc fanami filmów, stworzyli dzieło wyjątkowe: pełen surowej krytyki list miłosny do kina grozy; stworzyli horror o horrorach („meta-horror”, jak to określił mój znajomy).

Jedyne, co mogę zarzucić filmowi to projekt plakatów. Choć są one schludne i proste, a obraz domu-pułapki przyciąga wzrok, całość zbyt trąci Piłą (na polskim plakacie pada nawet tytuł tej serii). Biorąc pod uwagę koncepcję, na jakiej opiera się Dom w głębi lasu, jest to cokolwiek dziwne. Może był to swoisty hołd, może kolejna próba wyśmiania. Osobiście bardziej podobają mi się pierwotne projekty plakatów. Można je znaleźć w sieci – czarno-czerwona szata graficzna (wciąż z datami premiery kolejno w 2010 i 2011 roku) i sprytne hasła o wiele lepiej wpasowują się w prześmiewczy ton filmu. Z drugiej strony są też bardziej spoilerowe.

citw3

Podsumowując: jeśli normalny widz chce się trochę przestraszyć, trochę obrzydzić, fajnie spędzić czas i wyjść z kina z wielkim „WTF?” wypisanym na czole, proszę bardzo.

Ale do moich współplemieńców, braci i sióstr w miłości do filmów mówię: Dom w głębi lasu naprawdę trzeba zobaczyć.