Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Film

Iluzja 2 (recenzja)

Jeźdźcy powrócili na ekrany kin po 3 latach nieobecności. Louisa Leterriera na stanowisku reżysera zastąpił Jon M. Chu („G.I. Joe: Odwet 3D”, „Step Up” 2 i 3). Czy i tym razem udało się oczarować widzów?

Pierwsza część „Iluzji” umożliwiła nam poznanie i polubienie bohaterów: szlachetnych magików, którzy walczą z niesprawiedliwością okradając nieuczciwego ubezpieczyciela i rozdając jego majątek pokrzywdzonym. Swoją zemstę zrealizował także Dylan Rhodes (Mark Ruffalo), który pokonał Thaddeusa Bradley’a (Morgan Freeman). Twórcy „Iluzji 2” przyjęli chyba założenie, by wziąć to, co było dobre w jedynce i powiększyć całość akcji do kwadratu, by było jeszcze bardziej efektownie. Nie do końca dobry pomysł, no ale wszyscy czekali na kolejne sztuczki.

Produkcję otwiera sekwencja z przeszłości Dylana Rhodes’a (Mark Ruffalo), gdzie możemy zobaczyć tragiczny w skutkach występ jego ojca – Lionela Shrike’a, który przepadł w odmętach rzeki zamknięty w sejfie. Twórcy zdecydowali się przypomnieć widzom, co kierowało przez 30 lat życiem agenta FBI Rhodes’a. Tymczasem od czasu finałowej sztuczki z poprzedniej części, gdy Czterech Jeźdźców rozpłynęło się w chmurze fałszywych dolarów minęło 1,5 roku. Od tego czasu bohaterowie są zmuszeni pozostawać w cieniu i ukrywać się, a Rhodes pracując w FBI stara się kierować śledztwo agentów jak najdalej od magików. Demaskator fałszywych magików, Thaddeus Bradley (Morgan Freeman) nadal siedzi w więzieniu, jednak kieruje do Jeźdźców przesłanie: „Dostaniecie to, na co zasłużyliście. W najbardziej nieoczekiwany sposób”.

Dodatkowym problemem są spięcia w grupie Jeźdźców – Daniel Atlas (Jesse Eisenberg) nie może znieść bezczynności i braku aplauzu zachwyconej publiczności – odzywa się jego urażone ego. Pojawia się także nowa twarz wybrana przez Oko na Czwartego Jeźdźca – iluzjonistka Lula (Lizzy Caplan), dawna znajoma Atlasa, o której za chwilę.

Rhodes oznajmia, że pojawiło się nowe zadanie dla grupy szlachetnych magików: mają zdemaskować niecne zamiary właściciela telekomunikacyjnej korporacji i jego najnowszego produktu OCTA, który w rzeczywistości ma posłużyć do inwigilacji każdego użytkownika. Jednak cała akcja szybko wymyka się spod kontroli Jeźdźców – Rhodes zostaje zdemaskowany przed FBI jako przywódca grupy, a uznany przez świat za zmarłego Jack Wilder (Dave Franco) pozbawiony swojej anonimowości. Zmuszeni do ucieczki magicy wpadają w pułapkę zastawioną przez Waltera Mabry’ego (Daniel Radcliffe) – kolejnego złego (a nawet socjopatycznego) biznesmena, który zleca im kradzież pewnego urządzenia w zamian za wolność. Widzowie poznają tutaj powiązania rodzinne dobrze nam znanych i nowych bohaterów „Iluzji”. Przeszłość nie opuszcza ich ani na chwilę i powraca w zaskakującym zakończeniu.

Bohaterkę graną przez Lizzy Caplan odebrałam jako mrugnięcie twórców do widza: postać zafascynowaną światem magii i bohaterami, jakimi jest ekipa Jeźdźców. Lula jest zabawna, zadziorna i sprytna – dość dobrze wypełniła lukę po Henley Reeves (Isla Fisher). Kobiecy pierwiastek w ekipie wniósł powiew świeżości do znanych nam przekomarzań Atlasa i Merritta (Woody Harrelson) czy wciąż trawiącego traumę z dzieciństwa Dylana.

Twórcy zdecydowali się na bardzo szybkie tempo akcji, by widz nie miał czasu zastanowić się nad tym, że wszystkie magiczne sztuczki Jeźdźcy zawdzięczają efektom specjalnym. Nawet wielki skok, którego poszczególne etapy mogliśmy dokładniej zobaczyć w filmie, nie równoważy faktu, że dokładnie wiemy iż kapelusz magików jest wypełniony CGI.

„Iluzja 2” oferuje nam dynamiczny montaż i mieszankę kin akcji z komedią, fabuła pędzi jak szalona, więc nie ma możliwości by nudzić się na seansie. Również zakończenie filmu oraz ujawnienie tajemnicy, którą skrywał Thaddeus Bradley zasługuje na pochwałę – otwiera ono drogę do kolejnej części „Iluzji”, którą chętnie zobaczę.

Bez wątpienia zasługę należy przypisać fenomenalnej obsadzie, która wykreowała przesympatycznych bohaterów, których kolejne przygody śledzimy z zapartym tchem i uśmiechem na ustach. Czasami nie warto zagłębiać się w szczegóły, aby poczuć odrobinę prawdziwej magii. Choć i tak wiemy, że jesteśmy oszukiwani, to dostaliśmy to na co zasłużyliśmy. W mniej więcej oczekiwany sposób.