Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Książka

Christopher Priest – Człowiek z sąsiedztwa (recenzja)

Zdruzgotany Tibor Tarent wraca do Anglii. Jego żona zginęła w Anatolii, gdzie pracowała jako pielęgniarka w polowym szpitalu, a władze Islamskiej Republiki Wielkiej Brytanii koniecznie chcą mężczyznę przesłuchiwać, jakby mógł powiedzieć im cokolwiek o targanej zamieszkami Turcji. Nie potrzeba mu wiele czasu, aby stwierdzić, że pod jego nieobecność państwo diametralnie się zmieniło – pustoszą je potężne burze, a władze wyraźnie nie radzą sobie z kolejnymi tragediami.

Miłośnicy dotychczas wydanych w Polsce powieści Christophera Priesta, w szczególności należącej do Uczty Wyobraźni „Rozłąki”, na początku przygody z „Człowiekiem z sąsiedztwa” mogą się nieco zdziwić, bo pierwsze rozdziały – wbrew świetnej okładce autorstwa znanego i cenionego w środowisku Darka Crayona – wcale nie oferują otoczonej nimbem nadnaturalnej tajemnicy opowieści z wielką historią w tle. To raczej fantastyka bliskiego zasięgu, która wyraźnie kojarzy się z „Uległością” Michela Houellebecqa: u Francuza państwem wyznaniowym staje się jego ojczyzna, u Brytyjczyka natomiast – Zjednoczone Królestwo. Szybko wychodzi na jaw jednak, że to raczej futurologiczny strzał na oślep niż wynik poważnej refleksji, bo z panującego w Londynie islamu niewiele wynika. Podobnie ma się sprawa z szalejącymi po Wyspach burzami – autor sugeruje czytelnikowi, że coś takiego jak fantastyka ekologiczna istnieje i że zmiany klimatu mogą mieć destrukcyjny wpływ na świat i społeczeństwo, ale to zaledwie krótka zajawka, która nie znajduje żadnego rozwinięcia.

Zresztą cały wątek osadzony w przyszłości – teoretycznie główny – stanowi tylko osnowę, którą Priest obudowuje kilkoma zdecydowanie bardziej obszernymi historiami pobocznymi. „Człowiek z sąsiedztwa” to zbiór zamkniętych, niepołączonych wprost opowieści. Nie ma jednak wątpliwości co do tego, że razem tworzą jednorodną powieść, bo Brytyjczyk, tym razem w sposób całkowicie dla siebie typowy, spaja je za pomocą bardzo subtelnych, aczkolwiek niezbędnych do zrozumienia całości nici. Na początku usypia czujność czytelnika, sugerując, że podobne nazwiska poszczególnych bohaterów to tylko przypadek, ale im dalej w tekst, tym więcej dowodów na to, iż za wszystkim tym stoi większa myśl. Tę narrację doskonale znają miłośnicy innego angielskiego autora: Davida Mitchella; „Człowiek z sąsiedztwa” sposobem opowiadania bardzo mocno przypomina świetny „Widmopis” i hitowy „Atlas chmur”.

Wśród tych pojedynczych opowieści Priesta – kamyczków, które ostatecznie mają złożyć się w mozaikę – trafiają się prawdziwe perełki. Jedna z nich, licząca trzydzieści czy czterdzieści stron, to pełna napięcia, poruszająca i wzruszająca historia naukowca żałującego swych wybitnych osiągnięć. Wyraźnie rezonują w niej echa Projektu Manhattan, sprytnie ubrane przez Brytyjczyka w osobisty kontekst. Innym przykładem doskonałego pomysłu jest nawiązująca do zekranizowanego przez Christophera Nolana „Prestiżu” opowieść o żyjącym na odizolowanej od świata wyspie iluzjoniście. Tym razem Priest popisał się zegarmistrzowską precyzją – zadbał o najmniejsze szczegóły fikcyjnej krainy, które w finale tej części „Człowieka z sąsiedztwa” zagrały kluczową rolę. W rozdziałach poświęconych magikowi zdarzają się dłużyzny, ale fenomenalna puenta odpłaca za nie z nawiązką. W końcu znajdą dla siebie coś także miłośnicy „Rozłąki”, bo Priest zawarł w powieści również historię poświęconą losom brytyjskich lotników w czasie drugiej wojny światowej (na marginesie: kluczową rolę odgrywa w niej polska pilotka).

Po lekturze „Człowieka z sąsiedztwa” pozostało ze mną jednak wrażenie, że plan Christophera Priesta nie zagrał w stu procentach. Wśród elementów składowych są naprawdę świetne – co do tego trudno mieć wątpliwości; zdarzają się także części nieco mniej udane (wśród nich ta z gościnnym udziałem Herberta Wellsa, zapowiadająca się świetnie, ale zakończona nieco zbyt pospiesznie), ale to nie wydaje się głównym problemem całej powieści. Skaza kryje się raczej w wątku głównym i splątaniu fizyki kwantowej, historii oraz romansu, co brzmi bardzo efektownie, lecz ostatecznie okazuje się rozczarowująco proste. Podobnie jak wydany w Artefaktach „Odwrócony świat” – „Człowiek z sąsiedztwa” bardzo dużo obiecuje, ale nie wszystkich obietnic dotrzymuje.

Mimo moich zastrzeżeń ostatnia wydana w Polsce powieść Christophera Priesta warta jest lektury. To interesująca, przemyślana i bardzo oryginalna fantastyka, która godnie reprezentuje Ucztę Wyobraźni. Jeśli wcześniejsze teksty brytyjskiego autora przypadły Wam do gustu, śmiało sięgajcie po „Człowieka z sąsiedztwa” – nie zawiedziecie się.