Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Książka

J. R. Ward – Ofiara krwi

Pamiętacie jeszcze Mrocznego kochanka? Ghrom, główny bohater tamtej części Bractwa Czarnego Sztyletu, odszedł z czynnej służby. Po ostatnich wydarzeniach postanowił przyjąć należną mu koronę i stanąć na czele wampirzego ludu. Ale nie martwcie się, czytelnicy spragnieni miłosnych uniesień. Ghrom znalazł już swoją samicę i w Ofierze krwi pojawia się tylko epizodycznie. Tym razem przybliżone zostaną nam losy Rankohra.

Rankohr jest typem podrywacza. Przystojny, napakowany, przyciąga wzrok wszystkich kobiet w swoim otoczeniu. Kumple nazywają go Hollywood, bo wygląda jak gwiazdor z rozkładówki kolorowego pisma. A on skwapliwie to wykorzystuje. Niemal co wieczór jest z inną, często więcej niż z jedną na raz. Potem oczywiście wymazuje swoją osobę z pamięci towarzyszek. Jednak nikt nie wie, że w środku Rankohr jest wrażliwym romantykiem. Wiele lat temu został obłożony klątwą, przez którą jego ciało zamieszkuje bestia. Kiedy tylko traci panowanie nad sobą, bestia wyrywa się na wolność i sieje dookoła śmierć i spustoszenie. Przydaje się to w walce, ale może być niebezpieczne nie tylko dla wrogów. Dlatego Rankohr musi się cały czas pilnować. Jedyne sposoby na rozładowanie napięcia to walka i seks. I to jest powód, dla którego wampir zmienia kobiety jak rękawiczki. A tak naprawdę chciałby w końcu znaleźć tę jedyną, którą mógłby nazwać swoją krwiczką. Nienawidzi trybu życia, który jest zmuszony prowadzić. Wszystko zmienia się, gdy poznaje Mary, która nie dość, że jest samicą człowieków (nie, to nie błąd… tak właśnie mówią o ludziach wampiry), to jeszcze jest chora na białaczkę. Rankohra czeka ciężka próba.

Oprócz zmiany bohatera możemy zaobserwować także inne różnice w porównaniu z pierwszą częścią cyklu. Na przykład wydawnictwo Videograf II postanowiło odejść od dosłownego tłumaczenia tytułów. W oryginale wszystkie tomy mają w tytule słowo „lover”. W naszym ojczystym języku już nie. I tak Lover Eternal stał się Ofiarą krwi. Nie wiem, czy to dobra decyzja. Z jednej strony, gdyby każda kolejna część była jakimś kochankiem, to nie wyglądałoby to dobrze. Z drugiej jednak nazwanie tego tomu w sposób tak tandetny (a z tomem trzecim będzie jeszcze gorzej) nie wróży książce nic dobrego.

Kolejną istotną zmianą jest szersze zarysowanie fabuły. Mroczny kochanek był jakby odrębną, samodzielną powieścią. Nic tak naprawdę nie wróżyło w nim możliwości powstania kontynuacji. W Ofierze krwi natomiast pojawiły się wątki, które będą prowadzone bezpośrednio w następnej części, bądź w nieco dalszej przyszłości. Można to zdecydowanie policzyć jako plus. Jeśli autorka chce pisać cykl, to niech poszczególne tomy łączą się ze sobą czymś więcej niż tylko bohaterami.

A skoro już jesteśmy przy fabule, to kilka słów na temat zakończenia. W tego typu książkach nie należy się raczej spodziewać zaskakującego finału. Zazwyczaj nie jest to może klasyczne „i żyli długo i szczęśliwie”, ale do tego mniej więcej się sprowadza. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że pani Ward wysiliła się na coś więcej. Byłem gotów wychwalać ją pod niebiosa za niespodziankę, którą zgotowała czytelnikom, i za odejście od utartych schematów. Niestety, moja radość trwała tylko kilka stron. Zakończenie okazało się nie dość, że naiwne, to jeszcze strasznie naciągane. A może to po prostu ja jestem zbyt łatwowierny i za szybko dałem się przekonać, że będzie dobrze…

Ofiara krwi jest książką lepszą od pierwszej części cyklu. Nadal nie jest to fantastyka najwyższych lotów, ale jak na wampiryczny romans naprawdę może być. Fani gatunku będą usatysfakcjonowani jeśli sięgną po Bractwo Czarnego Sztyletu. A mnie czeka jeszcze tom trzeci, który do tej pory zapowiada się najciekawiej. A jak będzie w rzeczywistości, czas pokaże.

Tytuł: Ofiara krwi
Autor: J. R. Ward
Wymiary: 135×210
Liczba stron: 426
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: VIDEOGRAF II

 

Merlin.pl       Amazonka.pl