Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Książka

Jakub Ćwiek, Dawid Pochopień, Grzegorz Nita – Kłamca. Viva l’arte (recenzja)

No i stało się: Loki wylądował na kartach komiksu. Nie jest to jakoś szczególnie zadziwiające – Kłamca, wraz z całym swoim popkulturowym bagażem i ogólną barwnością wydaje się wręcz dla niego stworzony. Pytanie brzmi: jaki efekt przyniosła przeprowadzka na nowe medium i czy rezultat dorównał poziomem literackiej wersji przygód Lokiego? Po zapoznaniu się z albumem Kłamca: Viva l’arte autorstwa Jakuba Ćwieka i Dawida Pochopienia mogę stwierdzić, że efekt jest naprawdę pozytywny.

O tym, że Loki zazwyczaj wkracza tam, gdzie anioły nie mogą lub nie chcą wejść, wie zapewne każdy, kto zetknął się z postacią Kłamcy. Nie inaczej jest i tym razem: oto znika pewien bezdomny, który – o ironio – zajmuje specjalne miejsce w planach Nieba jako kolejny prorok i jego zaginięcie nie jest nikomu na rękę. Na domiar złego jego Anioł Stróż zostaje znaleziony martwy, co powoduje oczywisty niepokój i skłania Gabriela do ponownego skorzystania z usług Lokiego. Rozwiązanie zagadki będzie tyleż zaskakujące, co makabryczne…

Cieszy fakt, że scenariusz nie jest adaptacją, lecz został stworzony specjalnie dla komiksu i stanowi autonomiczną, zamkniętą całość – nie ma mowy o sprzedawaniu kolejny raz tego samego towaru. Z drugiej strony jest to raczej rzecz przeznaczona dla osób, które miały już styczność z bohaterem tekstów Ćwieka – reszta może nie do końca rozeznać się w tym kto, jak, co i dlaczego (choć małe streszczenie na tylnej stronie okładki stanowi pewną pomoc). Reszta powinna z zadowoleniem powitać kojarzony z Kłamcą klimat zabawy popkulturą. Znajdzie się miejsce dla wątków detektywistycznych, z nieodzowną scenką barową, sekwencji spod znaku action hero, czarnego humoru oraz odrobiny poważniejszych zagadnień, ale przedstawionych bez zadęcia i wielkich słów (choć osobiście czekam na interpretację, iż Loki jest przedstawicielem pędzącego kapitalizmu, wykorzystującego kwestie wiary do nabicia własnej kabzy). Opowieść może się podobać: jest wciągająca, z niezłym twistem fabularnym, choć w moim przekonaniu śledztwo przebiega zbyt gładko, rozwiązanie intrygi następuje bardzo szybko, a dialogom brakuje chwilami chwytliwości wyczuwalnej w opowiadaniach.

Na pochwałę zasługuje również warstwa graficzna Viva l’arte. O tym, że kiepskie rysunki potrafią zarżnąć dobrą opowieść, wiadomo nie od dziś, cieszy więc, że kreska Pochopienia znakomicie współgra z historią serwowaną przez Ćwieka, dokładając kolejny element do ogólnej gry konwencjami i schematami. Widać to wyraźnie w sylwetce samego Lokiego, konsekwentnie kreowanego na twardziela, czy to poprzez popkulturowe artefakty, rodzaje zachowań czy też określone rozwiązania graficzne, dostosowane do sytuacji, gdy Kłamca działa jak typowy trickster czy też człowiek-demolka. Nad projektami postaci warto zatrzymać się dłużej, gdyż to one – w moim mniemaniu – w dużej mierze decydują o charakterze komiksu. Pochopień, zachowując realistyczną konwencję, jednocześnie miejscami dokonuje bardzo mocnego przerysowania i odrealnienia, co jednak absolutnie nie jest wadą – wręcz przeciwnie. Aztekowie ze swoim przesadnym umięśnieniem, żywcem wyjęci z pulpowych powieści przygodowych o dzikich; Gabriel jako gładkolicy androgyn, ubrany w garnitur w stylu glamour, Anioły Stróże o podobnie niejednoznacznej płci, z lekko zaburzonymi proporcjami ciał, malunkami na twarzy i zmarniałymi sylwetkami świadczącymi o słabości ducha ich podopiecznych – to tylko niektóre z pomysłów tworzących specyficzny, pokręcony świat Kłamcy. Świat, dodać należy, wyjątkowo barwny. Odpowiadający za kolor Grzegorz Nita niewątpliwie wykonał kawał dobrej roboty, sycąc opowieść soczystymi barwami idealnie dopasowanymi do chwili: infernalnymi czerwieniami w kryjówce antagonisty, ponurymi szarościami ulic i kuszącymi, jasnymi światłami spelunki. Dodawszy do tego cieszące oko szczegóły, takie jak blady odcień skóry Lokiego, zdradzający jego nadnaturalną naturę, stwierdzić należy, iż Viva l’arte jest jednym z tych komiksów, w których kolor naprawdę ma znaczenie. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do kadrowania: o ile Pochopień zazwyczaj ma bardzo dobre wyczucie kadru i potrafi go świetnie skomponować, o tyle w bardziej dynamicznych scenach momentami przyjmuje dziwną perspektywę i trzeba poświęcić chwilę, by rozszyfrować co właściwie na obrazku się wyprawia, ale są to tylko pojedyncze przypadki.

Na zakończenie czytelnik otrzymuje jeszcze galerię szkiców Pochopienia oraz króciutką  opowieść Brand Manager, w której Loki znajduje skuteczny sposób na zwiększenie sprzedaży utworów Ćwieka, wychodząc od konstatacji, iż pomiędzy stanem (nie)życia twórcy a ilością kasy, jaką przynoszą związane z nim przedmioty istnieje wyraźna zależność… Przy okazji historyjka może służyć jako zabawa typu „znajdź filmowy cytat” i wcale nie chodzi tu o plakaty wiszące w mieszkaniu Lokiego.

Wizytę Kłamcy w medium komiksowym zdecydowanie można uznać za udaną: niezły, wciągający scenariusz, bardzo dobre rysunki i znakomite kolory, klimat bezpretensjonalnej, lecz nie prostackiej zabawy – to naprawdę może się podobać. I tylko to lekkie rozczarowanie, gdy wreszcie następuje finał, a człowiek nie wie, czy ma się cieszyć, że było fajnie, czy kląć, bo chce jeszcze… Nic to, poczekamy na kolejny album – oby tym razem był trzy razy dłuższy.

Scenariusz: Jakub Ćwiek
Rysunki: Dawid Pochopień
Kolory: Grzegorz Nita
Tytuł: Kłamca. Viva l’arte
Wydawca: Sine Qua Non
Data wydania: październik 2012
Liczba stron: 68
Format: A4
Okładka: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
Cena: 24,90 zł

 

komiks1

komiks2
komiks3
komiks4
komiks5