Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Książka

Joe Abercrombie – Pół wojny (recenzja)

Najwyższy Król Morza Drzazg postanawia rozwiązać swój największy problem i spacyfikować docierające się w bólach przymierze królów Grom-gil-Gorma i Uthila. Nie uderza jednak od razu w nich, a w ich pomniejszych sprzymierzeńców. Po ataku jego wojsk księżniczka Skara traci dziadka, dwór i całe swoje dominium – musi uciekać pod opiekę kuzynki, królowej Laithlin. Dziewczyna okaże się ostatecznym spoiwem sojuszu i zadecyduje o dalszych losach całego Morza Drzazg.

Zdecydowanie największą zaletą Pół wojny – tak samo zresztą, jak było to w przypadku poprzednich dwóch tomów cyklu – są postaci. Pisarz powtórzył zabieg, który zastosował w Pół świata i wprowadził na scenę zupełnie nowych bohaterów odgrywających kluczowe role, a tych znanych już czytelnikowi zepchnął na drugi plan (z wyjątkiem Kolla i Yarviego). Na szczęście, powieść w najmniejszym nawet stopniu nie traci na jakości, bo autor swoim zwyczajem popisał się w warstwie kreacyjnej. Fabuła toczy się wokół losów Raitha i Skary: dwójki tak różnej, jak różni byli Zadra i Brand. Młody mężczyzna to szalony ogar króla Gorma, który nie zna strachu, a jedynym uczuciem, do jakiego się przyzwyczaił, jest gniew. Nastoletnia dziewczyna natomiast zostaje królową, choć samodzielnie nie potrafi uporać się nawet z własnym żołądkiem. Szybko staje się jasne, że całkowicie rozłączne światy dwojga bohaterów połączy młodzieńcza miłość – czyżby Abercrombie gonił w piętkę i postanowił wykorzystać pomysł, który sprawdził się w tomie drugim? Wręcz przeciwnie – pokazał prawdziwy kunszt. W trylogii pojawiają się trzy wątki miłosne i różnią się od siebie skrajnie. Pisarz nie specjalizuje się raczej w romansach, ale doskonale radzi sobie z przedstawianiem różnych odcieni miłości. W Pół wojny dochodzi do tego jeszcze wątek osobisty Raitha, który poprowadzony jest fenomenalnie – chłopak na początku wydaje się jednowymiarowy, ale ostatecznie zwyczajnie nie można mu nie współczuć. Świat oszukuje go, mimo że robi wszystko, aby stać się dobrym człowiekiem, a Abercrombie udowadnia, iż brutalność to jego znak rozpoznawczy.

Wszystko jednak blednie, kiedy autor wyciąga kolejnego asa z rękawa i powraca do najważniejszego wątku całego cyklu – tego związanego z Yarvim. Pół króla było opowieścią o jego dojrzewaniu, w Pół świata pełnił rolę srogiego mistrza i ukryty był w cieniu, ale w Pół wojny wyłania się z niego, choć na pewno nie w taki sposób, jakiego mogliby spodziewać się czytelnicy. Abercrombie wziął zgrane do niemożliwości (szczególnie w literaturze fantasy) motywy opętującej zemsty oraz rzucanych bez zastanowienia przysiąg i stworzył z nich doskonałą opowieść. Może nie najoryginalniejszą na świecie, ale świetnie poprowadzoną, wciągającą i trzymającą w napięciu. Domknięcie wątku Yarviego to prawdziwy majstersztyk.

Jedyną wadą powieści jest to, że wydarzenia toczą się w stworzonym już świecie – po kreacyjnym potoku z Pół świata, w którym co chwila bohaterowie odwiedzali nowe miejsca, takie podejście delikatnie rozczarowuje. Poza dworem Skary i Skeken czytelnicy będą mieli okazję odwiedzić tylko pola bitewne.

Pół wojny to bardzo dobra powieść i godne zwieńczenie trylogii o losach Yarviego. Joe Abercrombie całym cyklem udowodnił, że jego proza – brutalna i ostra – może być świetnym materiałem na teksty dla nieco młodszych czytelników. I choć sagę określa się jako przeznaczoną przede wszystkim dla młodzieży, to jestem pewien, iż wielu starszych czytelników będzie bawiło się przy niej doskonale.