Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Książka

Lavie Tidhar – Stulecie przemocy (recenzja)

Czasy, w których miłośnicy popkultury skupionej wokół superbohaterów uznawani byli za zaprzysiężonych eskapistów, minęły bezpowrotnie. Niegdysiejsi komiksowi herosi nie są już nieskalanymi wzorami do naśladowania, a bolączki dnia codziennego – jak choćby uzależnienia – dogoniły ich dawno temu; we współczesnej popkulturze istota obdarzona nadludzkimi mocami często okazuje się symbolem problemów skrajnie ludzkich. Tę obserwację można spokojnie odnieść do „Stulecia przemocy” – trzeciej powieści Laviego Tidhara wydanej w naszym kraju.

W latach 30. XX wieku, kilka lat przed wybuchem najstraszniejszego konfliktu w dziejach ludzkości, Henry Fogg staje się urzędnikiem państwowym. Na początku czuje się strasznie zdezorientowany, bo Stary, człowiek, który go rekrutował, nie potrafi powiedzieć czym właściwie mężczyzna ma się zająć, ale ten jednego jest pewny: wykorzysta do tego swoje moce. Bo Fogg należy do ludzi, których dotknęła wywołana przez niemieckiego naukowca przemiana – zyskali dary, o jakich inni mogą tylko marzyć. Ich obecność z całą pewnością zmieni oblicze nadchodzącej wojny.

Jakiś czas temu w Polsce zaczęły pojawiać się książki z wymyślonego przez George’a R. R. Martina (i rozwijanego przez całe rzesze innych autorów) cyklu o Asach – serii powieści i opowiadań traktujących o historii odmienionej przez pojawienie się ludzi dysponujących nadnaturalnymi mocami. Podczas lektury „Stulecia przemocy” nie mogłem uciec od skojarzeń z Asami, które ostatecznie skrystalizowały się w jednej prostej myśli: o takie teksty, panie Martin, powinien pan walczyć!

A to dlatego, że Tidhar zawarł w swojej powieści wszystko, co najlepsze w popkulturze superbohaterskiej. Na pierwszym planie mamy oczywiście samych herosów: panującego nad mgłą Fogga, zdolnego do unicestwiania ludzi i przedmiotów Obliviona, dysponującego nieskończoną siłą Czołga czy przemieniającą się w huragan Cyklon. Autor uwielbia bawić się ich zdolnościami: czasami rzuca ironiczny komentarz (jak choćby te dotyczące przybranych przez nich pseudonimów), czasami każe narratorowi nazwać scenę „wziętą wprost z groszowych powieści”, ale z pewnością nie stroni od efektownych pokazów. Pozostaje przy tym całkowicie uczciwy wobec czytelnika: jego Übermenschowie – bo to miano otrzymują z oczywistych względów – cierpią i giną tak samo jak najzwyklejsi ludzie.

Superbohaterski podkład Tidhar połączył z historią potraktowaną jak najbardziej na serio. W dziełach propagandystów Wuja Sama II wojna światowa przemienia się w heroiczną walkę amerykańskich nadludzi z rzeszami bezlitosnych nazistów, ale we frontowych wspomnieniach Fogga okopowy koszmar okazuje się aż nadto realny. To jednak nie wszystko, co „Stulecie przemocy” ma do zaoferowania: choć konflikt stanowi jego centralną oś, to Tidhar rozciąga swoją opowieść na niemal całe sto lat. Robi to bardzo umiejętnie wykorzystując achronologiczną narrację, dzięki czemu ukryty pod powierzchnią wielki wzór wyłania się powoli, a do najważniejszych rozstrzygnięć dochodzi dopiero w ścisłym finale. Wtedy też okazuje się, jak mało – w ostatecznym rozrachunku – znaczą nadnaturalne moce, kiedy władzę nad ludźmi przejmują najpotężniejsze emocje; powieść Tidhara to wyjątkowo reprezentatywny przedstawiciel odświeżonej popkultury superbohaterskiej, w której codzienność okazuje się najtrudniejszym wyzwaniem.

„Stulecie przemocy” to świetna powieść. Łączy wartką akcję, pełną tajemnic fabułę, zręczne rzemiosło i sporo literackich autokomentarzy, dzięki czemu powinna trafić do każdego czytelnika, któremu zdarzyło się zakochać w świecie komiksowych herosów. Mam nadzieję, że już niedługo wydawcy dadzą nam kolejną okazję do czytania Tidhara, bo ten nie zawodzi – każdy kolejny jego tekst wart jest polecenia.