Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Książka

Robin Hobb – Złocisty błazen (recenzja)

„Złocisty błazen” to drugi tom kolejnej bestsellerowej trylogii autorstwa Robin Hobb, której akcja toczy się w Królestwie Sześciu Księstw. Z powrotem do tego niesamowitego uniwersum nie czekałam długo – pierwsza część zatytułowana „Misja błazna” wywołała u mnie ogromny niedosyt i chęć szybkiego znalezienia odpowiedzi na dręczące mnie pytania. Czy następna część „Złocistego” spełniła moje oczekiwania?

Po tym, jak Książę Sumienny został odbity z rąk Srokatych, życie w Koziej Twierdzy wróciło do normy. Załamany po śmierci Ślepuna Bastard Rycerski powraca na dwór w roli sługi pana Złocistego, by w rzeczywistości pilnować księcia i czuwać nad bezpieczeństwem rodu Przezornych. Jako Tom Borsuczowłosy bacznie śledzi poczynania przybyłych do Koziej Twierdzy Zawyspiarzy i próbuje ustalić, kim tak naprawdę są żądni władzy Srokaci. Z biegiem czasu problemy z jakimi musi się zmierzyć rosną, a bez obecności wilczego partnera Rycerski gorzej radzi sobie z targającymi nim emocjami. Jedynym wsparciem mężczyzny może być Błazen, jednak wkrótce na jaw wychodzą sprawy, które kładą się cieniem na ich długiej przyjaźni…

Tak jak pierwszy tom cyklu zabrał nas we wciągającą podróż po Królestwie Sześciu Księstw, tak akcja „Złocistego błazna” toczy się prawie cały czas w obrębie Koziej Twierdzy. Ta niezwykle długa wizyta na dworze z początku sprawiała mi wiele radości- z przyjemnością odkrywałam kolejne tajemnice mieszkańców twierdzy i przyglądałam rozwijającym się intrygom. Dzięki pojawieniu się Zawyspiarzy dobrze znane mi miejsce nabrało nieco egzotycznego charakteru, jednak po pewnym czasie sztywna i zakłamana atmosfera dworu zaczęła mnie męczyć. Ze zniecierpliwieniem wypatrywałam fragmentów, w których akcja nabierała tempa a bohaterowie choć na moment opuszczali ogromne sale Koziej Twierdzy. Rozczarowaniem był fakt, że niektóre kwestie, jakie pojawiły się na końcu poprzedniego tomu, tym razem odeszły na daleki plan. Mimo, że to ocalenie rodu Roztropnych powinno skupiać najwięcej uwagi czytelnika, Hobb co rusz wprowadzała inne wątki, mające przede wszystkim wymiar obyczajowy. W „Złocistym Błaźnie” przyjdzie nam się bowiem bardzo dokładnie przyjrzeć skomplikowanym relacjom Bastarda z jego dawnymi przyjaciółmi i obecnymi towarzyszami. W tym wypadku mam trochę mieszane uczucia – z jednej strony dzięki temu Hobb udało się stworzyć realistyczny i bliski sercu czytelnika obraz, z drugiej tego zwykłego życia Bastarda jest po prostu za dużo. „Złocisty Błazen” jest zwyczajnie mało dynamiczny i tak naładowany prozą codzienności, że niejednokrotnie chciałam pominąć te dłużące się fragmenty zawierające złożone refleksje bohatera o jego najbliższych i dręczących go demonach przeszłości. Oczywiście, nie można tego jednoznacznie uznać za wadę – Hobb bardzo sprawnie wplata w swoją powieść kolejne wątki, dzięki czemu całość wypada solidnie i z pewnością spodoba się wielu osobom ceniącym sobie powieści o mocno obyczajowym charakterze. Ja jednak oczekiwałam, że tym razem autorka więcej uwagi poświęci głównemu wątkowi, a podjęte poprzednio kwestie zostaną w „Złocistym Błaźnie” lepiej wyjaśnione.

W tej części Bastard przechodzi kolejną, wewnętrzną rewolucję. Po stracie Ślepuna bohater znów zamyka się sobie i coraz częściej sięga w przeszłość, by rozpamiętywać swoje krzywdy i wskrzeszać dawne urazy. Innymi słowy, zdecydowanie bardziej przypomina bohatera poprzedniego cyklu zatytułowanego „Skrytobójca”, aniżeli poznanego w „Misji Błazna” Toma Borsuczowłosego. Szkoda, bo miałam nadzieję, że samotność zahartuje Bastarda, który będzie jeszcze rozważniej podejmować swoje decyzje. Tymczasem, choć dojrzały Rycerski wciąż stara się trzymać wypracowanych zasad, to w środku trawi go emocjonalna gorączka.

Plusem książki jest natomiast pojawienie się kilku nowych, interesujących postaci. Moją szczególną uwagę przykuła narczeska Elliania. Wywodząca się z uznanego zawyspiarskiego rodu dziewczyna w niczym nie przypomina kobiet mieszkających w Koziej Twierdzy. Dzięki jej postaci Hobb wprowadza sporo zamieszania wśród miejscowych księżniczek i uwypukla pewne ogólne cechy charakteryzujące społeczeństwo Królestwa Sześciu Księstw. Elliania i jej towarzysze mocno kontrastują z tym, do czego przyzwyczaili nas dotychczasowi bohaterowie cyklu, a to z kolei wnosi powiew świeżości do poukładanego i dobrze już nam znanego świata Hobb. Ciekawą postacią jest też Młotek, nowy podopieczny Ciernia, który, podobnie jak Błazen, jest trudny do rozszyfrowania i jednoznacznej oceny.

Podsumowując, „Złocisty błazen” Robin Hobb był dla mnie w pewien sposób rozczarowujący. Akcja rozwijała się powoli, a mnogość wątków obyczajowych sprawiła, że lektura przypominała momentami bardziej rodzinną sagę aniżeli solidną powieść fantasy. Oczywiście, wielu czytelnikom położenie takiego nacisku na życie i codzienne rozterki Bastarda może się spodobać. Niemniej jednak w moim przypadku niedosyt, jaki wywołała u mnie lektura „Misji Błazna”, pozostał, bo wątki, które zainteresowały mnie poprzednio, nie otrzymały należytej uwagi. Mimo tego świat Hobb pociąga mnie nadal i z pewnością sięgnę po kolejny tom „Złocistego”, choć już z mniejszym zaangażowaniem.

Tytuł: Misja Błazna
Cykl: Złocisty
Autor: Robin Hobb
Tłumaczenie: Agnieszka Sylwanowicz
Wydawnictwo: Mag
Data wydania: 2016
ISBN: 978-83-7480-642-8
Liczba stron: 784