Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Książka

Science fiction po polsku (recenzja)

Dawno, dawno temu, bo w zeszłym roku, był sobie literacki konkurs wydawnictwa Paperback, w którym nagrodą było opublikowanie  tekstów w antologii, obok prac takich autorów jak Jakub Ćwiek czy Dariusz Domagalski. Konkurs rozstrzygnięto, wyróżnienia przyznano, zbiór poszedł do druku – i oto Science fiction po polsku trafiła do księgarń. Czy antologia składająca się w większej części z tekstów mniej znanych pisarzy i zupełnych debiutantów warta jest uwagi? Zobaczmy.

Na pierwszy ogień idzie jedno z opowiadań nagrodzonych w konkursie – Samolubny gen Szymona Stoczka. Jeśli zastanawiacie się, czy można na dwunastu stronach zawrzeć problemy małżeńskie, inżynierię genetyczną, mocarstwową Polskę, biedę, hazard, odwieczny konflikt polsko-rosyjski widziany oczami stale pijanego Rosjanina, a wszystko to obracające się wokół tematu planowanego dziecka  – owszem, można. Co więcej, można to opowiedzieć nie do końca poważnie, nie popadając ani w lament nad fizycznym i duchownym upadkiem, ani w zupełną groteskę. Nie jest to może trzęsienie ziemi, ale i tak antologia rozpoczyna się tekstem całkiem niezłym.

Dalej robi się ciężej, bowiem Wszyscy jesteśmy dziećmi BOG-a Pawła Palińskiego dotyka problemów tak skomplikowanych jak natura człowieczeństwa czy różnica między ludźmi a maszynami. Główny bohater, Sigma Drawes, jest ANIOL-em, człowiekiem który w zamian za bogactwo i bezpieczeństwo zgodził się zostać dawcą komórek dla elity społeczeństwa – sztucznych inteligencji noszących ciała niemal nieodróżnialne od ludzkich. Co jednak, gdy zrzeszająca „bank genów” instytucja nakaże ANIOL-owi „stawić się celem dezaktywacji”? Opowiadanie Palińskiego to rasowy, brudny i mroczny cyberpunk, smaczny kąsek dla wielbicieli gatunku.

Po tym dość ciężkim tekście nadpływa pierwszy z okrętów flagowych antologii: Dariusz Domagalski ze swym Upiornym błękitem. I już wiadomo, że nie jest dobrze, bo gdy opowiadanie nosi tytuł Upiorny błękit, należy spodziewać się najgorszego. I najgorsze nadciąga w pełnej krasie patetycznego ględzenia, mętnych wewnętrznych monologów, idealnie płaskich postaci i braku jakiegokolwiek napięcia. Tekst wydaje się owocem skrzyżowania Paulo Coelho z Ósmym pasażerem Nostromo – mamy tu kilku śmiałków lądujących na nowoodkrytej planecie, gdzie czeka na nich niespotykane nigdy wcześniej zagrożenie, powoli acz systematycznie uszczuplające liczebność załogi. W tej fabule Domagalski usiłuje zawrzeć Przemyślenia na temat życia, śmierci i świadomości, puszy się i napina, sadząc co jakiś czas takie kiczowate potworki jak: „Uciekajmy (…) jak najdalej od tego błękitnego piekła” czy: „Postąpiłem w otchłań nieistnienia”. Strata czasu.

Tymczasem w kolejce czeka już kolejne z nagrodzonych opowiadań, Z poradnika niepraktycznego przeżycia postatomowego Piotra Saroty. Setting postapokaliptyczny zawsze najbardziej trafiał do mnie w wersji „Falloutowej” – naszpikowanej odniesieniami do (pop)kultury, niestroniącej od groteski i czarnego humoru. Tym właśnie tropem idzie Sarota, opisując dzień pracy Stana i Oliviera,   kanonicznych Wysokiego Chudzielca i Niskiego Grubasa, którzy z dala od linii frontu atomowej wojny załatwiają swoje szemrane interesy. Miasta, w których grasują dzikie Buki (tak, te Buki), uciekające kotlety, niefrasobliwa zielona (ale mająca tylko dwie piersi i żadnych macek) autostopowiczka kąpiąca się w jeziorze kwasu siarkowego – to tylko niektóre z dziwów, którym codziennie stawiają czoła, a czynią to ze swadą i pragmatyzmem prawdziwych profesjonalistów (choć czasem zdarza im się trzymać mapę do góry nogami). Mnóstwo humoru, doskonałe dialogi i wysokie stężenie absurdu składają się na bardzo przyjemne, lekkie i bezpretensjonalne opowiadanie.

Andrzej W. Sawicki w Nadejściu zimy postawił sobie poprzeczkę bardzo wysoko, postanowił bowiem zawrzeć w jednym tekście cyberpunk, heroic fantasy spod znaku World of Warcraft oraz dramat korporacyjny. I o ile wątek biurowej walki o prestiż, pieniądze i wyniki całkiem nieźle gra z motywem cyberprzestrzeni wyszarpywanej krok po kroku spod kontroli śmiertelnie groźnych wirusów, o tyle gdy pracownicy biurowi nagle przedzierzgają się w postaci z MMORPG – z zachowaniem wszystkich możliwych klisz i stereotypów, włącznie z tym, że jedyna bohaterka chodzi w ciele seksownej kocicy – moja niewiara z hukiem spadła z kołka. Sawicki nawet nie próbuje tłumaczyć, dlaczego  walka z wrogim kodem, który przejął serwery, polega na tym, że cyfrowe awatary pracowników korporacji tłuką mieczami w magiczną, lodowato zimną mgłę. Czy odzyskiwany fragment „infopola” był niegdyś serwerem sieciowego erpega? A może to korporacyjni informatycy są co do jednego miłośnikami fantasy? Nie wiadomo. Autor woli skoncentrować się na tym, by uczynić głównego bohatera jeszcze bardziej karykaturalnie złym, a pozostałych – nieskazitelnie dobrymi. Całości nie ratują nawet opisy dramatycznych starć z magicznym mrozem. W moim odczuciu – kompletna klapa.

Agnieszka Hałas w Opowieści o śpiących królewnach zwraca się w stronę political fiction, nakreślając świat dalekiej przyszłości, który mimo statków kosmicznych i gwiezdnych kolonii nasuwa nieodparte skojarzenia z ZSRR czy PRL. Pilot transportowca wiozącego ładunek tytułowych „śpiących królewien” na Tartarus wie, co czeka jego pasażerów na miejscu przeznaczenia… jednak czy warto narażać dla nich własne, i tak już niezbyt pewne życie? Autorka udowadnia, że teraz czy za dziesiątki (setki?) lat represje i przemoc ze strony państwa będą takie same; to samo będzie też pragnienie wolności.

Z następnym w kolejności tekstem, Placówką na prawo od Syriusza Tomasza Duszyńskiego, mam problem. Nie jest, technicznie rzecz biorąc, zły. Ma ciekawy pomysł, przekonującego (choć dość antypatycznego) bohatera i niezłe dialogi. Koncepcja, by bohaterami uczynić grupę samotników zajmujących odosobnione placówki rozsiane po wszechświecie, komunikujące się ze sobą za pomocą niezwykle wolnego czatu, niesie ze sobą gigantyczny potencjał. Niestety, pomysł ten został zaledwie zarysowany, a jego zakończenie nie wywołało u mnie absolutnie żadnych odczuć. Nie wykluczam jednak, że innym czytelnikom ta pozycja się spodoba.

Księdza Marka trzy spotkania z demonem to nie tytuł, jakiego można by się spodziewać w antologii science fiction. Kryje się za nim jedno z najlepszych opowiadań w tym zbiorku – ciepłe, nastrojowe, miejscami zabawne, miejscami refleksyjne. To opowieść o Innym, gotowości spotkania go, wysłuchania, zrozumienia, weryfikowania własnych poglądów. A gdy owym Innym jest demon, w dodatku zamieszkujący ludzkie ciało, może być już tylko ciekawiej. Artur Laisen jest kolejnym z nagrodzonych w konkursie Paperbacku i nie sposób się nie zgodzić z decyzją jury – to bardzo dobra lektura.

O ile poprzedni tekst traktował o spotkaniu i dialogu, o tyle Muñeca porusza problem samotności. Samotności kobiety na siłę utrzymywanej przy życiu i jej męża, który nie może nawet z nią porozmawiać; samotności ludzi, którzy żyjąc pomiędzy ludźmi kupują cyfrowe świadomości, by móc się przed kimś otworzyć. Wszystko to zostało zgrabnie wplecione w typowo kryminalną fabułę, w której zagadkę morderstwa rozszyfrowuje niejaki detektyw Holmes – policyjny program, który nie ma fizycznego ciała, ale za to potrafi być w czterech miejscach naraz. Czy cyfrowa świadomość może okazać się bardziej ludzka niż sami ludzie? Istvan Vizvary nie boi się stawiać trudnych pytań i nie podaje odpowiedzi na tacy.  Z Muñecą zdecydowanie warto się zapoznać. Warto wspomnieć, że także i to opowiadanie zostało wyłonione w drodze konkursu.

Potem przenosimy się znów do wnętrza statku kosmicznego. Milena Wójtowicz w Przeżyciu sięgnęła, podobnie jak Domagalski, po zaczerpnięty z Obcego motyw drapieżnika i ofiary zamkniętych razem w gwiezdnym transportowcu – jednak w odróżnieniu od niego postanowiła zabawić się w odwrócenie ról i żonglerkę schematami. Z doskonałym skutkiem. Mamy tu drapieżcę ze wszystkich sił starającego się przeżyć oraz ofiarę desperacko pragnącą przeżyć coś w ogóle. Całości dopełniają niezwykle plastyczne opisy oraz duszna, pełna napięcia atmosfera. Wójtowicz zaprezentowała wyjątkowo udane podejście do tematu.

Antologię zamyka drugi flagowy okręt, Jakub Ćwiek ze swoją Obrożą. Ta krótka opowieść powstała, jak autor przyznał we wstępie, bo po prostu miał pomysł. I tym właśnie jest Obroża – opowiadaniem osnutym wokół jednej idei, czyli „człowieka na pilota”, noszącego stale specjalne urządzenie, które umożliwi jego pracodawcy wezwanie go do siebie dosłownie w każdej chwili. Tekst może i nie skłania do jakichś szczególnych refleksji (bo i nie taki był jego cel), ale zrealizowany jest dobrze (w końcu warsztatowo Ćwiek poniżej pewnego poziomu nie schodzi) i może zapewnić chwilę rozrywki.

Opowiadania zawarte w antologii prezentują dość wyrównany, wysoki poziom – z nielicznymi wyjątkami, oczywiście, jednak nieszczęsne teksty Domagalskiego i Sawickiego nie powinny wpływać  na odbiór całości. Ostatecznie celem tego zbioru było raczej zaprezentowanie tworzących SF debiutantów; znane nazwiska na okładce przyciągają czytelników i kreują zainteresowanie, umożliwiając mniej znanym (i zupełnie nieznanym) autorom pozyskanie uwagi odbiorców. A zauważyć trzeba, że to właśnie początkujący pisarze świecą tu najjaśniej. Science fiction po polsku to kolekcja zróżnicowanych, ciekawych tekstów. Warto poświęcić im uwagę.

Tytuł: Science fiction po polsku
Redakcja: Anna Kańtoch
Wydawnictwo: Paperback
Miejsce wydania: Strzelin
Data wydania: 2012
Format: 155 x 195 mm
ISBN: 978-83-932486-6-7
Liczba stron: 250