Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Manga i Anime

Soul Eater (anime)

Soul Eater to anime typu shounen, czyli takie, które jest skierowane głównie do młodszych odbiorców, jednak nie powinniśmy się tym zanadto sugerować. W końcu shounen z samej swojej definicji jest gatunkiem prostym, nastawionym na lekką rozrywkę. Znam wielu dorosłych ludzi, którzy z zapałem oglądają Naruto lub Bleach i nawet nie zdają sobie sprawy, że to pozycje skierowane bardziej do „małolatów”. Przysiadając do tego anime oczekiwałem kolejnego „Dragon Balla”, oczywistego fabularnie i skierowanego na walkę w wręcz nieprzyzwoitym stopniu*. Przeliczyłem się jednak i dostałem coś znacznie ciekawszego i bardziej oryginalnego.

Soul Eater powstał na kanwie mangi o tym samym tytule. Anime to reżyserował Takuya Igarashi działający z ramienia studia Bones.
Maka i Soul Eater, bo to właśnie główni bohaterowie serialu, starają się wraz z przyjaciółmi zapobiec ekspansji chaosu na świecie. Sprowadza się to oczywiście do walki z „tymi złymi”, jednak jest to podane w bardzo strawnej formie. Kolorytu całej opowieści dodaje Shibusen – szkoła, do której należą bohaterowie, a która uczy ich właśnie walki z chaosem. Sama placówka została założona przez japońskiego boga śmierci – Shinigami. Równie ciekawym pomysłem jest więź jaka zawiązuje się między uczniami. Otóż każdy z nich ma partnera. Zespół taki składa się z mistrza i broni, czyli osoby o szczególnych zdolnościach, która potrafi zamienić się w jakiś typ oręża. To tyle wstępu, teraz przejdę wreszcie do konkretów. Zacznę od postaci, jako, że prezentują się naprawdę nieźle. Mają swoje problemy, są głębokie, a nade wszystko oryginalne. Bohaterów jest sporo, do tego wielu z nich jest na tyle szczegółowo ukazanych, że można ich uznać za głównych na równi z tytułowym Soul’em – bronią w rękach mistrzyni i najlepszej przyjaciółki, Maki. Soul Eater to indywiduum dążące do bycia jak najbardziej „cool”. Co najdziwniejsze nie wychodzi przy tym na pozera, a jego zachowania nie są wymuszone. Maka jest z kolei klasową prymuską, która w chwilach zdenerwowania gotowa jest zdzielić obiekt swego gniewu książką przez łeb. Równie ciekawą drużyną jest trio: Death the Kid i siostry Thompson. Kid jest synem samego Shinigamiego, mającym obsesję na punkcie symetrii. Z tego właśnie względu jego broniami są bliźniacze pistolety: Liz i Patty Thompson. Dziewczyny te są zawsze pełne życia, jednak różnią się od siebie i nie są swoimi kopiami. Ostatni z „głównych” zespołów stanowią Black Star wraz z Tsubaki. Bohaterowie ci na pierwszy rzut oka stanowią własne przeciwieństwo. Mistrz – Black Star jest zawsze krańcowo pewny siebie, żeby nie powiedzieć narcystyczny , a do tego niemiłosiernie hałaśliwy i koncentrujący na sobie uwagę otoczenia. Z kolei Tsubaki to cicha dziewczyna, która najczęściej pozostaje w tle. Co ciekawe, jako broń potrafi ona przyjąć wiele form. Pojawia się też sporo humorystycznych  nawiązań do popkultury zachodniej, jak choćby doktor o dźwięcznym mianie Franken Stein, wiedźma Blair czy miecz Excalibur, który swoją drogą jest tu postacią, a nie przedmiotem. Relacje między bohaterami są wiarygodne, nie ma nielogiczności. Bardzo ważne jest też to, że żadna postać nie jest doskonała – każdy ma jakieś wady, częstokroć przejaskrawione. To jest właśnie najciekawsze, często też najzabawniejsze. Fabuła jest absorbująca i dość wartka, choć nie znajdziemy w niej jakichś górnolotnych myśli filozoficznych. Po prostu należy wiedzieć, czego się spodziewać zasiadając do tego anime, które gwarantuje prostą, lekką i przyjemną rozrywkę. Co więcej, mogę nawet powiedzieć, że opowieść nie uległa spłyceniu, a to przecież bolączka shounenów. Można jednak narzekać na zakończenie całego anime, które nie jest może najgorsze, ale oczekiwałem czegoś lepszego. Panowie scenarzyści – wstyd! Spoczęliście na laurach albo zabrakło wam pomysłu. Naciągane to i bez polotu. Po prostu wydaje się, że cała para poszła w początek i środek serialu, a koniec po prostu trzeba było zrobić. Z kolei humor można pochwalić – wiele scen wywołało u mnie wybuch śmiechu! Niektórzy jednak mogą narzekać na przewidywalność gagów ale w niczym to nie przeszkadza i ostatecznie często jakiś żart zaskakuje. Teraz przychodzi kolej na bardziej techniczny aspekt kreskówki. Soundtrack jest niezły, zdarzają się, owszem, lepsze i gorsze kawałki, ostatecznie wychodzi dobrze. Muzyka trzyma klimat całego anime, jest nieco psychodeliczna, a przy tym w miarę żwawa. Przyznam się nawet, że kilka kawałków wpadło mi w ucho na tyle, aby zgrać je na mp3 i słuchać z niemałą przyjemnością. Również openingi przedstawiają się wcale przyjemnie – utwory są miłe dla ucha a i animacje początkowe nie pozostawiają wiele do życzenia. Także ludzie, odpowiedzialni za dubbing (nazywani z japońska Seiyu) spisali się dobrze. Głosy harmonizują z charakterami poszczególnych postaci, a na szczególne oklaski zasługuje tu Seiyu odgrywający Shinigami’ego – naprawdę dobrze oddał tego bohatera.
Na koniec zostawiłem kreskę, jaką rysowano cały serial. Jest ona naprawdę oryginalna, można nawet powiedzieć, że odważna. To właśnie styl rysunku nadaje specyficznego klimatu „Soul Eaterowi”. Szczególnie ciekawie narysowano słońce i księżyc, a także samą szkołę Shibusen. Jestem pod wrażeniem tym bardziej, że przy całej swej innowacyjności wizualnej, kreskówka dalej jest ładna i miło się na nią patrzy. Jednym słowem rysownik nie przekombinował i wyszło zrównoważone dzieło! Szczegółów tła i postaci jest dużo. Także tutaj nie ma się do czego przyczepić. Z drugiej jednak strony konwencjonaliści, którzy są przeciwni eksperymentom mogą się trochę burzyć.
Podsumowując – mogę to anime polecić z czystym sumieniem każdemu, kto szuka lekkiej rozrywki, nie zmuszającej zanadto do myślenia. To niezła, prosta komedia z wątkiem walki dobra ze złem. Niby nic szczególnego, jednak podane w ciekawej oprawie i cieszy. Można nawet przywiązać się do postaci, poza tym anime nie jest rozwlekłe – ma 51 odcinków, więc nie ma co się martwić, że pojawi się syndrom „Mody na Sukces”. Gdyby nie zakończenie nie trzymające poziomu całości byłaby ocena wyżej, tak jest 7/10.

Wady:
– Momentami przewidywalny humor,
– Skaszanione zakończenie.

Zalety:
+ Humor mimo przewidywalności – przezabawny!
+ Dobry soundtrack,
+ Genialny rysunek,
+ Dobrze skonstruowane postaci,
+ Niezła fabuła, nie spłycona,
+ To nie kolejny tasiemiec z 1000. odcinków.

*Właśnie naraziłem się chyba połowie moich rówieśników.