Nawojka wraca. Już nie jako zagubiona dziewczynka z lasu, lecz jako młoda kobieta, która musi zmierzyć się nie tylko z tajemnicą śmierci nieznajomej kobiety i jej dziecka, ale też z własną przeszłością, światem zewnętrznym i wszystkim, co go napędza. Bianka Kunicka w drugim tomie swojej serii nie tylko rozwija wątki zapoczątkowane w „Na ołtarzu ciszy”, ale jeszcze mocniej osadza czytelnika w realiach świata, gdzie magia i wiara splatają się z codziennym lękiem przed tym, co inne.
Las, który dotąd był dla Nawojki azylem, przestaje wystarczać. Znalezisko, które zmienia wszystko, zmusza ją do wyjścia ze strefy bezpieczeństwa i ruszenia śladem zbrodni. Tak trafia do Nowogródka, miejsca pełnego kontrastów, zderzeń kultur i rytuałów. To miasto jest nieoczywiste. Z jednej strony piękne, egzotyczne, wielogłosowe. Z drugiej, brutalne, zamknięte, nieufne. Nawojka musi nauczyć się w nim funkcjonować, choć nie zawsze wie, komu ufać, a komu lepiej zejść z drogi.
Autorka pokazuje świat kobiety wyrwanej z natury i wrzuconej w mechanizmy społecznego osądu, dworskich intryg i ludzkiego strachu. Nawojka nie jest już tylko obserwatorką, wchodzi w sam środek burzy. Jej wędrówka to nie tylko śledztwo, ale też próba odnalezienia własnego miejsca, własnych korzeni, może nawet, własnej tożsamości.
To, co wyróżnia ten tom, to zdecydowanie większa dynamika. Historia wciąga szybciej, dzieje się więcej, pojawia się też więcej fantastycznych elementów. Są szeptane zaklęcia, dziwne stworzenia z ludowych legend, tajemnicze siły, które budzą się nocą. Ale Kunicka nie pisze fantasy w klasycznym sensie. Magia jest tu czymś codziennym, naturalnym, wpisanym w krajobraz. To raczej przedłużenie intuicji, pamięci pokoleń, przekonań starszych kobiet niż pokaz fajerwerków.
Bohaterka dojrzewa, emocjonalnie, fizycznie, duchowo. Choć wciąż pozostaje sobą, osobą wrażliwą, oddaną naturze, pełną sprzeczności, wyraźnie widać, że nie boi się już iść pod prąd. Nawojka to postać, którą można podziwiać, ale też której można współczuć. Bo choć jej świat otacza magia, to jej największym przeciwnikiem wciąż są ludzie. Ich zabobony, lęki, uprzedzenia. Nawojka pomaga, ratuje, rozumie, ale płaci za to cenę.
Wielką siłą książki jest klimat. Autorka świetnie oddaje atmosferę XVII-wiecznego pogranicza, w jego duchowości, w kulcie ziół, w świętych ogniach palonych przy chatach, w pieśniach szeptanych do wody. Wchodzimy tu w przestrzeń, gdzie islam, judaizm, chrześcijaństwo i wierzenia ludowe ścierają się w cieniu jednego miasta. To tło żyje. Jest nie tylko dekoracją, ale pełnoprawnym uczestnikiem opowieści.
Język powieści jest plastyczny, momentami poetycki, z wplecionymi archaizmami i rytmicznymi frazami. Dzięki temu czytelnik jeszcze głębiej wchodzi w opisywany świat. Momentami można wręcz poczuć zapach kadzidła, dotknąć szorstkiego lnu, zasmakować goryczy dziurawca. To nie tylko opowieść, to zmysłowe doświadczenie.
Choć książka dotyka wielu poważnych tematów, przemocy, wykluczenia, winy, walki z własnym cieniem, nie traci lekkości. Nie jest przytłaczająca. Przeciwnie, jest jak rozmowa przy ogniu, intymna, trochę bolesna, ale też oczyszczająca.
„Jestem twoim domem” to nie tylko kontynuacja, to rozbudowanie i pogłębienie historii Nawojki. Jeśli pierwszy tom był wprowadzeniem, to ten jest próbą rozliczenia. Z przeszłością, z pamięcią, z cudzymi oczekiwaniami. I choć nie daje wszystkich odpowiedzi, zostawia z przekonaniem, że droga Nawojki jeszcze się nie kończy.
To piękna, mądra i bardzo ludzka opowieść. O tym, że dom to nie miejsce, tylko relacja. O tym, że bycie innym nie znaczy bycie gorszym. O tym, że czasem trzeba opuścić to, co daje bezpieczeństwo, by naprawdę siebie odnaleźć. I że nawet jeśli świat będzie szeptał „nie pasujesz”, warto mu odpowiedzieć: „nie muszę”.