Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Arcyważne, Konsole, Recenzje

Recenzja: Call of Duty: Modern Warfare 2 Remastered

Gdy jakieś dwa lata temu po raz pierwszy usłyszałem o planach stworzenia remastera „Call of Duty: Modern Warfare 2”, miałem mocno mieszane uczucia. Z jednej strony, to jedna z części przy której spędziłem najwięcej czas, ale z drugiej… wspomnienie remastera „Call of Duty 4” wykorzystanego do sztucznego podbicia sprzedaży „Infinite Warfare” wywoływało raczej umiarkowany entuzjazm. Tymczasem mijały miesiące i w 2019 roku zadebiutował świetny „Call of Duty: Modern Warfare” (swoją drogą, wciąż regularnie w niego gram), wzbogacony w marcu tego roku o bijący rekordy popularności tryb battle royale – Warzone. „Call of Duty” zdawał się być w najlepszej od lat formie i to właśnie ten moment Activision wybrało na opublikowanie zremasterowanej kampanii gry pierwotnie wydanej w 2009 roku. Niewiele myśląc, sięgnąłem po portfel.

Gdy ze słuchawek popłynęły znajome nuty, a ja trafiłem na poligon w misji SJCD (Syf Jak Co Dzień, rodzima wersja amerykańskiego SSDD, Same Shit Different Day) poczułem się jak w domu. Już chwilę później wspinałem się po lodowej ścianie, przebijałem przez zagracone uliczki Faweli i ostrzeliwałem z dachu Burger Town, nie tylko odruchowo kierując się do poznanych przed niemal jedenastoma laty kryjówek, ale też na nowo odkrywając ulubione bronie (TAR-21!). I choć nie ulega wątpliwości, że „Modern Warfare 2 Campaign Remastered” znajdzie spore grono odbiorców, trzeba się zastanowić, czy naprawdę warto wydawać 99 złotych na jedną trzecią całości tytułu nie tylko wydanego w 2009 roku, ale też wciąż dostępnego na PC oraz XBOX One (w kompatybilności wstecznej).

Do plusów produkcji trzeba zaliczyć fakt, że remaster nie ograniczył się jedynie do zwykłego liftingu, ograniczającego się do podbicia rozdziałki i wygładzenia tekstur. „Call of Duty: Modern Warfare 2 Campaign Remastered” wygląda niesamowicie i już na zwykłym Playstation 4 gra się świetnie. Odświeżone tekstury, lepsza rozdzielczość, nowe modele postaci oraz dopracowane animacje, oświetlenie i efekty dowodzą, że Beenox nie szczędziło środków i czasu na przygotowanie odświeżonej wersji, a co ważniejsze – przy tym nie zatracono charakteru oryginału. To wciąż ta sama kampania z trzymającymi w napięciu misjami, które na dobre przeszły do historii jako jedne z najlepszych w serii. Kto nie kojarzy „Cliffhangera”, „No Russian”, czy obrony Waszyngtonu z „Hotel Whiskey” w akompaniamencie genialnej ścieżki dźwiękowej, skomponowanej przez samego Hansa Zimmera? Teraz możecie przeżyć to jeszcze raz, tylko w znacznie lepszej oprawie… o ile macie w domu konsolę Sony.

Tutaj dochodzimy do problemów nękających remaster. Pierwszym, już teraz zbierającym dla Activision sporo negatywnych komentarzy w sieci, jest fakt, że gracze z PC i XOne będą musieli zaczekać na swoją kolej aż do 30 kwietnia. Czasowa ekskluzywność, która pozbawiła tych samych graczy dostępu do klasycznego przetrwania w „Modern Warfare” ponownie dała o sobie znać, co jest szczególnie złą decyzją w dobie pandemii. Drugim, zdecydowanie poważniejszym, jest brak trybów przez zdecydowaną większość graczy uznawanych za kluczowe – multiplayera i spec ops. Choć Activision postanowiło się z tego wytłumaczyć w blogowym wpisie, tłumacząc motywy stojące za tą decyzją chęcią zagwarantowania graczom najlepszego możliwego online w postaci wydanego w zeszłym roku CODa oraz niechęcią do dzielenia graczy między „Modern Warfare”, „Warzone” a remastera, tak nie ulega wątpliwości, że wyceniona na 99 złotych kilkugodzinna kampania dla jednego gracza, nawet jeśli pod pewnymi względami może stanowić wzór dla innych remasterów, nie wywołała takiego zachwytu, co pełny produkt. Z drugiej strony, ocaliło to MW2 od losu „Call of Duty 4: Modern Warfare Remastered”, który jakiś czas po premierze został „wzbogacony” o lootboksy. Nie ukrywam jednak, że z przyjemnością doświadczyłbym multiplayera albo spec ops w odświeżonej oprawie…

Mimo to, nie żałuję zakupu, w gruncie rzeczy motywowanego głównie nostalgią. Jeśli jesteście fanami serii, albo jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z uważaną za jedną z najlepszych w historii gier FPS kampanii, możecie rozważyć zakup. Jeśli jednak uważacie, że „Call of Duty” to przede wszystkim rozgrywka wieloosobowa, możecie spokojnie sobie darować. Tymczasem ja wracam do prób zejścia poniżej dwudziestu sekund w Piekiełku.