Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Aktualności, Arcyważne

Fantastyczny Marzec

Być może miesiąc Jarych Godów, Id, Nouruz, Ostary czy Wiosny powierzchownie wydaje się oferować niewiele fantastom, szczególnie w perspektywie kwietnia i maja, ale to tylko pozory – fani znajdą coś dla siebie wśród wydarzeń i premier w każdym medium. A niektóre z nich bodaj okażą się najlepszym, co w danej dziedzinie przyniósł 2019 roku.

Na konwentowej mapie Polski w marcu wyraźnie zabłyśnie sześć punktów. W Rumii wystartuje wydarzenie komiksowe Rumia Comic Con (2.03) – i prelekcji, warsztatów, wystaw, pokazów, gości będzie tam bez liku. Z kolei Toruń tego miesiąca stanie się chyba stolicą gier bez prądu, ponieważ w mieście odbędzie się jedenasta edycja spotkań z nowoczesnymi grami planszowymi, Ballcon (2-3.03) oraz Grawitacja (9.03), czyli dzień z grami na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika, gdzie wstęp jest wolny, a na uczestników czekają rozmaite pokazy i turnieje. Jednak to Warszawa zdominuje ewentowo marzec, wiosenna edycja Warszawskich Targów Fantastyki (16-17.03) z pewnością po raz kolejny spełni potrzeby miłośników wszelakiego rodzaju fantastycznych zakupów i okaże się rajem dla wystawców – przy okazji nie zabraknie także spotkań z licznymi gośćmi. Wyjątkowo ciekawą alternatywą prawdopodobnie okażą się Śląskie Dni Fantastyki (23-24.03), organizowane przez Śląski Klub Fantastyki, a więc po imprezie można spodziewać się klimatu typowo fandomowego, interesujących prelekcji i spotkań z popularnymi członkami środowiska. Ostatni punkt marca to KoKon (23-24.03), którym szczególnie powinny zainteresować się osoby związane z cosplayem i sztuką nowych mediów.

Zapowiada się, że i literacko czeka nas coś dobrego. „Ostatnie namaszczenie” Krzysztofa Haladyna to kontrfaktyczna historia, bawiąca się w dodatku elementem (realnie) magicznym, wręcz okultystycznym (przynajmniej tak to brzmi) – czy autor dotychczas sięgający po postapokalipsę spod znaku S.T.A.L.K.E.R.-a i retro-cyberpunk podoła zadaniu? W tym prądzie ma obecnie kilku konkurentów, Michała Gołkowskiego („Szczury Wrocławia”) i Adama Przechrztę („Materia Prima”). Na półki księgarń ma trafić John Scalzi z „Upadającym imperium” – wreszcie science fiction (space opera dokładnie) – mam nadzieję – lekka i przyjemna, ale i niestandardowo podchodząca do niektórych tematów, jak „Wojna Starego Człowieka”. Oby się udało. O „Oczy uroczne” Marty Kisiel raczej nie trzeba się obawiać, autorka dotychczas trzymała stale wysoki poziom i potrafiła rozbawić. Choć teraz podobno ma to być książka nieco poważniejsza. Zobaczymy. „Do Gwiazd” Brandona Sandersona trafia tu ze względu na autora, którego po prostu nie sposób pominąć w lekturowych oczekiwaniach – nie są to z reguły ciężkie, przesadnie głębokie treści, ale są poprawnie i sprawnie napisane, i nie da ukryć, że to one tworzą w dużej mierze fantastykę „głównego nurtu”. Trochę ambiwalentne wydaje się „Serce Lodu” Arkadego Saulskiego, promowana jako klasyczne posttolkienowskie fantasy. Ale z opisu wynika, że akcenty silnie rozłożono wokół wątków religijnych – i sposób postrzegania tych zjawisk intryguje, zwłaszcza, że aktualnie optyka względem religii nabrała mam wrażenie skrajnie binarnego charakteru. W marcu nie można za to przeoczyć drugiego tomu „Głodnego Słońca” Wojtka Zembatego, czyli próby zrekonstruowania świata prekolumbijskiego i jego rozwoju bez ekspansywnych interwencji Europy. Ostatnim, co na mnie czeka to „Oczy diabła” Wiktora Noczkina, taki guilty pleasure – a dlatego, że gość po prostu potrafi pięknie opowiadać.

Jak kogoś ciągnie do komiksów, to obojętnie nie powinien przejść obok trzeciego tomu „Relaxu”, antologii, w której zebrano najciekawsze prace artystyczne z magazynu o tej samej nazwie – to swego rodzaju przekrój kawałka historii polskiego komiksu. Warto też zajrzeć do „Draculi” Roya Thomasa, komiksowej adaptacji kinowego widowiska Francisa Forda Coppoli – z tym, że w tym przypadku chyba warstwa graficzna okaże się najciekawsza, ponieważ została opracowana przez ojca Hellboya, Mike’a Mignolę. Z kolei szukający superbohaterskich wrażeń mogą przyjrzeć się uważnie (zwłaszcza przed filmem) albumowi „Shazam! Potworne Stowarzyszenie Zła” Jeffa Smitha – tu humorystyczny talent autora może zwiększyć i tak niemały potencjał komiczny postaci. Wydarzeniem będzie na pewno przywrócenie na rynek „Hellblazera” w zbiorczym wydaniu, trochę przyszło poczekać, ale wreszcie – i oby kompletnie – czytelnicy będą mogli cieszyć się jedną z ciekawszych person świata DC. Oprócz tego interesująco zapowiada się nowa linia Non Stop Comics, czyli „Nomen Omen”, włoskie urban fantasy, skierowany co prawda w target młodzieżowy, ale może i starszym przypadnie do gustu?

W kinie całkiem przyzwoicie. Na początek „Śmierć nadejdzie dziś 2” (1.03), tj. „Dzień Świstaka” w klimatach grozy. Nie spodziewam się po obrazie niczego szczególnego, żadnych szokujących zwrotów fabuły i refleksyjnych tematów, ale może będzie chociaż zabawnie? Następnie jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów tego roku, „Kapitan Marvel” (8.03), czyli wprowadzenie do MCU pełnoprawnego bohatera kobiecego (głównego, z własnym obrazem, skupionym wyłącznie na niej). No i pewnie wielu czeka na przedsmak przed „Avengers: Koniec Gry”. Więcej niż po „Śmierci” spodziewam się po „To my” (22.03), twórców nieprzeciętnego, choć moim zdaniem trochę przereklamowanego „Uciekaj!”. Opis i dotychczasowe zajawki budzą tu nadzieje. Czego z kolei nie robi „Dumbo” (29.03), mimo panteonu utalentowanych artystów i wysokiego budżetu. Głównie przez sternika, Tima Burtona, od kilku lat borykającego się z niedopracowanymi dziełami.

Z gier bez prądu stół zdominuje tylko jedna. „Zombicide: Zielona Horda” to bowiem niezwykle zgrabne połączenie mediewistycznej fantasy i postapokalipsy, tyle tylko, że bohaterowie – w których wcielimy się podczas rozgrywki – nie staną naprzeciw zwyczajnych nieumarłych, ale zombie-orków! Ponadto w ręce graczów trafi kilka scenariuszy, do tego nieprzeciętny arsenał (do tej edycji wkroczyła katapulta, sic!), doborowe towarzystwo i zielona horda żywych trupów nam nie straszna. Być może chwilę oddechu między kolejnymi rozgrywkami zagwarantuje „Dice City” – kościanka, w której nadrzędnym celem będzie wzniesienie miasta godnego miana stolicy. Ciekawe, czy gra okaże się dobrą alternatywą dla rewelacyjnej „Sagrady”?