Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Felietony

Ahoj przygodo!

 

Jednym z najlepszych tekstów kultury na chwilę relaksu niewątpliwie jest kino przygodowe, – niezbyt mocno angażujemy się w problematyczne kwestie, a całą uwagę kierujemy raczej na wyczyny, drogę szczęść i nieszczęść bohatera, który zwykle ledwo wychodzi z jednych tarapatów, aby zaraz popaść w drugie. Nie ma się co dziwić, psychologia powieści popularnej znakomicie obrazuje pokusy, jakie powstają poprzez liczne czynniki – zamierzone bądź nie zabiegi autorów – mające wciągać adresata w przedstawianą historię, opowieść o protagoniście oraz związać z nim odbiorcę, żeby ten – przejęty jego losami i kibicujący jego celom – nie mógł się od utworu oderwać. O tym wszystkim powstało wiele prac, z czego bodaj jedną z najprzyjemniejszych jest „Superman w literaturze masowej” Umberta Eco.

indiana

Indiana Jones

Chyba nie ma w czytelni nikogo, kto nie obejrzałby przynajmniej jednej z przebojowych produkcji Lucasfilm, w których głównym punktem programu są humorystyczne perypetie tytułowego bohatera (w czwartej i dotychczas ostatniej – przekazującego jakoby pałeczkę swemu synowi), poszukującego tajemniczych a starożytnych, czasem legendarnych artefaktów, nierzadko naprawdę (według wizji twórców) mających magiczne właściwości.

Harrison Ford w roli Indiany Jonesa, doktora archeologii, przedstawiający się imieniem ukochanego psa (swoją drogą jest to wykorzystanie biograficznego wątku z życia C.S. Lewisa – jednego z ważniejszych pisarzy dla George’a Lucasa), sprawdza się równie dobrze ze swoim awanturniczo-rubasznym podejściem do świata, co w filmie rzece „Gwiezdne Wojny”. Być może to właśnie sprawia, że lubimy te obrazy – nasiąknięte są motywami dobrze nam znanymi, choć nie z własnych doświadczeń; ta wtórność, podana w innej szacie się podoba, dzięki uniwersalnym przekazom trafia do szerokiej publiki, a wszystko – mimo kilkunastu dziur oraz nielogiczności fabularnych – jest prawdopodobne i po prostu przyjemnie się to ogląda.

 

Jak rozpętałem drugą wojnę światową

Jak rozpętałem drugą wojnę światową

Nigdy nie przepadałem za tematyką powiązaną z II Wojną Światową, być może ze względu na posępne, krwawe i pełne okrucieństwa oraz braku sprawiedliwości obrazy. Tadeusz Chmielewski postanowił jednak pokazać ów okres z przymrużeniem oka, pomijając wszystkie niechwalebne postępki III Rzeszy i jej popleczników. Franek Dolas stał się dla widzów ikoną, swoistym archetypem komicznego żołnierza, a jego pechowe przygody rozbawiają często do łez, nawet po kilkunastu seansach. Wiele scen i cytatów krąży po dziś świecie jako część popkultury i naszej obyczajowości – i trzeba przyznać, że to ta jasna strona współczesnej kultury polskiej, na szczęście stroniącej od kwitnącego nacjonalizmu.

Niestety, Marian Kociniak, odtwórca głównej roli, zmarł 17 marca tego roku, a polska kinematografia oraz teatr utraciły wybitnego artystę, którego komediowy kunszt możemy podziwiać właśnie w „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”.

 

Piraci z Karaibów

Piraci z Karaibów

Pierwsza trylogia trzymała w miarę wyrównany poziom, acz to pierwsza część zaskarbiła sobie serca widzów i zakorzeniła się w nich tak mocno, że kolejne odsłony stanowiły już tylko miłe akcenty. Czwarta część to zasadniczo solowe przygody kapitana Jacka Sparrowa, poszukującego szczęścia… A właściwie sposobu na życie wieczne, przez to też bohater wpada w wiele kłopotów, odkrywa nowe tajemnice i połacie świata przedstawionego, no i ujawnia swą miłosną przeszłość. Jest też powiązany z dwójką wyżej wspomnianych w zestawieniu bohaterów dość fatalistycznym i awanturniczym żywotem.

Przygodowa oś fabularna filmów to ciekawa odskocznia od wszystkich perypetii szczurów lądowych, która serwuje adresatom sztafaż godny królestwa Neptuna i miesiące na otwartych wodach z zaprawionymi wilkami morskimi. Do tego dynamiczne sceny akcji oraz dobrze skomponowana muzyka Hansa Zimmera wspaniale odprężają i razem z resztą elementów produkcji świetnie oddziałują na zmysły.

 

Sherlock Holmes

Sherlock Holmes

…ale ten Guya Ritchiego, z fenomenalną kreacją Roberta Downeya Jr. (w tytułowej roli) oraz Jude’a Lawa (Watson), to nie tylko świetnie nakręcony i nieco przeobrażony obraz na podstawie opowieści sir Arthura Conana Doyle’a, lecz także pełna miejskich przygód historia, która w dwóch kawałkach obrazuje nam geniusz wybitnego brytyjskiego detektywa. Awantury, tarapaty, ucieczki, pogonie i rozwiązywanie zagadek to codzienność, zdawać by się mogło spokojnego, Holmesa.

Pierwsza część znacząco różni się wyrazem od drugiej, ale obie łączą w sobie atmosferę zbudowaną w prozie Doyle’a, co przerzuca się na odbiór, aczkolwiek nie można zapomnieć o akcentach współczesnego kina, które znakomicie zazębiają się z pozostałymi komponentami, tworząc wyśmienite a spójne widowisko.

 

Bibliotekarz

Bibliotekarz

O nim krótko, ale seria – o ile czasem lubimy przymykać oko – całkiem przyjemna. Mało wyszukana, prawie gorszy sort kina klasy A, acz ma kilka sprawdzonych pomysłów i ciekawą koncepcję bibliotekarzy, choć niezbyt dobrze rozbudowaną i rozwiniętą. Jednak jak ktoś chce się po prostu dobrze bawić, nie rozmyślając nad kwestiami problematycznymi – seans w sam raz.

 

Księga życia

Księga życia

Jedna z dwóch animacji na liście, wprawdzie nie ma tutaj odległych i długich wypraw – poza jedną, ale bez spoilerów – cała akcja dzieje się w miasteczku, a większą uwagę przykuwa sztafaż i obyczajowość inspirowane wierzeniami oraz zwyczajami Meksyku, to bohaterowie poddawani są tutaj licznym, wcale przygodowym próbom, do tego seria awantur i potyczek, no i oczywiście „wielka przygoda życia”.

Warto napomknąć, że sama animacja uznawana jest za jedną z najlepszych w historii kina – i czasem się dziwię, iż obraz zdobył zaledwie Annie oraz WSA, bowiem mógł spokojnie liczyć na Oscara za pełnometrażowy film animowany. Najwyraźniej establishment Amerykańskiej Akademii Filmowej woli produkcje pokroju „Wielkiej szóstki”, niczego sobie produkcji, acz – moim zdaniem – przekazujących o wiele mniej wartości niż „Księga życia”. Zresztą Disney po sukcesie Jorge’a R. Gutiérreza szykuje praktycznie kalkę utworu – jak dostatnie Oscara, zacznę wierzyć, że najważniejsze wyróżnienie filmowe przestaje doceniać wybitność, a sprawdza popularność.

 

mumia

Mumia

Oczywiście nie rozchodzi się o nadchodzącą produkcję – „bajeczkę” – z Tomem Cruisem, ale filmową trylogię z Brendanem Fraserem, której trzecia część ujrzała światło dzienne kilka lat temu, zaś pierwsza w 1999 roku, acz trzeba podkreślić, że ostatnia część nie miała już tak dobrze zbudowanego klimatu, mimo że dostaliśmy w niej tego samego, lecz nieco „dojrzalszego” Richarda O’Connella.

Poszukiwanie skarbów w filmach przygodowych często łączy się z klątwą (patrz: „Piraci z Karaibów) albo piętnem stwora (tu: akurat – co bardzo odkrywcze – mumii), a co za tym idzie serią nieszczęść, ucieczek i prób rozwiązania całego galimatiasu. Prawdopodobnych oraz – a tych więcej – nieprawdopodobnych przygód w obrazach jest od groma, od żyjących w raju yeti po rozstępującą się ziemie, a wewnątrz uskoków piekielną otchłań. Jednak ogląda się to całkiem przyjemnie, bowiem takie przygodówki zawsze mają w sobie wyważoną dawkę humoru.

 

saharamovie

Sahara

Czyli kolejna porcja skarbów, tym razem bez fantastycznych dodatków. W zasadzie całe założenie fabularne utworu filmowego jest bardzo proste i przewidywalne. Rozgrzane piaski pustyni, pełniące tutaj rolę klimatycznego sztafażu, być może spodobają się tym, którym szarówka i śladowy śnieg nie za bardzo w smak. A przygody poszukiwacza skarbów i jego małej kompani, naszpikowane zwrotami akcji i rutynowym już wpadaniem w kłopotów, bodaj rozgrzeją a rozbawią widzów w odpowiednim stopniu.

 

skarbnarodow

Skarb narodów

Zmiana klimatu – grunt amerykański oraz historia USA powtykana gdzieniegdzie w fabułę. Do tego Nicholas Cage jeszcze w sile roli, którą udało mu się wykreować dwukrotnie, a trzeba przyznać, że gra aktorska w obu produkcjach, wprawdzie niezbyt wybitnych, stała na dość przyzwoitym poziomie. No i teoria spiskowa. Czy z takiego melanżu może wyjść coś nieciekawego? Nie w tym wypadku.

Pierwsza część pokazuje, że wiele skarbów jest jeszcze do odkrycia i kto wie, czy nie znajdują się pod piwnicą lokalnego kościoła, druga z kolei obrazuje… Z grubsza to samo, tylko w nieco innym wariancie – jeszcze niejedno dziedzictwo kulturowe skrywa się gdzieś hen za górą. Przygoda mniej dynamiczna, ale za to bardziej zakorzeniona w kwestiach popularnonaukowych z zakresu historii Stanów Zjednoczonych Ameryki.

 

thegoonies

Goonies

Skierowana raczej do młodszych widzów produkcja składa się z klasycznych etapów sprawdzonego schematu, oto bowiem grupka nastolatków – zmotywowana utratą domostw, które zastąpić ma pole golfowe – odnajduje mapę dawnego pirata, prowadzącą do skarbu, więc postanawia odnaleźć ukryte bogactwa, wydające się jedynym sposobem na uratowanie całej dzielnicy. Po drodze oczywiście nie obejdzie się od wpadania w liczne tarapaty, rozwiązywanie zagadek czy uciekania przed niebezpieczeństwem.

 

hidalgo

Hidalgo – ocean ognia

Frank Hopkins, kurier firmy Pony Express – szybkiej poczty konnej, postanawia wziąć udział w prestiżowym wyścigu konnym wraz ze swym ukochanym rumakiem, tytułowym Hidalgo. Film Joego Johnstona został oparty na faktach i potrafi wzruszyć, rozbawić i przejąć, nie jest to tradycyjna przygoda, mająca na celu odkrycie wielkiego skarbu czy odnalezienie drogocennego, tajemniczego artefaktu, tutaj rozgrywa się życie pasjonata, człowieka głęboko wierzącego w swoje możliwości i chcącego spełnić marzenia.

Viggo Mortensen w pierwszoplanowej roli sprawdza się świetnie, zresztą aktor już niejednokrotnie udowodnił potęgę swego kunsztu. Jednak w „Hidalgo – oceanie ognia” nie odgrywa człowieka borykającego się z problemami codziennego życia oraz wyścigiem; podczas wyprawy los rzuca go w wiele niebezpieczeństw, naraża na wyzionięcie ducha i zmusza do wielkich poświęceń. Cudo, nie tylko emocjonujące, ale też wielce wartościowe.

 

Książę Persji Piaski Czasu

Książę Persji: Piaski Czasu

Coś nowego sortu i przeznaczonego dla rodzinnego grona – Disneyowska adaptacja kultowej gry, jakby nie patrzeć, nie była aż tak wielką porażką, jak inne jej pokrewne (np. Mad Max, Hitman), a że nie przyciągnęła odpowiedniego targetu, nie zyskała odpowiedniego sukcesu, aby oczekiwać kontynuacji.

Pełna magii i niespodziewanych przygód, konfliktów i barwnych środowisk, a także zwrotów akcji (co prawda spodziewanych), potrafiła cieszyć i bawić, bez dłużyzn i nużących scen, przegadania tam prawie tyle, co nic – a jeśli już to rozbudowywała rysy psychologiczne oraz relacje między postaciami. Wielka podróż, podtytułowe Piaski Czasu, tajemnice i malownicza sceneria – przyznacie, że, przymrużając oko, można się w familijnym kręgu odprężyć.

 

eldorado

Droga do El Dorado

Wytwórnia DreamWorks w Anno Domini 2000 wypuściło bardzo przyjemny animowany obraz, czerpiący co nieco z okresu konkwisty do Ameryki, któremu wprawdzie daleko do historycznej prawdy, ale z pewnością nadrabia komizmem. Dwóch wagabundów – Tulio i Miguel – permanentnie oszukują w kości, a że raz fortuna im sprzyja, raz się odeń odwraca (częstokroć chwilę po zwycięstwie) to w trakcie jednej rozgrywki udaje im się zdobyć zarówno drobny majątek i mapę do złotego miasta, lecz właśnie wtedy ich przekręt wychodzi na jaw i tylko z ryciną muszą zwiewać. Dostają się na statek Cortésa, po czym przedostają się do Ameryki, a potem do tytułowego El Dorado.

Poza typowymi dla DreamWorks gagami, humorystycznymi scenkami i zabawnymi dialogami, przygoda odgrywała w filmie niemałą rolę, quasi-poszukiwacze skarbów, wędrówki, tajemnice, zagadki i rzesza tarapatów, z których trzeba się wydostać… Nic, tylko oglądać i śmiać się do rozpuku.

 

Romancing the Stone

Miłość, szmaragd i krokodyl oraz Klejnot Nilu

Klasyka absolutna jeżeli chodzi o kino przygodowe – w tym wyśmienite, acz bardzo komiczne role Michaela Douglasa, Kathleen Turner oraz Danny’ego DeVita. Czy trzeba mówić coś więcej o urokliwych przygodach łowcy przygód, bestselerowej autorce przypartej wręcz do ściany oraz nie do końca uczciwego safanduły?

 

Przygody psa Balto

Przygody psa Balto

Druga i zarazem ostatnia animacja kiedyś była bardziej znana i w latach 90. robiła sporą furorę wśród młodszych widzów, ale też w familijnym gronie, ponieważ właśnie w taki target celuje – to opowieść o bezpańskim psie, posiadającym w żyłach krew wilka, który postanawia dostarczyć do pewnego miasta lekarstwo. Opowieść drogi ukazuje nie wyłącznie przemiany bohaterów (tylko nie myślcie, że jakieś przesadnie złożone), lecz również ukazuje ich prawdziwe „ja” oraz wartości, jakimi należy się w życiu kierować. Przygoda ma tutaj bardziej beztroski i młodzieńczy charakter, aby trafiać w kręgi najmłodszych.

Co ciekawe nie jest to fikcja, ale historia oparta na autentycznych wydarzeniach – pomijając fabularyzowane motywy – z Alaski lat 20., gdzie mikroepidemia błonicy zaatakowała dzieci, a osoba odpowiedzialna za dostarczenie leku zapadła na ślepotę śnieżną i musiała powierzyć udanie wyprawy swemu psu.

 

hobbit

Hobbit: Niezwykła podróż

Listę zamyka wielka podróż w interpretacji Petera Jacksona, czyli pierwsza część filmowej „trylogii” na podstawie powieści J.R.R. Tolkiena „Hobbit”. Gra aktorska wysokiej próby, malownicze krajobrazy i intryga, która – choć w kilku drobnym momentach się dłużyła i nie grzeszyła prawami fizyki – w magiczny sposób urzekała. Jackson udowodnił tą częścią, że posiada niezwykły warsztat narratora filmowego, niestety trzecią odsłoną wszystko zniszczył.

„Niezwykła podróż” – w przeciwieństwie do poważnego „Władcy Pierścieni” – jest beztroska, zabawna i rubaszna, a cel intrygi zasadniczo nie ma (w założeniu) wpływu na kształt całego świata, choć jak się później okazuje niemało w nim namieszał. Jednak przede wszystkim utwór filmowy to doskonały wybór na chwilę wytchnienia, być może też okres świąteczny stanowi znakomitą porę na maraton „Władcy Pierścieni” oraz „Hobbita”.

Ubogie to zestawienie, wielce ubogie, ale to tylko punkty wyjścia, garść drzwi do możliwości kina przygodowego, które praktycznie pojawia się w każdej produkcji fabularnej, jeżeli oczywiście dobrze i pod konkretnym kątem przeanalizujemy utwór. Niemniej, powyższe pozycje to zaledwie propozycje, bowiem sami wiecie, że takowych obrazów jest tak wiele, że nie starczyłoby życia, aby każdy obejrzeć. Mimo wszystko – w wolnym czasie – warto spróbować.