Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Felietony

Dom utracony

Na początek wypada objaśnić sens tytułu, niewątpliwie mogącego mieć różne konteksty. W tekście nie będę skupiał się ani na motywie ucieczki, banicji, wygnania w science fiction w ogóle ani na najlepszych, najbardziej spektakularnych czy masowych odcieniach tychże. Zwrócę uwagę na opuszczenie Błękitnej Planety z własnej woli bądź też nie w paru wybranych pozycjach, dlatego też proszę nie traktować tego artykułu jako tzw. topki albo holistycznego ujęcia zjawiska. Najlepiej odbierać go w rodzaju ciekawostki, fragmentu, „liźnięcia” tematu, propozycji etc. Dodatkowo mogę w tekście sięgać raz po literaturę współczesną, raz po klasykę, a raz po nieco starszą, choć niezbyt uznaną czy stanowiącą wzór do naśladowania.

Nie mam zamiaru zagłębiać się tutaj w istotę problematyki zjawiska oraz wartościować umiejętności pisarskie konkretnego autora, chcę przyjrzeć się samym motywowi i temu, w jaki sposób zostały przedstawione, co udało się twórcy – moim zdaniem – zaakcentować. Szczególnie proszę także podejść do niektórych wywodów z dystansem, gdyż mogą wynikać z osobistej interpretacji. Punktem wyjścia dla artykułu będzie zaś przyczyna i skutek opuszczenia ludzkości albo tylko jej części ze swego pierwotnego domu.

medusaCzterech Władców Rombu – Jack L. Chalker

Dość ciekawy koncept pozbycia się niewygodnych ludzi z domen społeczeństwa przyszłości – w szczególności kryminalistów. Wysyłać ich na jedną z czterech odległych planet, gdzie zostaną zakażeni endemicznym mikroorganizmem, który sprawi, że opuszczenie układu będzie równać się śmierci. Jednak teraz Federacja odkrywa, że ktoś z wewnątrz Rombu Wardena ich obserwuje, dlatego postanawiają wysłać tam czterech różnych przestępców – w umyśle których siedzieć będzie superagent – aby zinfiltrowali środowisko, zbadali warunki społeczne na każdym z czterech globów oraz, w miarę możliwości, pokonali władcę i zajęli jego miejsce. Jednak nic nie idzie według planu Federacji: ciągłe zwroty wydarzeń i nieoczekiwane komplikacje, a przede wszystkim niespodziewane warunki panujące na planetach Rombu sprawiają, że agent ma cztery twarde orzechy do zgryzienia i musi uważać, bo złe posunięcie i czeka go coś więcej niż złamana szczęka.

Sama koncepcja „drogi, z której się nie wraca”, czyli wysłania kogoś do układu Wardena wydaje się intrygująca, do tego specyficzne i skrajnie odmienne warunki panujące na owych planetach dodają niewątpliwie wiele uroku cyklowi. Wyrzuca się tam kryminalistów, aby humanitaryzmowi stało się zadość, ale nikt raczej nie przypuszczał, że mogą tam stworzyć coś wysokorozwiniętego, a może tkwi w tym pierwiastek obcej cywilizacji? Dużo pytań stawia autor w tych powieściach i mimo że na większość odpowiada, to pozostawia niemałą sferę domysłów. Dogodne warunki naturalnego więzienia obracają się w „Czterech Władcach Rombu” przeciw Federacji, zaś rozwiązanie całego zamieszania jest zarówno dość zaskakujące, jak i nieprzewidywalne.

Z Rombem Wardena wiąże się pewna tajemnicza siła, która sprawia, że mogą tam pojawiać się i działać zjawiska, jakie w fantastyce określamy po prostu magią – i tak, na jednej z planet układu rządy sprawują czarownicy, posiadający ogromne możliwości nadprzyrodzone. Zapewne skojarzenia odległego globu, na którym funkcjonująca namacalnie magia jest czymś naturalnym przychodzą same – podobnym motywem uraczył nas Jarosław Grzędowicz w „Panu Lodowego Ogrodu”, więc jakby co, nie był pierwszy.

ogienkryzowyOgień krzyżowy – Nancy Kress

Słowem o fabule – najbogatsi z ludzi postanawiają opuścić rodzimą planetę i odnaleźć nowy dom, gdzie będą mogli stworzyć sobie własne, niezależne terytorium. Udaje im się odkryć Zielnik i tam właśnie zakładają swą kolonię, lecz jak się okazuje, nie są tam tak zupełnie jedyną inteligentną rasą. Swych sąsiadów określają mianem Zwierzaków, do tego próbują odrobinę zbadać ich kulturę i cywilizację, a także nawiązać z nimi kontakt. Jak się okazuje, nie są autochtonami, zostali przesiedleni na ową planetę, ale najgorsze jest to, że ci, którzy ich tam przenieśli mogą niedługo powrócić.

Schemat opuszczenia Ziemi jest zgoła odmienny od tego z „Czterech Władców Rombu”, gdzie nikt przy zdrowych zmysłach raczej nie pisał się na wycieczkę z wilczym biletem – tutaj bogaci, których życie na błękitnej planecie znużyło, przerosło, nie chcieli już borykać się z problemami prawnymi, ekologicznymi i wielu innych natur, postanowili wymknąć się Matce Ziemi i odlecieć gdzieś, gdzie będą mogli stworzyć sobie państwo na własnych zasadach. Nie spodziewali się tylko, że czasami pozornie bezpańskie terytorium może okazać się czyjeś. Szczególnie, że właściciele nie do końca chcą się dzielić.

Pył Ziemi Rafał CichowskiPył Ziemi – Rafał Cichowski

Według wizji Cichowskiego dwudziestoczterowieczna Ziemia umiera, a ludzkość, aby zapewnić ciągłość gatunkowi wysyła w orbitę pokoleniowy statek Yggdrasil, na pokładzie którego znajdują się rodziny, mające zapewnić przyszłość człowiekowi z dala od domu. Siedem stuleci później dwu postludzi musi wrócić na błękitną planetę, żeby odnaleźć informacje wagi życia i śmierci – od nich bowiem będzie zależeć przyszłość mieszkańców owego statku, lecz nie wiedzą, czego mogą się spodziewać na domu ich przodków.

Jak widać mamy tutaj do czynienia z trzecim modelem opuszczenia Ziemi – ludzie nie zostali wyrzuceni przez swych pobratymców ani nie postanowili z własnej woli opuścić planety, musieli zaryzykować ucieczkę w przestrzeń, aby uciec przed katastrofą. Jednak po zarysie fabuły widać, że pewne komplikacje zmuszają „bezdomnych” do powrotu na ziemie swych przodków – tam zaś odkryją cuda i dziwy zaprzeczające często znanym prawom fizyki, ale Cichowski wiedział na co się pisze, ponieważ to barwna niczym zachód w Aurorze powieść drogi w sztafażu space opery.

Niewątpliwie widać w książce liczne odwołania i miejscowy retelling motywów znanych już w science fiction – konstrukt intrygi wydaje się dość zbliżony w niektórych momentach do „Autostopem przez Galaktykę” Douglasa Adamsa, widać przebłyski uniwersum „Pustki” Petera F. Hamiltona, nie brakuje punktów stycznych z utworami Roberta Silverberga, Roberta A. Heinleina czy Johna Scalziego i wielu, wielu innych. Sam motyw zdaje się wyłącznie pretekstem do zbudowania szerszej perspektywy fabularnej, ale całościowa lektura udowadnia, że wszystko ma swój sens, a poszczególne ogniwa zazębiają się.

Na srebrnym globie. Rękopis z Księżyca Jerzy ŻuławskiNa srebrnym globie. Rękopis z Księżyca – Jerzy Żuławski

Stanowi zaczątek polskiej tradycji fantastycznonaukowej i skok na wysoką wodę pomimo nieaktualności technologicznej i naukowej. Grupa kosmonautów pragnie zbadać ciemną stronę Księżyca, aby odkryć, czy rzeczywiście – według pewnej hipotezy – panują tam warunki umożliwiające kolonizację. Cała ekspedycja nie udaje się, większość uczestników wyprawy ginie, zaś pozostali osiedlają się na drugiej stronie tytułowego globu, gdzie tworzą społeczeństwo egalitarne, choć nic z tego nie wychodzi, bowiem selekcja naturalna, odmienne warunki oraz kojarzenie krewniacze niezbyt dobrze wypływają na jego rozwój.

Z kolei ta książka opiera się na modelu gwałtownego odcięcia się od Ziemi z przyczyn, które nie są zależne od katastrof błękitnej planety, wypędzenia przez ludzi ani dobrowolnego opuszczenia domu. Wypadek podczas ekspedycji naukowej niejako wymusza na ludziach adaptację w nowym miejscu, która mimo wszystko – w trakcie ewolucji – przewartościowuje ideologię stwarzanego tam społeczeństwa równości, co owocuje niewolnictwem. Co ciekawe w drugim tomie trylogii „Zwycięzcy” ową społeczność najeżdżają autochtoniczni mieszkańcy – podporządkowują je sobie i gdy pojawia się niezmieniony człowiek z Ziemi, biorą go za mesjasza, ale na tym poprzestańmy. W trzeciej pozycji z listy powtórnie pojawia się motyw postludzi – i nikogo nie powinno to dziwić, bowiem jest to logiczne z biologicznego punktu widzenia, choć czasem kuleje na „produkcie końcowym”. Na nieco podobnym schemacie odcięcia się od rodzimej planety opiera się m.in. fabuła „Ciemnego Edenu” (choć może się to jeszcze rozwinie w innym kierunku w dalszych tomach).

powrotzgwiazdPowrót z gwiazd – Stanisław Lem

Na samą kwestię utraty domu można spojrzeć odrobinę inaczej. Między innymi tak, jak zaproponował to Stanisław Lem w „Powrocie z gwiazd” – załoga „Prometeusza” po dziesięcioletniej ekspedycji powraca na Ziemię, lecz z powodu dylatacji czasu na niej upłynęło sto dwadzieścia siedem lat i świat ogromnie się zmienił. Załoganci stykają się z zupełnie inną rzeczywistością, systemem, wartościami i zachowaniami.

Wprawdzie grupa z „Prometeusza” nie traci tutaj możliwości powrotu na błękitną planetę, ale znajduje się w sytuacji niemożliwości wrócenia do znanej przez siebie rzeczywistości. Bezpowrotnie. Nowa cywilizacja wymusza na nich gwałtowną adaptację, przeżywają szok kulturowy – realia całkowicie się zmieniły, ich świat przeminął, wszystko, co z niego wynieśli obecnie traktowane jest inaczej i nastąpiło globalne przewartościowanie. Konsumpcję, jaką znali zastąpiły brak rywalizacji, stresu, agresji – kultura typowo męska stała się kulturą żeńską. W takim rozumowaniu także można pojmować „dom utracony”, bowiem nie jest już ta sama Ziemia, podobnie, jak w powyższym „Pyle Ziemi”, gdzie ludzie również wracają na rodzimą planetę.

Podróże w czasie nie są w science fiction niczym nowym i mają różne oblicza. Jednak te najbardziej sensowne uniemożliwiają powrót do tego samego domu („Ziemi”), jaki podróżnicy opuścili. Udowodnił to już Herbert George Wells w „Wehikule czasu”, Isaac Asimov w „Końcu wieczności”, Antoni Słonimski w „Torpedzie czasu” czy Janusz A. Zajdel w „Cylindrze van Troffa”.

Niemniej taki dom można utracić na jeszcze wiele różnych sposobów, jak choćby przez porwanie – czy to przez obcą cywilizacje, czy przez innych ludzi (to wiąże się poniekąd z modelem zastosowanym przez Chalkera) – bądź na skutek badań może dojść do przeniesienia człowieka do innego wymiaru. A to zaledwie garść z możliwości i to tych najczęstszych w popkulturze. Być może znacie jeszcze jakieś warte poznania, dlatego miło by było, gdybyście się nimi podzielili w komentarzach.

fundacja