Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Felietony

Droga ku zagładzie

Koniec świata stanowi niezwykle wdzięczną tematykę, eksploatowaną w literaturze – zarówno naukowej, ambitnej czy rozrywkowej – wręcz w każdym kierunku i odmianie, a mimo to wciąż motywy zagłady w popkulturze cieszą się ogromnym wzięciem. Być może owa fascynacja opiera się na analogicznych czynnikach horroru, które tak znamienicie opiewał i próbował zdefiniować H.P. Lovecraft w Nadprzyrodzona groza w literaturze”.

wojna swiatowKataklizm, nawet ten nadchodzący powoli w realiach postapokaliptycznych – niezwykle wdzięcznym i bogatym (szczególnie ostatnimi czasy) subgatunku science fiction – budzi w ludziach ogromny lęk, ale, co nierzadko mu współtowarzyszy, swoistą pokusę. W dobie, gdy mamy relatywny dostęp do wszystkich potrzeb i dóbr materialnych i niematerialnych, zaczynamy zastanawiać się, „co by było gdyby?”. Odwieczne pytanie odnajdujące się w filozoficznych gdybaniach, futurologicznych wizjach, a nawet światach fantasy.

Wszak niejednokrotnie bohaterowie władający orężem białym i takąż magią stają naprzeciw adwersarza, osobnika posługującego się zdradą, trucizną i nikczemnością w iście makiawelistycznym stylu; ale przede wszystkim posiadającym moc o czarnej barwie – on to albo chce zawładnąć światem i przerobić go na własną modłę, co stanowiło motor napędowy antagonistów w utworach J.R.R. Tolkiena: Morgoth, potem zaś Sauron. Niemniej, literatura fantasy zawiera w swych błoniach także dzieła, na łamach których zło ma o wiele bardziej destruktywne plany. Za niezwykle trafny przykład może nam tutaj posłużyć Antykreator, czyli antystwórca, niszczyciel, naprzeciw którego – co ciekawe – występuje Abaddon, biblijny Anioł Zagłady.

Niemniej, to nie fantasy może poszczycić się największym dorobkiem takowych tekstów, bowiem to na piersi science fiction wyrosła ich najbardziej reprezentatywna ilość, z kolei w samym gatunku wyodrębnił się subgatunek – fantastyka postapokaliptyczna. Nim do niej jednak dojdziemy, warto bliżej przyjrzeć się hard SF, czyli dziełom trzymającym się zasad klasycznych. Mowa głównie o literaturze, w której niekwestionowanym przodownikiem był Herbert George Wells ze swoją „Wojną światów”, czyli toposem atakujących Ziemię Marsjan, bezwzględnych oraz pragnących wyłącznie naszej eksterminacji. Ów rysunek na wielki ekran przeniesiono cztery razy, chociaż zapewne większość będzie miała w pamięci film Stevena Spielberga. Nie można zapomnieć, że i Tim Burton poszerzając swój dorobek inspirować się takim wariantem kataklizmu. Jako reżyser „Marsjanie atakują!” z pewnością czerpał pełnymi garściami z dziedzictwa Wellsa. Brytyjski pisarz na dodatek zabawił się – świadomie bądź nie – w jasnowidza, na kartach „Wyspy doktora Moreau” przedstawił hybrydy ludzi ze zwierzętami, przewidując tym samym próby modyfikacji człowieczego genotypu: wykluczania z niego cech gorszych, a wplatania zwierzęcych, mających na celu udoskonalenie i uodpornienie (w ogromnym uproszczeniu) naszego gatunku, a w zasadzie stworzenia zupełnie nowego. Co za tym idzie – zagłady poprzedniego. Nas.

graenderaMarsjanie nie są jednak naszymi jedynymi przeciwnikami w dominacji rasowej Wszechświata. Po prostu byli najbliżej, lecz z rozwojem techniki i przewidywaniem przyszłych możliwości, stwarza się odleglejsze od naszego globu obce cywilizacje (fikcyjne rzecz jasna… a być może nie?). Ciekawymi pozycjami są w takim wypadku „Gra Endera” Orsona Scotta Carda oraz „Hyperion” Dana Simmonsa. Pierwszy tytuł opowiada o chłopcu, genialnym dodajmy, który w procesie specjalistycznego szkolenia miał nabyć cechy idealnego generalissimusa, będącego w stanie – za pomocą taktyczno-strategicznych posunięć – odsunąć od Ziemi zagrożenie zagłady. I to mu się udaje. W drugim utworze hegemonia człowieka musi zetrzeć się z drugą cywilizacją, która wyewoluowała z człowieka na skutek odmiennych warunków w jakich przebywali jej praszczurowie. W tym wariancie ludzkość przegrywa. Jak się jednak okazuje i w jednym, i w drugim przypadku, założenia oraz przewidywania względem obcych ras były chybione. W „Grze Endera” stało się to przyczynkiem do anihilacji całej populacji wysoce inteligentnego gatunku, na szczęście w „Hyperionie” przyniosło to zmiany w strukturach arbitralnej dotąd władzy. Niemniej, raczej stosuje się w popkulturze zabieg rzucania złego światła na pozaziemskie cywilizacje, to przyczynia się do podniesienia napięcia i odczuwania ciągłego niepokoju – często uzasadnionego a słusznego: nie brakuje przecież w popkulturze antagonistów pokroju Galactusa z uniwersum Marvela czy Obcych z „Dnia Niepodległości”.

Gdy mowa o fantastyce postapokaliptycznej, od razu nasuwają nam się takie dzieła, jak „Metro 2033”, „Mad Max” bądź „S.T.A.L.K.E.R.” – i dwie pierwsze pozycje bardzo dokładnie obrazują koniec świata, niedokonany wprawdzie, acz nadchodzący. Trzecia z kolei nie jest postapokalipsą sensu stricto, a wynika to bowiem z tego, że apokalipsa nie dotknęła całego świata, tylko pewien jego skrawek, dlatego – w tym przypadku – nie możemy mówić o końcu Ziemi. Nie zmienia to jednak faktu, że zarówno gra, jak i od niech pochodne zamykają się w szufladce tego subgatunku. Jednym z najbardziej wyrazistych utworów ukazujących portret końca, świata umierającego jest „Droga” Cormaca McCarthy’ego, do której można również podpiąć filmową adaptację ze świetną – jak zwykle – kreacją Viggo Mortesena. Wszystko umarło, poza ludźmi, którzy żyją na krawędzi zagłady, a jedyne, co ich jeszcze trzyma przy życiu to resztki pokarmu albo… kanibalizm. Nie ma dostępu do słońca, nie ma roślin, nie ma zwierząt – czy może być prostsza droga do końca?

piata pora rokuMożna się też natknąć na hybrydy gatunkowe – fantasy oraz science fiction – które korzystają z motywu końca świata. Niedawna zdobywczyni Hugo tego koronnym przykładem. N.K. Jemisin napisała powieść, „Piąta pora roku”, silnie zakorzenioną na postapokaliptycznym poletku. Świat spotkała tragedia, skorupa ziemska pękła i wprawiła płyty tektoniczne w ruch, ale to nie jedyne, co przytrafiło się owej planecie – od tamtego zdarzenia w kreacji amerykańskiej autorki, ludzkość nękana jest potężnymi kataklizmami, określanymi tytułową Piątą Porą Roku, przynoszącą wyłącznie zniszczenie i wolno toczącą świat ku krawędzi zagłady. W tych realiach – nieco podobnych do „Drogi”: brak żywności, świeżego powietrza oraz słonecznego światła – rodzą się obdarzeni sekretnymi mocami ludzie, potrafiący wpływać na i wyczuwać ruchy tektoniczne. Jednak nie są oni zbyt popularni wśród społeczności, zwyczajowo obarcza się ich winą za wszystko, co spotkało świat. Czy tylko pogromy obdarzonych takim darem nie przyczynią się wreszcie do odwrócenia roli?

Jako ludzie, pożeracze tekstów kultury, uwielbiamy coś nierzeczywistego (na razie!), co może choć na chwilę oderwać nas od obecnych realiów, wzbogacić (w większym lub mniejszym stopniu) wyobraźnie, powiązaną niejako z przewidywaniem zagłady, która może nadejść. Nie powinno więc nikogo dziwić, dlaczego akurat owa sfera staje się dla niektórych aż tak bardzo przejmująca – nieraz media szumią o ludziach budujących sobie schrony przeciwatomowe – bowiem w dzisiejszych względnie spokojnym i unormowanym świecie, zaczynamy doszukiwać się przesłanek, znaków i zwiastunów, które jakoby miały nam wskazać kształt, objawić datę i miejsce rozpoczęcia końca. I w zasadzie nie ma go co przewidywać, bo i Majom się nie udało, św. Wincenty z Ferrary się mylił, a i św. Marcinowi z Tours nie było co wierzyć.