Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Felietony

Fantastyczni emigranci (felieton)

Na wstępie, słowo wyjaśnienia w wielkim uproszczeniu – emigrantem nazywamy osobę opuszczającą ojczysty kraj (inaczej ekspatriacja) dobrowolnie bądź przymusowo, co spowodowane jest zazwyczaj przez sprawy polityczne, rasowe, wojenne, ekonomiczne czy religijne. Wyjaśnijmy też, iż każdy uchodźca to emigrant, lecz nie każdy emigrant to uchodźca. Uchodźctwo bowiem nie jest takie do końca dobrowolne, nie musi być spowodowane jednak wyłącznie odgórnym wygnaniem, może to być chociażby sytuacja finansowa czy prześladowania religijne. Emigrant dobrowolny może z kolei migrować motywowany najprostszym kaprysem – poszukiwaniem atrakcyjniejszego (dla siebie) klimatu, czy chęcią zmiany otoczenia z miejskiego na wiejskie et vice versa.

Od dłuższego czasu coraz częściej rejestruje się atakującą społeczeństwo chorobę zwaną „ksenofobią”, która nierzadko idzie w komitywie z „hipokryzją”. Zalewająca Europę fala imigrantów przez wielu uważana jest za dziesiątą plagę egipską (jakby tego było mało, Egipcjan wśród uchodźców nie brakuje), ale już wcześniej wyraźna była ludzka niechęć wobec cudzoziemców, czy to niemieckich turystów, czy tureckich przychodźców ekonomicznych. Zapominamy jednak, że gdy nam, Polakom, jest źle w kraju, jak w czasach Wielkiej Emigracji, to sami musimy uciekać z ojczyzny, i nie patrzymy przez pryzmat tubylców, do których nadciągają polscy emigranci. Do tego nie pamiętamy, że w ludzkiej naturze poniekąd drzemie chęć migracji. Pragniemy zwiedzać, poznawać nowe miejsca, zmieniać miejsca zamieszkania, otoczenia… Przewijający się od pokoleń homo viator nie został wymyślony, on wzorował się na antropogenezie. Idąc dalej, wkroczmy w błonia wcale prozaiczne, czyli finansowe. Bo i tu nam pamięć szwankuje. Chińczyk, Turek przyjeżdża do nas „żeby odebrać naszym pracę”, nie raz i nie drugi się to słyszało, sami nie myślimy, że wyjeżdżając na Zachód, zabieramy pracę Anglikom, Niemcom, Holendrom etc. My jesteśmy czyści… Krystalicznie czyści, jak nasza hipokryzja.

ostatniezyczenieMiłośnicy fantastyki zapewne znają – a przynajmniej kojarzą – postać Geralta z Rivii, wiedźmina, wędrownego łowcę potworów i łamacza serc czarodziejek. Jak niektórzy być może wiedzą, Andrzej Sapkowski (nie, nie jest emigrantem), dla jasności twórca rzeczonego bohatera, to doświadczony ekonomista, doskonale znający się na prawach i modus operandi systemu gospodarczego, więc dobrze wie (jeżeli nie z praktyki, to przynajmniej teorii), że czasami migracja zarobkowa jest jedynym sposobem na przetrwanie. Z protagonisty swojego opus magnum uczynił zresztą emigranta, stojącego na granicy przymusu z dobrą wolą. Jednak żyć z czegoś trzeba, a marnie płacą – co wielokrotnie na łamach książek Geralt – bo o nim mowa – podkreśla. Mutanci raczej nie słyną z rolno-sadowniczego zagospodarowywania ziemi, ergo muszą parać się zawodem wyuczonym, czyli objazdowym najemnictwem o charakterze demonstryzacyjnym. Niby nic wielkiego, tam skąd pochodzi i na całym świecie fach potrzebny. Jednakowoż, patrząc z perspektywy nacjonalistów, a za takich z pewnością uchodzić mogą wszyscy ci z transparentami i hasłami na ustach: „Polska dla Polaków”, Geralt, mimo że nieczyniący ludziom nic złego, a i nie raz pomocny, odbiera pracę wszelakiego rodzaju lokalnym łowczym, leśnikom, myśliwym czy błędnym rycerzom, natomiast dla takich Rębaczy z Crinfrid stanowi nie lada konkurencję. Wędruje taki od wioski do wioski, od kraju do kraju, robi swoje i nie płaci podatków. Szara strefa, jakby nie patrzeć. Normalnie, jak ciotka Grażyna, co u Niemców robi… W książkach z wiedźmińskiego cyklu jest jeszcze więcej emigrantów – nie mówię tu o kupcach, przemytnikach, artystach (np. Jaskier, Essi Daven) itd. – przez prozę Sapkowskiego przewijają się wszak imigranci wojenni oraz rasowi. Ci pierwsi bardzo wyraźnie zostają nakreśleni w „Coś więcej”, gdy ciągną przez Jarugę z Cintry, przed Nilfgaardczykami. Uchodźcami rasowymi z kolei nazwiemy wszystkie istoty rozumne, określane jako nieludzie. Prześladowani na każdym kroku, obciążani za całe zło świata, muszą uchodzić w górskie samotnie i leśne ostępy. Jeśli jednak decydują się żyć między homo sapiens, to ich życie do najlżejszych nie należy.

 

 

panlodowegoPamiętacie – o ile czytaliście – Filara, syna Oszczepnika, drugiego głównego bohatera „Pana Lodowego Ogrodu”, który przez lata młodości przeszedł przez wiele doświadczeń, zarówno tych przyjemnych, jak i tych niemiłych (a było ich niestety więcej, niż pierwszych). Chłopca zmuszonego do opuszczenia rodziny i domu, zmuszonego do przemienienia się w margines, do usługiwania ciałem pod każdym względem, do walki z niesprawiedliwością, aby uciec prześladowcom. Tak, Filar to uchodźca wojenny, a w pewnych aspektach również religijny i polityczny. Zastanówmy się, czy kiedykolwiek postawiliście się w jego sytuacji? Całkiem prawdopodobne, skoro autor bardzo ułatwiał integrację z bohaterem. Teraz postawcie się w sytuacji mieszkańców Wybrzeża Żagli, w których progu pojawia się jeszcze jedna gęba do wykarmienia. W ich surowej kulturze tak właśnie mógł być postrzegany. Albo jak niewolnik – czyli towar. Jako czytelnicy jednakowoż współczuliśmy mu, nieprawdaż? Podobna sytuacja miała miejsce w „Pastelowym mieście” M. Johna Harrisona, gdy młoda królowa, Cannie Moidart, musiała ratować siebie przed zabójczą bronią własnej kuzynki. Jednak ona była ścigana intensywniej, aniżeli Filar, ponieważ była uchodźcą skrajnie politycznym. Krewna musiała całkowicie się jej pozbyć, żeby mieć całkowitą pewność swego miejsca. Co prawda, nie pozostawała w jednym miejscu zbyt długo, ale podróż nie była dobrowolna.

 

 

Studni WstąpieniaCzęsto poruszana jest kwestia emigrantów wojennych i ekonomicznych, czasem mowa o religijnych. Nie przypominam sobie, żeby mowa była o swoistym typie ekspatrianta ekologicznego, bo i takiego można znaleźć. Mówi się o imigrantach z północnej Afryki, ale nie wspomina się o tym, że ziemie dotychczas uprawne i służące w postaci pastwisk, giną w objęciach Sahary, piaski pustyni często przemieszczają się, niestety częściej w beznadziejną dla człowieka stronę. W „Studni Wstąpienia” oraz „Bohaterze Wieków” Brandona Sandersona, czyli drugiej i trzeciej części „Ostatniego Imperium”, właśnie taka odmiana uchodźców się pojawia. W świecie Scadrial czasu akcji tych tomów czytelnik miał okazję poznać scenerię, w której gęste wulkaniczne chmury zakrywały firmament, zaś częste opady popiołu sprawiły, że gdzieniegdzie życie przestało być możliwe i ludzie zostali zmuszeni do migracji w poszukiwaniu schronienia. Kto czytał, ten wie, kto nie, ten zapewne zda sobie sprawę, że choć przychodźcy zostali przyjęci raz cieplej, raz chłodniej, to poważnym problemem stało się gwałtowne zużycie miejskich zapasów. Jednak czy oddalenie kogoś na pewną śmierć, byłoby moralne, skoro w oddali tliła się nadzieja?

 

 

ciemnyedenNa koniec stosunkowo świeża perełka science fiction – dla mnie skarbnica antropologiczna, czyli „Ciemny Eden” Chrisa Becketta. Autor stworzył bardzo specyficzne, hermetyczne społeczeństwo, z którego wyłamał się John Czerwoniuch, chłopiec pragnący zmian. Doprowadziło go to do wygnania, zakazu wstępu w obręb swoistej – jedynej wówczas na planecie – wioski. W jego przypadku mamy do czynienia z najczystszą formą banicji, emigracji przymusowej, która nie skończyła się wyłącznie na tym, ponieważ John, wskutek niefortunnych zdarzeń, wraz z grupką przyjaciół musiał uciekać jeszcze dalej, aż w niedostępne regiony, z których po pewnym czasie został ponownie zmuszony do ujścia. migracja jego migracja trwa do tej pory, zapewne jej dalsza część będzie kluczowa w „Matce Edenu” (w Polsce ukaże się w drugiej połowie 2016 roku), a być może motyw ten będzie ciągnięty jeszcze w „Córce Edenu”.

 

Zastanawiam się, czy czytając powyższe pozycje moglibyście odnieść się do współczesnych imigrantów, którzy tak wielu przeszkadzają. Przedstawieni bohaterowie to zaledwie mały fragment motywu emigracji, jaki można odnaleźć w literaturze fantastycznej, lecz idąc tropem nieocenionego Umberto Eco, a ściślej dzieła otwartego – z pewnością dojdziemy do tego, że wielokrotnie ulubieni bohaterowie stanowią alegorię naszej rzeczywistości, również w aspekcie związanym z migracjami.