Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Felietony

Gry wspominane z nostalgią. Część I, 1985-1995

Przygotowując listę gier wspominanych z nostalgią zdałem sobie sprawę z kilku rzeczy. Po pierwsze, że od ich premiery minęło już tyle czasu. Po drugie: jest ich tak wiele! Kiedy udało mi się już wygrzebać spod listy setek świetnych tytułów, przyjąłem założenie, że uwzględnię tu jedynie gry, które ukazały się pomiędzy 1985 a 1995 rokiem; kolejne pojawią się w drugiej części tekstu. Takie kryterium wciąż daje ogromną liczbę fantastycznych tytułów, dlatego jeśli uważacie, że niesłusznie pominąłem waszą ulubioną grę… Prawdopodobnie macie rację! Śmiało wpisujcie więc ukochane tytuły w komentarzach.

Wolfenstein 3D (1992)

Choć „Wolfenstein 3D” nie był pierwszą produkcją ukazującą akcję z perspektywy pierwszej osoby, to on spopularyzował gatunek FPS, cieszący się do dziś wśród graczy największym zainteresowaniem. To właśnie w Wolfie szersze grono graczy mogło po raz pierwszy poznać efekty pracy genialnego duetu Carmack-Romero. Autorski silnik gwarantował niesamowitą jak na owe czasy grafikę. Nie obyło się też bez kontrowersji, które w przyszłości miały często towarzyszyć produkcjom id Software. Nie każdemu widocznie spodobało się strzelanie do Mecha-Hitlera… Fragment „Wolfenstein 3D” pojawia się też jako bonusowy poziom w „Wolfenstein: The New Order” i muszę przyznać, że BJ Blazkowicz świetnie wypada w obu wersjach!

Wolfenstein 3D

 

Super Mario Bros. (1985)

Platformówka, która niemal wykończyła wszystkie pady do Pegasusa w Polsce. Ogromna liczba plansz, niesamowita regrywalność oraz wysoki poziom trudności gwarantowały setki godzin zabawy. „Super Mario Bros.” do dzisiaj cieszy się ogromną popularnością, dlatego jeśli tylko macie wolną chwilę – połamania kontrolerów! Miłośnicy braci Mario powinni zainteresować się „Super Mario Maker”, produkcją, która lada moment zadebiutuje i umożliwi na Wii U tworzenie własnych poziomów dla Mariana.

supermario

 

Contra (1988)

Kolejna na liście platformówka, przy której setki godzin spędzili posiadacze Pegasusów. Z „Super Mario Bros.” dzieli też inne cechy – świetnie zaprojektowane levele, wysoki poziom trudności, ogromna regrywalność. O ile samemu grało się w „Contrę” świetnie, tak pełnię możliwości gra pokazywała dopiero po podpięciu drugiego kontrolera. Tryb kooperacji wciągał na całe dnie! Jeśli chcecie z kolegą z dzieciństwa jeszcze raz spróbować swoich sił, najlepiej odpalić „Contrę” na X360.

contra

 

Heroes of Might and Magic: A Strategic Quest (1995)

Ta seria jak żadna inna kradła mi kolejne godziny z życiorysu. Choć na tle kultowej trzeciej części „HoMM: ASQ” prezentuje się dość ubogo, to w 1995 roku nie miała sobie równych. Gra popularność zawdzięczała niezwykle udanemu połączeniu elementów znanych z RPG i strategii i umieszczeniu ich w systemie turowym. Jeśli nigdy nie cierpieliście na syndrom „jeszcze jednej tury”, „Hirołsi” szybko pokażą wam jak to działa. Seria przeżywała wzloty (części 1,2,3,5) i upadki (4 i 6, chociaż ja akurat lubię szóstkę). Tej jesieni powinna znów zagościć na komputerach fanów strategii turowych za sprawą części siódmej.

Heroes of Might and Magic A Strategic Quest 1995

 

Warcraft 2: Tides of Darkness (1995)

Od czasów wydanej w 1992 roku „Dune” strategie czasu rzeczywistego zaczęły się rozwijać w bardzo szybkim tempie. Moim ulubionym przedstawicielem tego gatunku jest „Warcraft 2: Tides of Darkness”. Choć obecnie świat Azeroth kojarzy się głównie z MMORPG, to korzenie serii tkwią głęboko w gatunku RTS. Konflikt pomiędzy rasami orków i ludzi (gracz mógł się opowiedzieć po jednej z dwóch stron) być może nie należał do najbardziej oryginalnych, ale gwarantował ogromne pokłady grywalności. W 1999 roku gra doczekała się wydania, które umożliwiało rozgrywkę w sieci, co zapewniło „Warcraftowi 2” drugą młodość. To jeden z pierwszych wielkich hitów Blizzarda. Plotki o, powstaniu „WarCraft 4” krążą po sieci od jakiegoś czasu, jednak póki co nic nie zostało potwierdzone.

Warcraft 2 Tides of Darkness

 

Championship Manager (1992)

Ironicznie nazywany symulatorem Excela, „Championship Manager” pozwalał nam na zarządzanie klubem piłkarskim. Zadziwiające, jak wielu fanów piłki wolało spędzać kolejne dziesiątki godzin z oczami wpatrzonymi w tabelki, zamiast samemu pograć na boisku lub obejrzeć mecz; jednak każdy, kto odkrył magię CM wiedział, że ta gra potrafi uzależnić. Jeszcze jeden mecz, potem kolejny i jeszcze jeden… W „Championship Manager” nie brakowało zawodników z „przegiętymi” statystykami, którzy niekoniecznie potwierdzali je potem w rzeczywistości. Kto by się tym jednak przejmował, kiedy prowadzony przez gracza klub właśnie sięgał po zwycięstwo w Lidze Mistrzów?! Obecnie seria ukazuje się pod nazwą „Football Manager” i zyskuje kolejnych fanów. Szczególnie w Polsce, gdzie piłkarskie sukcesy w skali Europy można osiągać jedynie wirtualnie…

Championship Manager 1992

 

Mortal Kombat (1993)

Początkowo twórcy gry, Ed Boon oraz John Tobias, chcieli stworzyć grę, w której Jean-Claude Van Damm kopałby tyłki kolejnym przeciwnikom. Na szczęście pomysł ten upadł, a panowie zabrali się za produkcję, którą znamy dziś pod nazwą „Mortal Kombat”. Jest to też jedna z najbardziej kontrowersyjnych gier w historii całej branży. Niezwykle realistyczną (jak na owe czasy oczywiście) grafikę łączyła z poziomem brutalności, który dotąd nie pojawiał się na ekranach komputerów. Wyrywane kręgosłupy, odrywane głowy oraz kończyny, hektolitry krwi, nabijanie na kolce, podpalanie… „Mortal Kombat” na pewno nie stało się ulubieńcem bywalców szkółek niedzielnych. Na szczęście obok skrajnej przemocy gra oferowała też niesamowitą grywalność. Każdy z zawodników dysponował unikalnymi ciosami specjalnymi, a system walki najłatwiej określić hasłem „easy to learn, hard to master”. Wraz z przejściem w trzeci wymiar poziom serii zaczął wyraźnie spadać, odrodziła się ona jednak w 2011 roku za sprawą swojej dziewiątej odsłony, nazwanej ponownie „Mortal Kombat”. W tym roku ukazała się dziesiąta część tej słynnej bijatyki i podobnie jak poprzedniczka – zebrała świetne oceny.

Mortal Kombat 1993

 

The Secret of Monkey Island (1990)

Młodsi gracze być może o tym nie pamiętają, ale swego czasu LucasArts było prawdziwym hegemonem na rynku przygodówek, a i sam gatunek świecił triumfy. „The Secret of Monkey Island” jest moim zdaniem idealnym przedstawicielem swojego środowiska – piękna, ręcznie rysowana grafika, świetny scenariusz, nieskończone pokłady humoru, błyskotliwe dialogi oraz skomplikowane zagadki. Czegóż chcieć więcej?! Przygody Guybrusha Threepwooda do dzisiaj są klasą samą dla siebie, dlatego jeśli nie mieliście jeszcze okazji poznać tytułowego bohatera, lub po prostu brakuje wam pirackiej awantury, zaopatrzcie się w wydaną w 2010 roku reedycję. Jeśli spodoba się wam (a nie wierzę, że nie!) styl przygodówek tworzonych przez Tima Shafera, polecam sprawdzić wydaną w tym roku reedycję „Grim Fandango”.

The Secret of Monkey Island 1990

 

Doom (1993)

Kolejne wspólne dzieło duetu Carmack-Romero na liście. Silnik id Tech 1, który napędzał „Dooma”, sprawiał, że graczom w roku 1993 szczęki opadały do samej podłogi. Za niesamowitą oprawą graficzną szedł też jednak szereg innych elementów: pokaźny arsenał, jakim dysponował główny bohater, rozbudowany bestiariusz i przede wszystkim genialny design poziomów. To nie przypadek, że „Doom” wciąż ukazuje się na kolejnych platformach: sposobu budowania leveli twórcy mogą się z niego uczyć do dzisiaj. Bethesda zapowiedziała już na 2016 rok czwartą część tej serii. Miejmy nadzieję, że rozcinanie potworów z piekła piłą spalinową i częstowanie ich śrutem z dwururki będzie w pełni satysfakcjonujące. W razie czego zawsze można wrócić do jedynki, która pokazuje, że FPSy mogą się pięknie starzeć.

Doom 1993

 

Star Wars: X-Wing (1993)

„Star Wars: X-Wing” pozwalało nam wcielić się w rolę pilota Rebelii oraz zasiąść za sterami jednego z kilku (A-Wing, X-Wing, Y-Wing, a po zainstalowaniu dodatku także B-Wing) myśliwców i zmierzeniu się z siłami Imperium. Świetna grafika, muzyka znana z filmów oraz ogromna frajda, jaką dawało kierowanie X-Wingiem sprawiły, że gra odniosła wielki sukces i doczekała się kolejnych części. Do dzisiaj brakuje na rynku podobnego produktu; co prawda „Star Wars: Battlefront” umożliwi sterowanie myśliwcami Imperium i Rebelii, ale jedynie w atmosferze. Miejmy nadzieję, że EA nie zapomni, że wydanie kosmicznego symulatora z logiem „Gwiezdnych Wojen” to praktycznie drukowanie pieniędzy i zapowie produkcję, która mogłaby dorównać temu nieśmiertelnemu klasykowi. Jeśli planujecie ją sobie odświeżyć, uważajcie – wciąga równie mocno co w dniu premiery!

Star Wars X Wing 1993

 

Jak wspominałem we wstępie, zdaję sobie sprawę z tego, że pominąłem w tym rankingu całą masę fantastycznych produkcji. Brakuje tu przedstawicieli gatunku cRPG, nie pojawiła się żadna taktyczna gra akcji w stylu „Jagged Alliance”, praktycznie nie występują pozycje z Commodore 64 czy Amigi… Są to jednak gry, które wspominam najcieplej i pozostałe musiały ustąpić im miejsca.