Kawerna - fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Felietony

Jak pokochałem Nintendo Switch (i nikt mi za to nie zapłacił)

Kiedy kilkanaście miesięcy temu zacząłem rozważać zakup sprzętu od Nintendo, miałem dobre wyczucie czasu – okazało się, że japoński koncern lada moment miał zapowiedzieć nową konsolę. I bardzo dobrze pamiętam swoją reakcję na Switcha – gdybym wydrukował wszystkie rozmowy pełne rozczarowania i narzekania jakie prowadziłem z kolegami, wyszłaby z tego całkiem solidna książka. Oczekiwałem stacjonarnego sprzętu do grania, dzięki któremu mógłbym bez przeszkód grać w salonie w produkcje przyjazne rodzinie, jakie pamiętam jeszcze z legendarnego Pegasusa, a także powoli wprowadzać syna w arkana gier wideo. Po prezentacji miałem jednak wrażenie, że Switch to raczej następca 3DS niż stacjonarnych konsol Nintendo. Tymczasem od pół roku jestem szczęśliwym posiadaczem Switcha i nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek wcześniej był równie zadowolony z jakiejkolwiek konsoli. Co sprawiło, że tak diametralnie zmieniłem opinię na temat nowej konsoli Nintendo?

Różnorodność (w sposobie grania)

Nintendo udało się coś, co od jakiegoś czas próbuje osiągnąć konkurencja (jak chociażby nVidia z Shieldem czy Sony z funkcją remote play), czyli połączenie grania stacjonarnego z mobilnym. W jednej chwili mogę cieszyć się zabawą na Switchu na dużym kineskopie, z pełnoprawnym padem w rękach, by chwilę później, gdy inny z domowników pragnie skorzystać z telewizora, przenieść się do trybu handheld. Cała ta operacja zajmuje dosłownie kilka sekund, z których lwią część stanowi wstanie z kanapy i podejście do stacji dokującej, do której podłączony jest ekranik konsoli. Mogę wyjść ze znajomymi i włączyć konsolę w dowolnym miejscu poza domem, by na przykład pograć w Mario Kart 8 w pubie – Joy-Conów można równie dobrze używać jako dwóch padów. Switch staje się dzięki temu zarówno konsolą stacjonarną dla jednej osoby, jak i znakomitym handheldem lub przenośną platformą do towarzyskiego grania – to ja decyduję o tym gdzie i jak będę grał, nie jestem przywiązany do jedynego właściwego sposobu, czyli siedzenia przed stacjonarnym ekranem.

nintendozelda2

Różnorodność (w rodzajach gier)

Historia o tym jak Nintendo niemalże w pojedynkę uratowało branżę gier wideo, to z pewnością materiał na niejeden tekst, jednak na potrzeby niniejszego wystarczy wam jedynie wiedzieć, że tego typu sytuacja miała miejsce. Wydarzenie to znacząco wpłynęło na filozofię działania Nintendo na kolejne kilkadziesiąt lat. Przede wszystkim japoński koncern brał na siebie odpowiedzialność nie tylko w kwestii produkowania urządzeń do grania, ale także gier na nie. To produkcje Nintendo miały stanowić trzon tytułów wydawanych na ich platformach, dzięki czemu gigant z Kraju Kwitnącej Wiśni miał zachować pełną kontrolę nad ich jakością. Ta ostatnia cecha sprawiała też, że Nintendo stawiało niezwykle wyśrubowane wymagania zewnętrznym producentom, którzy chcieli tworzyć tytuły na ich platformy, co finalnie doprowadziło do powstania ogromnej konkurencji (Sony PlayStation) oraz utraty pozycji lidera na rynku. Przy Switchu Nintendo nie popełnia jednak tego błędu, szeroko otwierając drzwi innym studiom. Od licznej oferty tytułów indie, które idealnie pasują do profilu konsoli, przez te powstałe we współpracy z największymi deweloperami pokroju Ubisoft, aż po niespodziewane porty gier, których na konsoli Nintendo nikt by się nie spodziewał – „Skyrim”, „Doom” czy „Wolfenstein 2: The New Colossus” od Bethesdy. A przecież do tego dochodzą nowe odsłony kultowych marek Nintendo, co prowadzi do kolejnego punktu…

Własne IP

„The Legend of Zelda” Breath of the Wild” czy „Super Mario Odyssey” nie bez powodu otrzymują jedne z najwyższych ocen w historii gier wideo. To fantastyczne produkcje, które zachwycają nie tylko starych wyjadaczy, ale także tych, którzy z grami Nintendo zetknęli się po raz pierwszy (w ogóle, lub od wielu lat). Obie gwarantują także co najmniej kilkadziesiąt godzin niezwykle różnorodnej rozgrywki. A przecież do tego dochodzi bardzo ciepło przyjęte i oryginalnie podchodzące do sieciowych strzelanin „Splatoon 2”, bijatyka „Arms” czy też porty z Wii U pokroju „Mario Kart 8 Deluxe”, czy „Pokken Tournament”. W produkcji znajdują się nowe gry z Pokemonami, „Metroid”, słychać plotki o Donkey Kongu – Nintendo naprawdę ciężko pracuje na sukces. Nie wiem czemu popularne jest określenie, że na Switcha nie ma w co grać, podczas gdy jest to piramidalna bzdura – prawdopodobnie mamy do czynienia z najlepszym pod względem ilości i jakości gier startem konsoli w historii! A kiedy jeszcze dostaniemy porty tytułów z poprzednich generacji…

marionintendo

Inne jest fajne

Przejście ze współczesnych tytułów AAA na te od Nintendo potrafi być odświeżające. Jeśli, podobnie jak ja przez jakiś czas, odczuwacie przesyt mikropłatnościami, płatnymi dodatkami, lootboxami i szeregiem wymuszeń jakich na portfelu gracza dokonują wydawcy, możecie doznać szoku. Co prawda w „The Legend of Zelda” Breath of the Wild” pojawiły się DLC, jednak nie są to żadne legendarne „zbroje dla konia”, a naprawdę porządne, pełnoprawne dodatki, które dawniej wydawano w osobnych pudełkach (przy czym sama gra ma taką liczbę zawartości, że nie można mówić, by cokolwiek z niej wycięto pod kątem DLC). Gry pokroju „Arms” czy „Splatoon 2” są rozwijane wraz z aktualizacjami, a te przeznaczone dla pojedynczego gracza ogromem rzeczy do zrobienia zawstydzają niejedną produkcję AAA. Czy wspominałem już, że nie ma tu żadnych lootboxów?

Switch choć z pewnością niepozbawiony wad*, okazał się dla mnie fantastycznym sprzętem do grania – nie zastąpił PC ani PlayStation 4, ale idealnie się z tymi platformami uzupełnił. I ku mojemu zdumieniu, to właśnie przy nim spędzam ostatnio większość czasu przeznaczonego na granie. Za każdym razem kiedy chciwe praktyki Warner Bros. czy EA obrzydzają mi gry, mogę wyciągnąć Switcha i cieszyć się niczym nieskrępowaną rozrywką, tworzoną przez graczy dla graczy, nie przez księgowych i speców PR dla drenowania portfeli.

*Niewielka moc, brak kontrolera pro w zestawie, dziwne metody stawiania czatu głosowego, brak porządnej obsługi multimediów, brak biblioteki klasycznych gier Nintendo.