Kawerna - fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Felietony

Magiczne warianty Londynu

Londyn należy do jednych z najbardziej magicznych miast świata – i nie ma się, co dziwić, nowoczesność miesza się tam z klasyką i nie chodzi tylko o architektoniczne strony metropolii. Stolica Anglii to bohater wielu opowieści, które przetrwały w pamięci, choć większość wpisała się do historycznych ksiąg, acz legendy i podania to jedno, a fikcja literacka to drugie, mimo że oba media doskonale wiedzą, co oznacza licentia poetica. Niemniej dziś chcielibyśmy się przedstawić literackie wariackie, w których Londyn znajduje się w centrum wydarzeń, jest dlań kluczowy bądź stanowi wręcz pełnoprawnego bohatera.

ksiezyc nad soho dLondyn Pod z „Nigdziebądź” to niewątpliwie jeden z bardziej oryginalnych światów przedstawionych w literaturze fantastycznej, zważywszy na to, że wykreował go mistrz tworzenia klimatu i prezentowania historii barwnym, sugestywnym językiem. To alternatywna wersja Londynu (Nad), czyli znanego nam miasta, tylko że to równoległe, skryte przed ludźmi w podziemiu, zostało ulokowane tak, jak układ metra. Ale nie to jest w nim fascynujące – to magiczna, acz niebezpieczna kraina, w której czają się nie tylko istoty, które mogłyby w normalnym świecie zostać pojmane jako nowa, osobliwa atrakcja – dziwadło; to także dom potworów i ludzi zagubionych, szukających drogi na zewnątrz, lecz tę drogę nie tak łatwo odkryć. O czym na własnej skórze przekonuje się główny bohater, Richard Mayhe, przypadkiem wciągnięty do świata, który na zawsze zmienił jego życie. Jak można się spodziewać, książka Neila Gaimana to wysmakowany przysmak, z każdą stroną serwujący odbiorcom nowe, jeszcze ciekawsze i wymyślniejsze smaki, ale ta czytelnicza podróż jest pełnowartościowa, bo angielski pisarz nie byłby sobą, gdyby nie przemycił w tekście kilku istotnych wartości.

Stolica Anglii stała się także tłem dla wydarzeń dla powieści o Peterze Grancie autorstwa Bena Aaronovitcha – w Polsce ukazały się dotychczas „Rzeki Londynu” oraz „Księżyc nad Soho”. Ów cykl najbardziej przypomina mi Akta Dresdena – protagonista to detektyw i czarodziej (w kompozycji Aaronovitcha dopiero uczeń), a zwyczajne, znane nam miasto ma swoje magiczne oblicze. Londyn pełen jest cudów i dziwów, ma nawet specjalną jednostkę policji do zadań nadnaturalnych, ale bez plejady paranormalnych istot oraz stworów rodem wyjętych z baśni obraz zarysowany przez autora nie byłby tak malowniczy. To właśnie tu natknąć można się na rozkopane groby, których – nomen omen – stali mieszkańcy, postanowili zrobić sobie zdrowy spacerek, tutaj wampiry szaleją po Purley, a bogowie walczą o wpływy nad Tamizą, i nie ma to tamto – główny bohater wdaje się w romans z panią owej rzeki. Utwór Aaronovitcha nie należy do ambitnych, wysublimowanych dzieł, to prosta rozrywka z intrygującym – acz nieprzesadnie oryginalnym – światem przedstawionym oraz tajemnicami, na których rozwiązanie czytelnik czeka z zapartym tchem.

Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland YarduPolacy także doczekali się godnego autora (autorki właściwie – Anny Lange), który postanowił pomaczać palce w Londynie, zmieniając jego elementy, dodając mu magicznych właściwości oraz oprószając nadnaturalnymi zjawiskami. W powieści Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu” obserwujemy stolicę Anglii w realiach końca XIX wieku, gdzie czary istnieją, a policja zajmuje się także sprawami paranormalnymi. I chociaż to wszystko jest nieodłączną częścią historii, to na pierwszym planie zobaczymy nietuzinkową rodzinę (a nawet dwie) – a do kompletu klątwę, czyli coś, na co potrzebny będzie egzorcysta… Jednak mimo że Londyn Lange pełen jest przeróżnych postaci, to w tym fachu brakuje rąk do pracy, a sprawy do rozwikłania tylko się mnożą. Z pomocą może przyjść tutaj John Dobson, który stara się wiązać koniec z końcem i rozwiązać czarnomagiczne problemy miasta, oraz jego siostra, Alicja Dobson, mająca niewątpliwie duży talent, lecz mocno temperowana przez męskie grono – pamiętajmy jest XIX wiek i kobiety nie mają jeszcze pełni praw. Londyn Anny Lange niewątpliwie jest magiczny i intrygująco zarysowany, choć ów czarodziejski aspekt nie zawsze wysuwa się na środek sceny, a do tego na uwagę zasługuje zupełnie nowy wizerunek egzorcysty. Chyba warto sprawdzić, co też Polka wyczyniła z Londynem.

Ian R. MacLeod także wziął warsztat Londyn, chociaż tutaj miasto jest odzwierciedleniem sytuacji i zmian zaistniałych w całej dziewiętnastowiecznej Anglii – a wszystko zostało utrzymane w stylistyce weird fiction, w zasadzie jego odnogi – New Weird, gdzie technologia i magia mieszają się ze sobą, tworząc intrygujące kreacje. Rozpoczyna się epoka industrializacji, lecz skoro czarodziejskie komponenty istnieją naprawdę, to przemiany społeczno-ekonomiczno-polityczne musiały nabrać zupełnie innych kształtów. W Wiekach światła magia to nie hokus-pokus, to surowiec, którego trzeba wydobyć, czyli potrzeba do tego robotników – co idealnie wkomponowuje się w ciężki klimat fabryczno-przemysłowych miast XIX wieku, tylko że tu wszystko jest inne. Surowiec ów to zarazem dar i przekleństwo, dzięki niemu można tworzyć wspaniałe urządzenia, budować niezwykłe rzeczy, ale ludzie, którzy się z nim stykają często chorują, mutują i/lub umierają. Londyn nie jest tu tak optymistycznym i barwnym miejscem, jak w poprzednich pozycjach, to miasto, w którym magia nie uczyniła go lepszą ani przyjemniejszą lokacją. Ona go poniekąd niszczy.

W „Mroczniejszym odcieniu magii”, pierwszym tomie trylogii, która niedawno ukazała się na polskim rynku, czytelnicy otrzymują cztery równoległe wersje Londynu – Czarny, Biały, Szary oraz Czerwony. To różniące się od siebie światy, kiedyś dostępne dla każdego, dziś pomiędzy ich granicami mogą wędrować jedynie anatari (zostało ich już tylko dwóch). Czarny Londyn został jednakowoż odcięty od pozostałych, bo mroczna magia przejęła nad nim władzę, a ludzie zaczęli tracić człowieczeństwo – to groźne miejsce, do którego nikt nie powinien się zapuszczać. Pozostałe trzy pozostają we względnych kontaktach, ale jedynie w Czerwonym równowaga pomiędzy czarami a elementami niemagicznymi jest zachowana. Szary jest najbliższy naszemu, rządzi w nim szalony król Jakub i mało kto pamięta, że ongiś ulice miasta były tętniącymi magią arteriami. W Białym z kolei panuje głód, przemoc to codzienność, zaś na tronie zasiada rodzeństwo, które za nic ma problemy własnego kraju. Dość niezwykła kreacja V.E. Schwab porywa pięknem i różnorodnością świata przedstawionego – tu Londyn, choć wydaje się taki sam, to w wielu miejscach diametralnie się różni od naszego, a doszukiwanie się tych smaczków to istna rozkosz dla czytelnika.

droodOstatnią wariację na temat Londynu na dziś serwuje nam Dan Simmons, autor wyśmienitych książek science fiction oraz trzymających w napięciu horrorów. W powieści „Drood” oddaje hołd jednemu z największych pisarzy dziewiętnastego wieku – Charlesowi Dickensowi – czyniąc go postacią kluczową w opowieści snutej przez Wilkiego Collinsa, narratora utworu. To właśnie tu niezrównany literat mierzy się z kimś, kto wydaje mu się Śmiercią we własnej osobie, a potem wręcz obsesyjnie rusza tropem tytułowego Drooda. Zapuszcza się w nieznane dotąd podziemia Londynu, gdzie odkrywa jego zupełnie inną twarz – mroczną, w której groza ożywa i wychodzi z kanałów i grobowców; pełną trupów oraz morderstw. „Drood” to bardzo podobna – z założenia – książka do „Terroru”, oba utwory początkowo są całkowicie realistyczne i trzymają się historycznych faktów, lecz wciągając się coraz głębiej w lekturę okazuje się, że fantastyka w potwornym wariancie wychodzi z cienia. Jednak nie wiadomo do końca, czy nie są to tylko surrealistyczne omamy narratora…

Owo sześć przedstawień Londynu w sztafażu fantastycznym to nie koniec obrazów, gdzie stolica Anglii stała się istotnym komponentem dzieła, jednak to właśnie w powyższych sześciu magiczne oblicze zostało zaakcentowane nader wyraźnie i nietypowo. I tym miłym akcentem kończymy dziś program – tajemnice kryjące się za rzeczonymi Londynami pozostawiam już Wam do odkrycia, a uwierzcie na słowo, że warto zgłębić jeden czy dwa sekrety. Najlepiej od razu sześć.