Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Felietony

Przy czym dobrze smakuje popcorn, czyli kino stworzone dla relaksu

Próbujemy stworzyć cywilizację spokoju i dostatku, ale jednocześnie chcemy odciąć się od jakiejkolwiek rutyny, dlatego pewnie sięgamy po produkty, które wydają nam się niezwykle atrakcyjne, chociaż niekoniecznie są wysokiej jakości. Człowieka od dawna pociąga to, co nieznane, tajemnicze, budzące dreszcz emocji, podnoszące tętno, napełniające adrenaliną – dlatego obrazy akcji i niecodziennych przygód, wspierane nadnaturalnymi elementami, są nader kuszące i chętnie oglądane, nawet jeśli kanwa logiki w nich kuleje, a warstwa wizualna nie wydaje się zbyt wiarygodna. Ale od czego jest wyobraźnia?

Filmy à la „Indiana Jones” czy „Tomb Raider” to sztandarowe przykłady kina przygodowo-sensacyjnego, którym towarzyszy nuta tajemniczości, odkrywania czegoś nowego – zarazem pociągającego, ale też często niebezpiecznego – co niejednokrotnie podnosi poziom ciekawości widza i sprawia, że zostaje przykuty przed ekran na dłuższą chwilę. I mimo że kojarzymy wiele scen w podobnych klimatach, nierzadko nachodzi nas ochota obejrzenia właśnie takiego obrazu, lecz nie mamy na niego pomysłu – jeden z wielkich paradoksów pamięci rozrywkowej. Z pomocą mogą przyjść nam liczne zestawienia, jednak prawdziwą skarbnicą tego typu dzieł jest kino klasy B, czyli filmy, które należy traktować z przymrużeniem oka, a kto wie – może sprawią nam równie dużo frajdy, co wysokobudżetowe kolosy.

Narracja pierwszoligowych filmów przyzwyczaiła nas do wysokiego standardu, acz stworzyła pewien schemat, kanon prowadzenia historii (czasem przełamywany), ale to właśnie kino klasy B wygrywa, jeżeli idzie o niestandardowe fabuły, napakowane jest przeróżnymi motywami, naiwnymi zagraniami, widowiskowymi scenami i nieidealnymi efektami specjalnymi – wywołującymi śmiech na sali, ale o to właśnie chodzi, nieprawdaż? O to, by odprężyć się, odciąć od codzienności, zobaczyć coś nieprawdopodobnego, a tego – zapewniam – w drugiej lidze jest aż nadto. Słońce przysłonięte niezidentyfikowanym obiektem, policjant z wizjami przyszłości, morderczy duch uwolniony z sarkofagu – to zaledwie trzy motywy, które powinny zachęcić choćby do zbadania, jaki tytuł się za nimi kryje.

„Zaginiony lot” to jeden z filmów, które na pewno nie pojawiłyby się na wielkich festiwalach, ale mimo to może zaskoczyć – podróże w czasie wciąż stanowią nad wyraz intrygujący i pełen sekretów temat. Oto historia o eksperymencie przerwanym przez rząd z powodu niebezpieczeństw, jakie za sobą niesie, eksperymencie, który wymknął się spod kontroli, bo główny naukowiec projektu znika bez śladu wraz z całą technologią, a gdy niemal udaje się go złapać, samolot, na pokładzie którego przebywał, znika bez śladu. Już sam opis wydaje się nieco płytki, acz kino klasy B rządzi się własnymi prawami – nie jest ambitnie, nie jest autentycznie, liczy się tylko zapewnienie rozrywki, i z takim podejściem można się na owych filmach nie najgorzej bawić. Moda na „koniec świata” wprawdzie przeminęła, ale pozostawiła po sobie całą masę wszelakich dzieł w tej tematyce, także w drugiej lidze – „Przepowiednia końca świata” czy „Ósma plaga”, kino katastroficzne, to dwa tytuły, z którymi można się zapoznać, ponieważ prezentują właśnie to, czym filmowa klasa B miała być – czymś innowacyjnym, choć o nie najwyższym budżecie. Pierwszy obraz przedstawia historię, w której zagłada z powieści przenosi się do prawdziwego świata, drugi natomiast jest o odkrytych przez grupę archeologów tajemniczych nasionach, z których wyrastają śmiercionośne pnącza, przejmujące ziemski ekosystem. Nie brak także ciekawych filmów w sztafażu science fiction – „Zodiak: Znaki destrukcji” o wrogiej planecie przysłaniającej Słońce – czy grozy: „Moce ciemności” (mordujący duch uwolniony z grobowca). Wszystkie te filmy często mają wspólny motyw – szukanie sposobu na uratowanie świata, danej lokacji czy człowieka. Po pierwsze intryga utworu jest tu dobrze zaplanowana i napisana, a po drugie… trzeba przymrużyć oko.

Nieznane – tego szukamy, to nas pociąga, to sprawia, że budzą się w nas irracjonalne pobudki. Nie brakuje tego w kinie klasy B, ale musimy pamiętać, że owa nazwa quasi-kategorii jest swego rodzaju kluczem do nastawienia wobec owych obrazów. Przymrużenie oka, niespodziewanie się ambitnych rozwiązań oraz oczekiwanie czystej rozrywki nie najwyższych lotów – to odpowiednie podejście do filmów pokroju „Tajemnice Stonehenge”, „Eksperyment »Filadelfia«” czy „Cross”, ponieważ dzięki niemu nie zawiedziecie się, a może odkryjecie, że czasem warto dać szansę drugiej lidze?