Kawerna - fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Arcyważne, Konsole, Recenzje

Outriders – wrażenia z dema

Choć o „Outriders” słyszałem przy okazji zeszłorocznego E3, tak jeszcze do niedawna nie przywiązywałem do niej zbyt dużej uwagi. Ot, kolejny looter shooter na przesyconym rynku, gdzie nawet taki gigant jak „Marvel’s Avengers” traci graczy na potęgę, a „Anthem Next” chwilę temu otrzymał ostatni gwóźdź do trumny. Najnowsze dzieło People Can Fly na pierwszy rzut oka wyglądało na połączenie rozwiązań z „Division 2” i przemocy rodem z „Bulletstorm” i nawet jeśli mogło się to wydawać kuszące, tak nie wyobrażałem sobie poświęcenia kolejnych kilkudziesięciu godzin na gromadzeniu złomu i bieganiu z miejsca na miejsce… a później ściągnąłem demo.

Przez pierwsze pół godziny byłem niemal pewien, że „Outriders” nie zagości długo na dysku mojej konsoli. Pełniący funkcję samouczka prolog prezentował raczej oklepaną opowieść o resztkach ludzkości szukających nowego domu po doprowadzeniu starego do ruiny. Klasyka – nowy, pozornie gościnny świat, który szybko pokazuje pazury i banda gnojków, gotowych od poświęcenia wszystkiego, byle tylko zapewnić sobie plusa u przełożonych. Całe szczęście, gdy już zamierzałem dać sobie spokój, zmiana nadciągnęła z, nomen omen, siłą nawałnicy. Nudny, typowy świat ustąpił miejsca mrocznemu, pełnemu przemocy i trącącemu postapo miejscu, gdzie życie nie ma żadnej wartości, a dysponujące mocami jednostki są równe bogom. Udostępniony w ramach wersji demo, około sześciogodzinny kawałek rozgrywki, wciągnął mnie na tyle, że ukończyłem go trzy razy, za każdym razem inną klasą postaci. Ba, skorzystałem nawet z matchmakingu, łącząc siły z dwójką przypadkowych graczy, chcąc przekonać się, czy „Outriders” sprawdza się w tej formie rozgrywki… a po wszystkim czułem ogromny niedosyt.

U podstaw „Outriders” jest dokładnie tym na co wygląda. Niezbyt odkrywczym looter shooterem z miejscem na przepustkę sezonową i sklepik ze skórkami, czerpiącym z „Division 2”, „Destiny 2” i doświadczenia wyniesionego przez People Can Fly z pracy przy „Gears of War: Judgement”. Choć poza pomysłem na świat trudno o oryginalność w tym tytule, a samo demo nie ustrzegło się kilku bugów i niedociągnięć, tak spędziłem przy nim przeszło dwadzieścia godzin. Źródła frajdy można upatrywać w elemencie, z którym niezależnie od tytułu (nawet przy mocno średnim „Judgement”), deweloper radził sobie świetnie – walce. W „Outriders” nie wystarczy przyczaić się ze snajperką, by skutecznie wybijać wystawiające łby zza osłon SI… znaczy się można, ale na dłuższą metę prowadzić to może tylko do skończenia z kolekcją ran kłutych oraz ciętych. Przeciwnicy nie tylko potrafią celnie prowadzić ogień, ale przede wszystkim są bardzo agresywni. Chwila nieuwagi częściej niż chciałbym przyznać owocowała gorączkową walką w zwarciu wciąż znajdując się pod ostrzałem. Doprowadza to do sytuacji, w której znajomość klasy, umiejętności oraz myślenie jest nawet ważniejsze od celności. Jakby tego było mało, People Can Fly zachęca graczy do odpowiadaniem agresją, między innymi poprzez związanie zadawanych obrażeń z odzyskiwaniem zdrowia. Nierzadko desperacka szarża z odpaleniem wszystkich dostępnych umiejętności ratowała tyłek mojemu Technomancerowi (na marginesie – moja ulubiona klasa) w starciu tak z przeważającymi siłami wroga, jak i bossami.

Nie oznacza to jednak, że demo „Outriders” jest pozbawione wad. Przede wszystkim rzuca się tu w oczy oraz uszy polski dubbing, a raczej jego kiepski poziom. Począwszy od wypowiedzi momentami drastycznie różniących się od napisów, na sztywny, czasem wręcz zalatujący tartakiem, sposób dostarczania kwestii. Jeśli jest to poziom prezentowany przez pełną wersję to jestem rozczarowany… Nie można pominąć też jakość oprawy graficznej, która nawet jeśli była robiona z myślą o poprzedniej generacji konsol, tak wygląda przeciętnie stojąc przy wspominanych już „Division 2”, czy „Destiny 2”. Samych bugów, choć na kilka miałem okazję się natknąć (ot, skrzynka z zaopatrzeniem, której nie da się otworzyć, czy NPC z którym nie dało się pogadać, jeśli nie stało się w odpowiednim miejscu), nie były niczym szczególnym, a jak na demo, sama gra była stabilna, ani razu nie wymuszając restartu konsoli.

O sukcesie „Outriders” ostatecznie zadecyduje ilość oraz różnorodność oferowanych graczom wyzwań. Choć gra bez cienia wątpliwości ma spory potencjał, tak jeśli pierwszego kwietnia okaże się, że pełna wersja ogranicza się do bycia powtarzalnym looter-shooterem w korytarzach, to podzieli los wielu innych tytułów, próbujących sił na przesyconym rynku. Mimo to, pełen nadziei, czekam na premierę, szczególnie, że według osób którzy miały okazję zapoznać się z dalszymi etapami, tym co najbardziej bawi w grze są zdobywane później umiejętności.