Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: cRPG

Hunted: Kuźnia Demona (recenzja)

Jakub Ćwiek opisał swoje wrażanie z czasu spędzonego z grą Hunted: Kuźnia Demona.

Klisza w krainie fantasy

A miało być tak pięknie. Gears of War było jedną z dwóch gier, dla których kupiłem konsolę, dlatego plotka, że oto powstaje GoW w klimacie fantasy, sprawiła, że odłożyłem na bok wszelkie plany literacko-zawodowe i kupiłem miesięczny zapas coli i chipsów. A także – w naturalnej konsekwencji – pakę pieluch dla dorosłych. Słowem – zrobiłem wszystko to, co do tej pory zaplanowałem sobie na okoliczność premiery trzeciego Diablo. Bo od Hunted: Kuźni Demona aż bił potencjał…

Tak, jak widzicie, nastawiłem się. I teraz sam sobie jestem winien.

Zawiązanie akcji sprowadza się do stworzenia dość oczywistego punktu zapalnego, który pcha dwójkę naszych bohaterów na kolejną w ich życiu ścieżkę pełną zbójców, demonów i potworów maści wszelakiej. Nie oczekiwałem od hack&slasha wysublimowanych otwarć, więc to akurat natychmiast poczytałem grze na plus, podobnie zresztą jak dość klarowne – klasyczne – powiązanie prezencji bohatera z konkretnym stylem rozgrywki. Szczupła zwinna laska pręży, tfu! napręża cięciwy, a wielki łysy zabijaka pokazuje wszystkim… swoją sporych rozmiarów broń białą. Dość oczywiste i intuicyjne, prawda? Dlatego nie ma co potem kombinować i krzywić się na to, że osiłek w czasie gry nigdy nie nauczy się dobrze władać kuszą, a panienka toporem. Sytuacja jest jasna, bohaterowie określeni, a nie każda gra musi być sandboxem. Byleby potem dawała z siebie jak najwięcej.

hunted1
Do tej pory jest całkiem spoko. Z tym, że niestety potem zaczyna się rozgrywka. A tam szereg rozczarowań. Najpierw poziomem graficznym, następnie systemem walki, który niczym specjalnie nie urzeka, wreszcie dynamizmem. Co prawda żaden z tych elementów nie jest zły – gra jest postawiona na tym samym unrealowym silniku, co m.in. GoW, widać tu też pewne graficzno-techniczne inspiracje – ale umówmy się, komu się chce grać w przeciętniaka?

Przede wszystkim o ten dynamizm mam żal, bo każda krwawa jatka robi się w pewnym momencie monotonna i trzeba ją czymś przerwać, urozmaicić, by z powrotem nabrała dla nas, z braku lepszego słowa, rumieńców. A także trzeba ją… umotywować.

Jako, na co dzień, twórca fabuł, nie tylko oczekuję wiarygodnego uzasadnienia działań mojego bohatera, ale też w każdej tego typu produkcji widzę szerokie pole dla nowatorskich pomysłów. Zwłaszcza, że tu kilka konceptów scenariuszowych nawet coś fajnego sugeruje, daje zalążek klimatu, może jakąś obietnicę. Tyle, że…
hunted2
Ostatecznie nikt się przy tworzeniu tej gry nie wysilił. Suniemy po kliszy bez mrugnięć okiem, rzeczona klisza ocieka posoką, a bohaterowie prą do przodu, sporadycznie próbując nas rozbawić. Czasem pojawia się jakaś prosta łamigłówka. Ogółem wieje nudą…

I tak już do końca, przez całe sześć rozdziałów. Przyznam, że pchany wrodzonym optymizmem dobrnąłem do końca gry, cały czas licząc na jakiś twist, na zaskoczenie, na coś, co pozwoli mi napisać o Huntedzie coś więcej niż tylko „przeciętniak”. Gdzieś z tyłu głowy wciąż huczało mi w głowie „Gears of War w świecie fantasy” i wynikające z doświadczenia przekonanie, że prostota wciąż może współgrać z nowatorstwem. Że czasami wystarczy tylko jeden mały drobiazg. To coś…
Ale niestety nie tym razem.

Miłośnicy fantasy jeszcze sobie poczekają na swojego GoW. A moje chipsy, cola i pieluchy… na Diablo 3.

{youtube}Rb2bqb28zwM{/youtube}