Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Film

Lego Batman: Film (recenzja)

Słysząc hasło „Batman” zwykle rysujemy sobie w głowie określony obraz: mroczny, zacięty, błyskotliwy, samotny detektyw, odważny i nienawidzący broni palnej facet w kostiumie nietoperza. Ten opis mniej więcej odpowiada współczesnemu wizerunkowi Mrocznego Rycerza, nie licząc skrajnych wariacji, jak psychopatyczny masowy morderca-idiota od Snydera. Często zapominamy jednak, że Batman to postać, która towarzyszy popkulturze już od niemal osiemdziesięciu lat, i na przestrzeni tego czasu przechodził szereg metamorfoz, często skrajnych i naprawdę szalonych – od mrocznego noir po tandetne historyjki lat 60. Dzięki temu powstało archiwum idei tak przepastne, że dla uzdolnionego autora może stać się spełnieniem marzeń. Na szczęście twórcy „Lego Batman: Film” zdawali sobie z tego sprawę, dzięki czemu zafundowali nam szaloną przejażdżkę przez dzieje tytułowego bohatera. Od razu zaznaczę, że widziałem film z oryginalną ścieżką dźwiękową, więc możliwe, że oglądając go z dubbingiem czeka was zupełnie inne doświadczenie.

Historia w „Lego Batman: Film” opiera się na samotności tytułowego bohatera – chociaż jest geniuszem, milionerem, filantropem i ma dziewięciopak (naprawdę!), w dodatku co chwila ratuje Gotham przed zagładą, Batman w gruncie rzeczy nie ma z kim tego wszystkiego dzielić. Boi się relacji, w związku z czym nie potrafi ani dopuścić do siebie nikogo z przyjaciół, ani nawet… wrogów, a złamane serce clowna potrafi być niebezpieczne… Przyjdzie więc zmierzyć mu się z jego największym lękiem (nawet jeśli twierdzi inaczej) – budowaniem relacji i byciem częścią rodziny. Jeśli więc chcecie zabrać na seans dzieci, nie obawiajcie się – to prosta bajka z morałem, bez kiepsko zawoalowanych żartów o seksie. Co oczywiście nie oznacza, że dzieci każdy żart zrozumieją – ba, wielu dorosłym też może się ta sztuka nie udać. Dowcipy w „Lego Batman: Film” padają z częstotliwością charakterystyczną dla najbardziej zaawansowanych karabinów maszynowych i momentami ciężko jest stwierdzić, czy śmiejemy się jeszcze z pierwszego, już z drugiego, czy zaczęliśmy właśnie rechotać z nadchodzącej puenty. Są one przy tym niezwykle urozmaicone – obawiałem się, że czeka nas 105 minut żartów z tego, że Batman jest narcyzem, na szczęście nie ma o tym mowy. Mamy tu pełen przekrój dowcipów z popkultury – od całej historii Mrocznego Rycerza, przez „Harry’ego Pottera” czy „Doctora Who”, aż po… „Suicide Squad” czy „Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości”. Z tych ostatnich twórcy „Lego Batman: Film” na szczęście także potrafią umiejętnie żartować i nie oszczędzają kolegów po fachu. Część z dowcipów oraz smaczków jest nieco hermetyczna i wymaga znajomości losów głównego bohatera, jednak w serwowanej nam powodzi żartów nawet widz, który nie wie o Batmanie nic, nie powinien czuć się rozczarowany.

W Mrocznego Rycerza ponownie wciela się Will Arnett i w swej roli jest wprost fenomenalny. Z jednej strony wyśmiewa macho-ochrypły głos narcystycznego Nietoperza, ale z drugiej nadaje mu unikalnego charakteru. Wierzymy, że ten animowany klocek Lego jest prawdziwą postacią! Gdybyśmy jeszcze doczekali się cameo BoJacka Horesmana… Po zwiastunach bałem się, że Michael Cera i grany przez niego Robin zacznie być w pewnym momencie irytujący, jednak nic takiego nie ma miejsca – postać ta aż emanuje naturalnym ciepłem i urokiem. Fantastycznie wypada także Ralph Fiennes w roli Alfreda, a Rosario Dawson dysponuje głosem, który sprawia, że kilka klocków Lego zyskuje nagle masę seksapilu. Uwagi mogę mieć jedynie do Zacha Galifianakisa, którego Joker jest co najwyżej poprawny, a od tej postaci oczekujemy jednak nieco więcej. Podobnie sprawa się ma z Jenny Slate jako Harley Quinn. Oryginalna obsada robi jednak ogromne wrażenie i sprawia, że naprawdę przejmujemy się losami postaci zbudowanych z odrobiny kolorowego plastiku. Jeśli tylko macie taką możliwość, zdecydowanie polecam zobaczyć film z oryginalną ścieżką dźwiękową – szczególnie, że rodzimi tłumacze niespecjalnie dbają o wierność przekładu.

Przed seansem obawiałem się, że będziemy mieli do czynienia z dowcipem, który może i sprawdził się przez piętnaście minut „Lego: Przygoda”, ale w pełnoprawnej produkcji znudzi się równie szybko. Nic takiego nie ma jednak miejsca. W „Lego Batman: Film” na każdym kroku czuć pokłady miłości, jaką twórcy darzą tę postać, pokłady tak wielkie, że porównywalne jedynie z ilością żartów jakie padają w trakcie seansu. Jednak „Lego Batman: Film” to znakomita komedia nie tylko dla fanów głównego bohatera, ale film znakomity sam w sobie, który powinien bawić całe rodziny. Seans obowiązkowy!