Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Film

LEGO: Liga Sprawiedliwości – Legion Zagłady

Klocki Lego można znaleźć wszędzie (i nie chodzi tylko o te czające się w dywanie). Prócz coraz bardziej pomysłowych zestawów, trafić na nie można w grach komputerowych, planszówkach, komiksach a od kilku lat coraz częściej w serialach oraz filmach. Duńska firma dysponuje licencjami na wykorzystywanie takich franczyz, jak „Star Wars”, „Indiana Jones”, czy „Harry Potter” i jakby tego było mało, chyba jako jedyni są w stanie pogodzić komiksowe uniwersa DC oraz Marvela. Zasiadając do pełnometrażowego filmu „Lego: Liga Sprawiedliwości – Legion Zagłady” zastanawiałem się, czy nie popełniam błędu. Czy świat z klocków może coś zaoferować dojrzałemu widzowi?

Fabuła „Legionu Zagłady” niczym widza nie zaskakuje i nawet nie próbuje tego ukrywać. Liga dopiero się uformowała, ale złoczyńcy doskonale zdają sobie sprawę, że w pojedynkę nie mają szans w starciu z największymi obrońcami Ziemi. Lex Luthor podejmuje decyzję o zawiązaniu konkurencyjnej grupy, tytułowego Legionu Zagłady. Prowadzi to do świetnej i dość niekonwencjonalnej rozmowy kwalifikacyjnej, w której udział biorą złoczyńcy pokroju Deathstroke’a czy Jokera. W wyniku dość jednostronnego procesu eliminacji, do drużyny dostaje się mieszanka drugo i trzecioligowych przestępców (za wyjątkiem jedynego w miarę kompetentnego – Sinestro). Zadowolony z naboru, Luthor postanawia wprowadzić w życie plan zniesławienia Ligi.

Po spędzeniu dziesiątek godzin nad grami z Lego w tytule, byłem przygotowany na specyficzny humor łączący te produkcje. Na szczęście „Legionowi Zagłady” udało się uniknąć przeładowania żartami. Komizm wynika przede wszystkim z przerysowania postaci, które zostały zbudowane wokół konkretnej, wyróżniającej je cechy. I tak Superman to optymizm w stanie czystym, podczas gdy Cyborg ponad wszystko pragnie zostać zauważony przez Batmana, który to jest mroczniejszy niż gromada gothów w bezgwiezdną noc. W tym wszystkim może irytować nieustanna rywalizacja między Flashem a Zieloną Latarnią, którzy próbują udowodnić własną wyższość kiedy tylko się da.

Do świata klockowej Ligii Sprawiedliwości wprowadza widzów wspomniany wyżej Cyborg, początkujący bohater, którego największym marzeniem jest być docenionym przez Batmana. Problemem jest to, że im mocniej się stara, tym bardziej oddala się od celu. Postać ta mogłaby z czasem wydać się nudna, gdyby nie to, że jest źródłem najlepszych komentarzy w filmie. Niestety tytuł najmniej interesującej postaci przypada Wonder Woman. Jak na członkinię Trójcy DC Comics jest jej w „Legionie Zagłady” zaskakująco mało. Już nawet drugoplanowi złoczyńcy, jak Black Manty czy Cheetah głębiej zapadają w pamięć od Diany. Jeśli już jesteśmy przy postaciach, to warto obejrzeć film z oryginalnym dubbingiem. Polski lektor jest poprawny, co do tego nie ma wątpliwości, ale angielska wersja pozostaje niezrównana. Nie mogło być inaczej, skoro na liście płac znalazły się takie nazwiska, jak Mark Hamill (The Trickster/Sinestro), Troy Baker (Batman) czy Nolan North (Superman).

Choć „Lego: Liga Sprawiedliwości – Legion Zagłady” jest dobrym filmem, nie można zapomnieć, że to przede wszystkim reklama. Bardzo dobra, utrzymana w charakterystycznej dla produkcji z Lego w tytule atmosferze, korzystająca z szerokiej gamy postaci, dowodząca, że twórcy świetnie orientują się w komiksowym uniwersum. Nie należy się więc dziwić, że po obejrzeniu Legionu, pociechy zaczną domagać się nowych zestawów z klockowymi herosami.

Już dziewiątego lutego na półki sklepowe trafi kolejna część przygód Ligi Sprawiedliwości – „Cosmic Clash”, ale nim wyląduje ona na naszym rynku, warto zainteresować się „Legionem Zagłady”. To przystępne kino familijne w którym każdy znajdzie coś dla siebie. I to bez ryzyka nadepnięcia bosą stopą na rozrzucone po podłodze klocki Lego.