Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Komiksy

Wieczne zło: Wojna w Arkham – Peter J. Tomasi, Scott Eaton, Graham Nolan, Jaime Mendoza

Rynek komiksów za sprawą prac m.in. Jacka Kirby’ego, JoegoShustera oraz Jerry’egoSiegela został zdominowany przez nurt superbohaterski – Kapitan Ameryka, Zielona Latarnia czy Wonder Woman – to zaledwie kropla w morzu postaci z niezwykłymi mocami, którzy za priorytet – najczęściej – obierają sobie obronę ludzkości przed wszelakim złem. Nawet na polskiej arenie komiksowej zaczęły wykwitać sylwetka à la Superman: „Bler”, „Biały Orzeł”, „Lis”. Nie ma się zresztą, co dziwić, tematyka wzięta i popularna również po tej stronie oceanu. Jednak prym wciąż wiodą stare ikony superbohaterskich opowieści – liczne adaptacje, reinterpretacje oraz nowe odsłony ukazują się regularnie, acz w Polsce z nieco małym opóźnieniem, czego dowodem – „Wojna w Arkham”.

Liga Sprawiedliwych upada, zmieciona przez Syndykat Zbrodni. Superzłoczyńcy nareszcie mają okazję przejąć kontrolę nad światem. Każdy szuka sposobu, aby uszczknąć sobie najokazalszy skrawek ziemi i wspiąć się wysoko w nowym porządku. Tymczasem Gotham, pozbawione opieki Batmana, pozostawione zostało na pastwę losu, a bezbronne miasto to łakomy kąsek dla wielu starych wyjadaczy lokalnego półświatka. Z Azylu Arkham wydostają się najniebezpieczniejsi ze schwytanych przez Mrocznego Rycerza, przejęcie i podzielenie między siebie Gotham to tylko kwestia czasu. W oddali majaczą jednak sylwetki ludzi Bane’a, szykujący się na zdobycie kontroli nad miastem. Do tego celu potrzebują tylko większych sił i nawet wiedzą, gdzie ich szukać… Tak, wybucha wojna w Arkham.

Zapowiada się ciekawie i tak w istocie jest, choć wyłącznie fragmentami. Główny trzon opowieści zrealizowany jest nie najgorzej, w starym stylu narracyjnym, jednak cała otoczka mu towarzysząca – a rozrosła się do niebagatelnych rozmiarów – ma to do siebie, że jest wtórna i prefabrykowana, czasem to wręcz kalka tego, co czytelnik już dobrze zna. Walka o władzę nad miastem wykonana została na wysokim poziomie, acz nie obyło się w tym wątku bez kilku wpadek, jak na przykład aspekty Bane’a, który zamiast działać podług znanej już specyfiki, zaczyna nagminnie wygłaszać szumne i wyniosłe hasła, przybliżając się raczej do charakteru przedstawionego w filmie ChristopheraNolana, aniżeli do pierwowzoru. Reszta akcji opiera się niestety w większości – nie licząc epizodów – na kolejnych starciach, które na początku bynajmniej nie przeszkadzają, kunszt i włożoną pracę grafika widać już na pierwszy rzut oka, lecz kwestie dialogowe i sceny walki po pewnym czasie stają się powtarzalne i czytelnik z gasnącą nadzieją na coś bardziej oryginalnego przewraca kolejne strony.

Peter J. Tomasi nieco wyłożył się na scenariuszu, choć z konstrukcją bohaterów poszło mu nieco lepiej – pomijając niektóre wyjątki (m.in. Bane). Oswald Chesterfield Cobblepot, jedna z ważniejszych postaci w uniwersum Batmana, szerzej znana pod mianem Pingwin została zarysowane całkiem nieźle, zachowanie i rozumowanie sylwetki oddaje złożoność portretu psychologicznego, a i z realizacją wyszło twórcom nie najgorzej. Czołowy manipulator, poprzez kilka sprawnych i zmyślnych trików popadł w łaskę Syndykatu Zbrodni, który powierzył mu pieczę nad Gotham. Jednak aby szybko nie stracić władzy, Pingwin hojnie obdarzył protektoratami przybyszy z Arkham, z których bodaj najbardziej wysunął się Strach na Wróble – druga kluczowa postać w opowieści, zdawać by się mogło nawet, że konkurent do roli suzerena.

Jak się zaś ma strona graficzna? Scot Eaton, Graham Nolan i Jaime Mendoza podołali zadaniu i przerośli estetyką treść. Na kolejnych planszach widzimy barokową detaliczność, a styl podbiega już pod nowszą amerykańską szkołę komiksu, która kontrastuje nieco ze starszymi tytułami z serii. Niemniej szkice postaci, sceneria czy dynamika została zaprojektowana jak należy. Strona cieniowania, balansu barw oraz odcieni również stoi na wysokim poziomie, co niestety w porównaniu ze scenariuszem, rzutuje nie najlepsze światło na ten drugi aspekt.

„Wieczne Zło: Wojna w Arkham” to komiks dla wszystkich tych, którzy lubią szybkie tempo akcji, napływ niezobowiązujących rozwałek, spektakularnych wydarzeń, bijatyk oraz większych starć – będą mieli na co popatrzeć. Niestety, dla wymagających czegoś bardziej wartościowego, poza niewątpliwie mocną stroną estetyczną, mało co w środku czeka. Słowem – fabularnie słabo, lecz realizacja graficzna stoi na nieprzyzwoicie wysokim poziomie.