Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Arcyważne, Film, Recenzje

Recenzja: Matrix: Zmartwychwstania


Kiedy jakiś czas temu ze względu na spowodowane pandemią braki w kinach puszczano stare filmy, miałem okazję ponownie na srebrnym ekranie obejrzeć „Matrixa”. Wydawało mi się, że – nie licząc podobnych eventów – okazja na zobaczenie filmu z tego uniwersum w kinie nie zdarzy się zbyt prędko. Najwyraźniej nie doceniłem siły hollywoodzkich producentów, którzy odgrzeją każdy kotlet sprzed dwudziestu lat, tylko po to, żeby sprzedać go millenialsom na fali nostalgii, która nas (tak, jestem jednym z nich) aktualnie dopada. Na seans „Matrix: Zmartwychwstania” szedłem więc jednocześnie zaintrygowany (czy jest na ten film jakiś pomysł?) i zniesmaczony (po co wracać do tej marki, skoro nawet robione na bieżąco sequele były gówniane?). Finalnie otrzymałem… Jednocześnie najlepszy i najgorszy film z uniwersum Matrixa od czasu debiutu w 1999 roku.

Nie wiem co działo się w gabinetach producentów i twórców „Matrix” Zmartwychwstania”, ale podejrzewam, że gdyby towarzyszyła temu procesowi ekipa dokumentalistów, moglibyśmy otrzymać wciągający dokument. A podejrzewam to, bo… znaczna część pierwszej połowy filmu wygląda jak odpowiedzi Lany Wachowskiej na te działania. Reżyserka i scenarzystka wprost odnosi się do obecnie obowiązującego trendu na rimejki i włączanie postaci ze starych filmów do nowych produkcji, ale robi to w tak przewrotny i ciekawy sposób, że momentami w trakcie seansu byłem zszokowany. „Matrix” Zmartwychwstania” w pewnych miejscach ciężko nazwać filmem fabularnym, to produkcja która wychodzi tak mocno poza kinowy ekran, że fragmentami bardziej wygląda jak reżyserski komentarz/esej na youtube.

I do momentu kiedy oglądamy bohaterów którzy głównie rozmawiają, film jest naprawdę cudowny. Niestety w pewnym momencie muszą (czego reżyserka jest świadoma i do czego się odnosi) wejść sceny akcji i te… Są jednymi z najgorszych jakie widziałem w kinie w ostatnich latach. Krąży opinia, że za sceny akcji w poprzednich produkcjach odpowiadała Lilly Wachowski, która nie chciała się angażować w ten projekt, ale nawet sequele „Matrixa” wyglądały źle, ze zbyt długimi, nudnymi pojedynkami. Pozbawiona wsparcia siostry Lilly zupełnie nie poradziła sobie z reżyserią dynamicznych scen, których po prostu… nie da się oglądać. Gdybym nie oglądał „Matrix: Zmartwychwstania” w kinie, przewinąłbym niemal cały ostatni akt filmu i nic nie stracił.

Kiedy widziałem mieszany obiór „Matrix: Zmartwychwstania” w wydaniu krytyków oraz widzów, byłem szczerze ucieszony. Wiedziałem już wtedy, że seans – nieważne czy dobry czy zły – przynajmniej będzie „jakiś”. Finalnie byłem w szoku jak osobistym i intrygującym projektem okazał się „Matrix: Zmartwychwstania”. Aktualnie wiemy, że film na siebie nie zarobi, więc nie spodziewajcie się jego kontynuacji, ale polecam seans w kinie. Pokażmy, że my jako widzowie lubimy czasem usłyszeć nowe historie, a nie tylko odgrzewane kotlety. Nawet jeśli punktem wyjścia jest… odgrzewany kotlet, który lubimy.