Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Recenzje

Smash up! i Smash up! Awesome level 9000 – Paul Peterson

Bitewne karcianki o szalonym tempie i klimacie są z całą pewnością chwytliwym sposobem na spędzenie ciekawego wieczoru w gronie znajomych lub rodziny. Choć zdecydowanie trzeba pamiętać o konsekwencjach wynikających z nagromadzenia się tony negatywnej interakcji oraz konieczności „dowalania” innym mało przyjaznymi akcjami. Przez to utrata przyjaciela lub śmiertelny foch rodzeństwa są na porządku dziennym w sytuacji, gdy zniszczymy ich robo-dinozaury naszymi kosmicznymi czarodziejami. Jak to jest w ogóle możliwe? Wystarczy rozłożyć na stole „Smash up!”, aby przekonać się o nieskończonych możliwościach płynących z pomieszania ze sobą najbardziej fantazyjnych frakcji z jakimi mieliśmy kiedykolwiek do czynienia.

Jak łatwo można się domyślić, za tak mocno odjechaną mieszanką popkulturowych smaczków, kryją się naprawdę spore pokłady szalonego humoru zarówno w samej oprawie graficznej, jak i tekstowej, i przede wszystkim w samej rozgrywce. Komu bowiem nie wykwitł by uśmiech na twarzy na widok rosyjskiej kawalerii na niedźwiedziach ochranianych przykładowo przez dinozaury?  Równie szalone połączenia jesteśmy w stanie stworzyć dysponując już samą podstawką gry, lecz połączenie dostępnych w niej aż ośmiu frakcji z tymi czterema z rozszerzenia, daje efekty o których nie śniło się nawet największym geekom.


 

Co takiego dostajemy więc do ręki wraz z niewielkim pudełkiem o adekwatnej co do zawartości, szalonej okładce?  Podstawka oferuje nam aż sto siedemdziesiąt sześć kart, na które składa się sto sześćdziesiąt kart frakcji (po dwadzieścia na każdą z ośmiu drużyn) oraz szesnaście kart baz, co razem daje naprawdę sporo możliwości zabawy dla dwóch do czterech graczy. Dysponując jeszcze dodatkiem zyskujemy kolejne cztery frakcje (czyli osiemdziesiąt kart) i osiem kart baz oraz co najciekawsze, zestaw żetonów do podliczania punktów, którego brak w samej podstawce wyjątkowo doskwierał. Dołączone instrukcje są krótkie i zwięzłe, w bardzo przejrzysty sposób tłumaczą zasady trzymając się wszechobecnego w tym tytule humoru. Karty wykonane są z dość cienkiego papieru bez uszlachetnienia, na całe szczęście jednak sztywnego, dzięki czemu przy normalnym traktowaniu i bez zakoszulkowania powinny trochę posłużyć. Natomiast same w sobie karty, są ozdobione grafikami kilku różnych artystów, co niesie za sobą pewną niekonsekwencje stylu, lecz w ogólnym rozrachunku szata graficzna prezentuje się wyjątkowo oryginalnie i doskonale pasuje do klimatu gry.

Przygotowanie do zabawy jest równie proste co sama gra. Każdy z graczy wybiera dwie frakcje tworząc w ten sposób własną talię liczącą czterdzieści kart, po czym tasuje się bazy i wykłada na stół tyle ilu jest graczy plus jedną (czyli trzy bazy na dwie osoby, cztery na trzy itd.). Następnie każdy dociąga na rękę pięć kart ze swojej (potasowanej oczywiście) talii i można rozpoczynać grę.

W swojej turze gracz ma do dyspozycji cztery opcje: może zagrać jednego sługusa, jedną akcję, jednego sługusa i akcję lub spasować. Sługusów zagrywamy na wybraną bazę wykonując odpowiednie działania zapisane na kartach, to samo tyczy się kart akcji z tą różnicą że nie lądują one przy bazach tylko przed graczem (niektóre na stałe, inne są jednorazowe). Po rozegraniu swoich kart sprawdzamy czy któraś z baz nie została zdobyta (czyli łączna suma kart na bazie jest równa lub większa od jej siły), w takim przypadku rozpatrujemy ewentualne akcje specjalne i przyznajemy punkty (według sumy siły kart na bazie należących do poszczególnych graczy), po czym odrzucamy zarówno bazę jak i wszystkie leżące na niej karty (wracają one na stosy kart odrzuconych odpowiedniego gracza), na koniec swojej tury dobieramy na rękę dwie karty (maksymalnie możemy posiadać dziesięć) i tura przechodzi do następnego gracza. Gra kończy się dokładnie w momencie gdy ktoś uzbiera w sumie piętnaście punktów zwycięstwa, w przypadku remisu, należy rozegrać dodatkową rundę aby wyłonić zwycięzcę.

Choć przedstawione zasady są tak proste, że ich wytłumaczenie całkowitym nowicjuszom zajmuje dosłownie pięć minut, sama gra już do najprostszych nie należy. Już w trakcie pierwszej rozgrywki orientujemy się że dobranie odpowiedniej kombinacji frakcji oraz znajomość posiadanych na ręce kart determinuje kto uzyska przewagę i wygra całą grę. Należy dodać do tego fakt, że pomimo pozornej szybkości rozgrywki dysponujemy naprawdę sporą ilością tekstu na kartach, który wymaga przeczytania, zrozumienia i szybkiego zinterpretowania, więc osoby cierpiące na przypadłość chronicznej niechęci do wszystkiego co ma więcej niż linijkę tekstu (i to innego na każdej karcie), nie odnajdą przyjemności w rozgrywce.

Mimo to „Smash up!” ma do zaoferowania naprawdę sporo plusów, z tych najoczywistszych na pierwszym miejscu jest ogromna regrywalność – osiem (i cztery z dodatku) różnych frakcji o najróżniejszym stopniu trudności daje tak dużo możliwości, że nawet częste ogrywanie będzie za każdym razem dostarczać nowych doświadczeń i emocji. Również skalowalność w tym przypadku sprawdza się dobrze na każdym poziomie, z oczywistymi różnicami – w duecie mamy naprawdę sporą kontrolę nad tym co dzieje się na stole, w tym nad własną strategią i planami, trzyosobowa rozgrywka może łatwo przerodzić się w sytuacje „gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta”, lecz mimo to nie traci ona na dynamiczności i pozostaje zaciętą walką, co w przypadku rozgrywek czteroosobowych często staje się ich największą zmorą – pojawia się przydługi downtime (tym bardziej gdy ktoś gra po raz pierwszy, lub nie zna kart wybranych frakcji), a chaos na stole jest rzeczą normalną (czasem aż można się pogubić w leżących wszędzie kartach), lecz przyjemność płynąca z rozgrywki wciąż pozostaje taka sama, a przy obeznanych graczach jest nawet większa.

W tym momencie wkraczamy w kwestię, która już się wcześniej przewinęła, mianowicie w interakcję. Z oczywistych względów w porażającej liczbie przypadków jest ona stuprocentowo negatywna – zabieranie, wyrzucanie lub przesuwanie kart, podkradanie punktów lub przejmowanie kontroli nad postaciami innych jest tu na porządku dziennym, przez co zdecydowanie nie jest to gra dla wszystkich. Poza tym gdy do stołu z zaprawionymi graczami zasiądzie nowicjusz, będzie miał problem w odnalezieniu się zarówno w zasadach jak i rozgrywce, gdyż poznanie możliwości danej frakcji i kart do niej należących jest tutaj kluczem do sukcesu. Również w pewnym sensie mamy w tym tytule do czynienia z zachwianiem balastu gry, gdyż wyraźnie jedne frakcje są silniejsze od drugich a połączenie takich dwóch silnych drużyn daje praktycznie stuprocentową pewność zwycięstwa (przy sprzyjających wiatrach, gdyż nie można zapominać o  występującej w grze losowości).

„Smash up!” to tytuł zaskakujący i nieoczywisty. Najlepiej działa po rozegraniu przynajmniej kilku partii, kiedy poznamy działające wewnątrz gry mechaniki i zasady, a mimo to już pierwsze spotkanie z nim może być satysfakcjonujące. Również jego pozorna prostota dla jednych może być oczywistością, a dla innych nieporozumieniem, gdyż poczują się przytłoczeni możliwościami i kombinacjami występującymi w grze. Nie będąc do końca przekonanym, można na początek spróbować swoich sił zakupując jedynie dodatek „Awesome level 9000”, gdyż również działa on jako samodzielna gra, z tą różnicą że tylko dla dwóch graczy (z oczywistego względu liczby frakcji), dzięki czemu z pewnością szybciej poznamy karty i wszelkie możliwości tytułu.

Zasiadając do „Smash up!” z pewnością możecie się spodziewać dużej dawki negatywnej interakcji, która w odpowiednim towarzystwie przerodzi się w wybuchy śmiechu i przyjacielskie przekomarzania. Któż bowiem nie chciałby zostać ninja – czarodziejem walczącym z zombie – piratami? Pamiętać należy jedynie że cała ta sfera zmiksowanych postaci pozostaje w domyśle, dysponujemy bowiem jedynie kartami z odpowiednimi grafikami i towarzyszącymi im nazwami, a cały tekst (pomijając instrukcję) jest jedynie suchymi poleceniami, które w najmniejszym stopniu nie silą się na humor i odwzorowanie klimatu. Tak więc otwarta głowa, duża dawka wyobraźni i odpowiednie nastawienie są gwarancją dobrej zabawy i niezapomnianych wrażeń, które płyną z rozgrywki w „Smash Up”.

Natalia Stanek