Kawerna - fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Arcyważne, Film, Recenzje

Recenzja: To: Rozdział 2

Dwa lata temu, gdy pierwszy rozdział filmowej adaptacji powieści Stephena Kinga debiutowała na srebrnym ekranie, byłem szczerze zachwycony. „To” mogło się pochwalić dobrym tempem wydarzeń, świetnym warsztatem młodych aktorów oraz (choć tak właściwie to przede wszystkim) znakomitą kreacją Billa Skarsgårda. Opowieść o bandzie dzieciaków mierzących się ze starożytnym złem pod postacią demonicznego klauna Pennywise’a serwowała trzymającą w napięciu przygodę, przy okazji budując postaci Frajerów, łączących ich więzi i trawiących ich lęków, wieńcząc to kilkoma solidnymi momentami grozy. Uczucie to niestety nie powróciło w pełni wraz z „To: Rozdział 2”.

Od ostatniej konfrontacji z Pennywisem minęło 27 lat. Frajerzy (poza jednym) opuścili Derry, a wraz z rosnącą odległością dzielącą ich od rodzinnego miasteczka zacierały się wspomnienia przeżytego horroru. Łączące przyjaciół więzi rozluźniły się, gdy każdy na własną rękę szukał szczęścia i tylko jedno się nie zmieniało – niezależnie od skali osiąganego sukcesu, wyniesiona z dzieciństwa trauma towarzyszyła im na każdym kroku. Bill (James McAvoy) został poczytnym autorem horrorów, który nie jest w stanie stworzyć dobrego zakończenia. Beverly (Jessica Chastain) wraz z mężem stworzyła popularną linię ubrań, choć jej pozornie idealny związek podszyty jest przemocą tak fizyczną, jak i psychiczną. Richie (Bill Hader) święci tryumfy jako komik, wypełniając emocjonalną pustkę za pomocą alkoholu. Ben (Jay Ryan), pulchny dzieciak, który dosłownie doświadczył tortur z ręki Henry’ego Bowersa zeszczuplał, nabrał masy mięśniowej i dorobił się majątku jako architekt, ale wciąż czegoś, a właściwie kogoś, mu w życiu brakowało. Zaś Eddie (James Ransone) spieniężył hipochondrię, realizując się jako spec od oceny ryzyka i biorąc ślub z kobietą niemal idealnie przypominającą jego matkę sprzed 27 lat. Jedynie Mike (Isaiah Mustafa) zdecydował się na pozostanie w Derry, zachowując wspomnienia na temat horroru z dzieciństwa. Mężczyzna zagłębia się w badania na temat istoty znanej jako Pennywise, gotów kraść i kłamać, byle tylko ostatecznie pozbyć się zła zamieszkującego małe miasteczko w Maine.

Demony z dzieciństwa i ich wpływ na dorosłe życie stanowią trzon drugiego rozdziału kinowej adaptacji jednej z najbardziej znanych powieści Stephena Kinga. Zarówno element dotyczący mierzenia się z traumą, jak i dobór aktorów to najmocniejsze punkty filmu. Od pierwszej wspólnej sceny czuć chemię między postaciami, a słodko-gorzkie spotkanie po latach sprawia wrażenie, że właśnie obserwujemy prawdziwych przyjaciół. Miejscem w którym „To: Rozdział 2” niedomaga, jest przepakowany wątkami scenariusz i dość przeciętny poziom elementów horroru. Widać to już w scenie otwierającej film, znanej chyba każdemu kto czytał książkę. Gejowska para, banda pełnych nienawiści idiotów oraz ciężkie pobicie zakończone zrzuceniem z mostu. Owszem, tę scenę przeniesiono z kart powieści, jednak tam, gdzie postać Adriana Mellona została należycie zbudowana, a morderstwo i jego skutki niosły za sobą pewne konsekwencje, tak w filmie wszystko to zostało… pominięte milczenie, wykorzystane jedynie jako pretekst do wprowadzenia Pennywise’a, a później zapomniane. Dziwna decyzja ze strony odpowiedzialnego za scenariusz Gary’ego Daubermana. Tym bardziej, że sama scena została prawdopodobnie oparta o prawdziwe wydarzenia z rodzinnego miasteczka Stephena Kinga, Bangor (nie jest to jedyne nawiązanie do tego miejsca, drugim jest dość niepokojący pomnik Paula Bunyana w centrum Derry), gdzie w 1984 roku doszło do ciężkiego pobicia i zrzucenia z mostu do rzeki cierpiącego na astmę Charliego Howarda. Gdy policja ujęła sprawców, jeden z nich stwierdził, że chcieli po prostu „pobić pedała”. Trudno nie traktować całej tej sceny jako próby zszokowania widza z wykorzystaniem wciąż wrażliwego tematu zbrodni z nienawiści. Tylko dlaczego postanowiono ten, tak istotny dla samego autora, wątek bez rozwiązania, pomijając los napastników (jak choćby skazanie jednego z nich na odsiadkę w Shawshank)?

Choć nie mogę niczego zarzucić kreacji Billa Skarsgårda, tak Dauberman wraz z reżyserem, Andresem Muschiettim zdają się nie wiedzieć co z Pennywisem zrobić. Trwający niemal trzy godziny film szybko dowodzi, że za pojawiającymi się tu i ówdzie straszakami nie ma żadnej stawki. Bohaterowie krzyczą i uciekają, ale klaun nieszczególnie chce ich dopaść, ograniczając się do wątpliwej jakości CGI i dziwacznych konstruktów, które choć w zamyśle mają wyglądać przerażająco, szczególnie w jednej scenie (swoją drogą, jednej z najlepszych w filmie) przywodzą na myśl film Carpentera „Coś” i aż się proszą o bycie potraktowanym miotaczem ognia. Równie dziwne jest kompletne zmarnowanie postaci Henry’ego Bowersa. Miłujący się w zadawaniu bólu dzieciak z pierwszej części, który po zamordowaniu ojca trafił do psychiatryka zdaje się być potraktowany po macoszemu (choć ten zarzut dotyczy obu części).

Gdy Frajerzy postanawiają się rozdzielić w poszukiwaniu przedmiotów niezbędnych do pokonania klauna, fabuła zaczyna się ciągnąć. Zamiast naładowanego emocjami mierzenia się ze źródłem nękających bohaterów traum, otrzymujemy przewidywalne scenki, które prowadzą donikąd. Gdy na ekranie pojawia się sam Pennywise, upiorny uśmiech i lekki zez wywołują tak długo wyczekiwane ciarki (szczególnie w gabinecie luster – mistrzostwo!). Całość znajduje kulminację w zdecydowanie za długiej i pełnej kiepskiego CGI konfrontacji z klaunem w jaskini pod Derry, która… jest wierna oryginałowi, choć akurat w tym miejscu twórcy adaptacji powinni pokusić się o zmiany, wynikające z przeniesienia akcji na inne medium. Przewijający się przez film żart na temat kiepskich zakończeń książek Billa Denbrough (pada nawet z ust samego Stephena Kinga!) idealnie pasuje do tego zaprezentowanego przez „To: Rozdział 2”. Zamiast satysfakcjonującego epilogu otrzymujemy przedłużającą się walkę z istotą przypominającą Tyranida z W40k, która dowodzi, że słowa mogą jednak zranić. Owszem, bohaterowie przy okazji muszą zmierzyć się z lękiem (i zostało to świetnie zrealizowane, szczególnie w przypadku Bev i Bena), ale całość wypada niezwykle płasko.

„To: Rozdział 2” jest bardzo nierównym filmem. Potrafi w jednej chwili zaserwować szokującą scenę, by w następnej zepsuć efekt kiepskim żartem, zignorować ważny wątek, lub zmarnować potencjał jednej z ważniejszych postaci. Jednak w chwilach, gdy Frajerzy są w jednym pomieszczeniu (współcześni lub ci sprzed lat), albo na ekranie pojawia się Pennywise, wszystko to idzie w kąt. „To: Rozdział 2” najlepiej radzi sobie z budowaniem grozy w chwilach, gdy zamiast niskiej jakości CGI koncentruje się na efektach praktycznych, bądź budzi lęk poprzez pokazywanie codziennych, międzyludzkich dramatów. Jeśli chcecie zobaczyć mieszankę przygody, grozy i dramatu, albo polubiliście bohaterów pierwszej części – wybierzcie się do kina. Jeśli zaś przeszkadzają wam mniej lub bardziej udane żarciki przełamujące atmosferę grozy oraz znaczne spowolnienie akcji w drugim akcie filmu, spokojnie zaczekajcie aż film pojawi się w którymś z serwisów streamingowych.