Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Aktualności, Arcyważne, Różne

Geekoradnik świąteczny 2018!

Jeśli zostawiliście kupno prezentu na niemal ostatnią chwilę, jak co roku przychodzimy wam z pomocą w wyborze idealnego podarunku dla waszych geekowskich znajomych. Tegoroczna lista obfituje w taką ilość świetnych komiksów, gier, książek oraz gadżetów, że nie ma co przedłużać wstępu!

Komiksy

Hellboy & B.B.P.O.

Przy okazji zbliżającej się coraz większymi krokami premiery filmu z Hellboyem, warto poznać jego komiksowe przygody. Egmont od wielu miesięcy wydaje historie których bohaterem jest Anung Un Rama i jest to znakomita rozrywka – lekka, ale nie głupia, z niesamowitą kreską Mignoli, galerią fantastycznych postaci, miksująca w świetnych proporcjach znane z podań, legend oraz mitów motywy. Na tę chwilę, na rynku jest już pięć z siedmiu tomów historii Piekielnego Chłopca, ale jeśli komuś mało, Egmont wypuścił także znakomitą serię, w której śledzimy zmagania członków Biura Badań Paranormalnych i Obrony, czyli B.B.P.O.; Osobiście nieco wyżej cenię zresztą właśnie tę drugą. Na początek przygody z Hellboyem najlepiej więc wybrać „Hellboy: Nasienie zniszczenia / Obudzić diabła” (tom 1) oraz „B.B.P.O. Plaga żab” (tom 1). Satysfakcja gwarantowana!


100 naboi

Egmont lubi rozpieszczać fanów sensacji oraz kryminału, co i rusz wydając pozycje w których oba te gatunki się przeplatają. Jedną ze sztandarowych pozycji z tego nurtu jest „100 naboi” – seria autorstwa Briana Azzarello oraz Eduardo Risso, która przyniosła im ogromne uznanie. Już z samej okładki krzyczy na nas zresztą informacja o sześciu zdobytych nagrodach Eisnera – i bynajmniej nie jest to przypadek. „100 naboi” zaczyna się od dość niepozornych, krótkich historyjek, w których to tajemniczy agent Graves rozdaje walizki wraz z bronią i setką naboi, których nie można wyśledzić, a ich właściciel nie powinien się obawiać organów ścigania. Całość szybko nabiera rozmachu, wprowadzając tajne organizacje, globalne spiski, oraz kolekcję unikalnych postaci. Pozycja obowiązkowa!


Saga o Potworze z Bagien

Alana Moore’a nie trzeba przedstawić nikomu, kto wie choć odrobinę o komiksie. To absolutna legenda branży i jeden z jej najbardziej zasłużonych autorów. W początkach swojej przygody na amerykańskim rynku, Moore wziął się za pisanie przygód Potwora z Bagien – postaci, która w uniwersum DC Comics nie stoi raczej w pierwszym rzędzie pod względem popularności. Moore szybko jednak zyskał grono oddanych fanów, i choć od tego czasu minęło już kilkadziesiąt lat – współczesny czytelnik w dalszym ciągu może zrozumieć dlaczego tak się stało. Niesamowity jest chociażby sposób, w jaki scenarzysta ogrywa – wydawałoby się, do bólu już wyeksploatowany – motyw dobrej istoty w ciele potwora. Dla fanów horroru, klasycznych komiksów oraz samego Alana Moore’a jest to prawdziwy rarytas! Nie warto się zrażać pierwszym zeszytem, który niejako zamyka wątki po poprzednich autorach – poza tym można sięgnąć po „Sagę o Potworze z Bagien” nie wiedząc nic o DC Comics.


Invincible

Kilka pierwszych zeszytów zapowiada się na kolejną (szczególnie czytając z perspektywy roku 2018), nieco sztampową historię o nastolatku w świecie trykociarzy – jest tu miejsce zarówno na codzienne problemy typowe dla rówieśników głównego bohatera, czyli szkołę, pierwsze miłości, relacje ze znajomymi, jak i na radosną dawkę superbohaterszczyzny. Wszystko to w dodatku podlane jest dość obficie sosem z humoru oraz miłości do gatunku – mruganiem okiem do czytelników autorzy mogliby wywołać niezgorszy zefirek. Wszystko to zmienia się jednak w pewnym momencie, i nagle historia z jednej strony przekształca się diametralnie, z drugiej zachowuje wiele z tego pierwszego wrażenia. „Invincible” zdecydowanie zasługuje na uwagę – tak nowych czytelników, jak i weteranów, którzy odnajdą w tym komiksie ogromne pokłady smaczków, nawiązań, oraz meta-komentarzy. To prawdopodobnie najlepsza obecnie wydawana superbohaterszczyzna w Polsce!


Planetary

Kolejnym po „Invincible” komiksem sprzed blisko dwudziestu lat, który doczekał się wznowienia i który szeroko i chętnie mruga do czytelnika licznymi nawiązaniami jest „Planetary”. O ile jednak dzieło Kirkmana bawi się mariażem z teen dramą, „Planetary” śmiało wkracza na pole science fiction. Nie jest przypadkiem, że wstęp do zbiorczego wydania pisał Alan Moore – obaj autorzy lubią zdekonstruować klasyczne dla superbohaterszczyzny motywy, by następnie na ich gruzach zbudować świetną historię. Globalne spiski, tajemnicze organizacje, ukryte motywy, superkomputery, alternatywne wymiary – naprawdę jest tu masa rzeczy, które tygrysy kochają.


Head Lopper

Spragnionym opowieści spod znaku magii i miecza (choć oczywiście z przewagą tego drugiego, bo jak wiadomo: „Magia jest dla zbyt słabych, by wznieść klingę”) z pewnością do gustu przypadnie „Head Lopper” – historia o potężnym Dekapitatorze, któremu w przygodach towarzyszy głowa wrednej Agathy Błękitnej Wiedźmy. Pojedynki, intrygi, mityczne stwory – wszystko to znalazło się w komiksie, wymieszane z odpowiednimi proporcjami samoświadomości oraz humoru. Andrew Maclean wykazuje się znakomitym wyczuciem, umiejętnie balansując pomiędzy wciągającą historią o wielkim wojowniku, a autoparodią tegoż wątku. Scenariusz tworzy znakomitą synergię z rysunkami – kreska Maclena (świetnie podkreślona kolorami nałożonymi przez Mike’a Spicera) jest mocno cartoonowa, co nadaje opowieści dodatkowej lekkości. A zdecydowanie było to potrzebne, biorąc pod uwagę ilość odciętych kończyn oraz głów, wbitych strzał, mieczy czy noży, a także rozlanej juchy.


Monstressa

Na drugim końcu skali niż opisany powyżej „Head Lopper” stoi inna pozycja wydana przez Non Stop Comics, czyli „Monstressa”. Podczas gry w opowieści o Dekapitatorze świat, rządzące nim prawa i bohaterów poznajemy mimochodem, gdzieś pomiędzy kolejnymi scenami akcji, komiks Marjorie Liu i Sany Takedy zmusza czytelnika do niezwykle uważnej lektury. Aby czerpać z niej pełną radość, zdecydowanie warto poświęcić jej wiele uwagi, studiując kolejne elementy wiedzy o świecie, jakie rzucają nam autorki. Uważny czytelnik zostanie za to wynagrodzony świetną opowieścią, której akcja toczy się w jednym z bardziej intrygujących światów fantasy, z jakimi się w ostatnim czasie spotkałem. Ilustracje to także absolutne przeciwieństwo tego, co można zobaczyć w „Head Lopperze” – są realistyczne, choć czerpiące głęboko z charakterystycznego dla mangi stylu, pełne szczegółów i dopracowane w najdrobniejszych detalach. Każda strona wręcz krzyczy, aby uważnie jej się przyjrzeć – przelicznik czasu na stronę jest tu naprawdę wysoki. „Monstressa” znalazła duże uznanie zarówno wśród fanów, jak i krytyków, zdobywając wiele prestiżowych nagród, m.in. dwie Hugo: za najlepszą powieść graficzną, oraz dla Sany Takedy w kategorii najlepszy artysta profesjonalny. Jest to znakomita pozycja dla fanów zarówno zachodniego komiksu, jak i mangi – w udany sposób łączy oba te światy, jednocześnie nie odrzucając żadnej ze wspomnianej grup. A dlaczego pisałem o „Monstressie” w odniesieniu do „Head Lopper”? Non Stop Comics wydaje komiksy w tak przystępnej cenie, że najlepiej zakupić je w pakiecie!

Książki

Każde martwe marzenie

Co trzy lata w życiu każdego fana fantastyki przychodzi taki moment, gdy przychodzi do domu, wyłącza komputer i telefon, zasłania okna, wygania wszystkich, którzy chcieliby przeszkodzić w lekturze i siada do czytania kolejnej części cyklu „Opowieści z Meekhańskiego pogranicza”. Tak się dobrze składa, że dopiero co miała miejsce premiera szóstego tomu – fani co prawda zapewne już dawno go mają, ale to dobra okazja, aby sprezentować pierwszy tom: „Opowieści z Meekhańskiego pogranicza. Północ – Południe”. W kategorii fantasy pisanego przez Polaków nic lepszego na rynku po prostu nie ma (tak, licząc książki autorstwa Andrzeja Sapkowskiego)!


Spektrum

Martyna Raduchowska zdecydowała się na ciekawy ruch – po wznowieniu w wydawnictwie Uroboros swej pierwszej cyberpunkowej powieści, „Łez Mai”, nie napisała klasycznej kontynuacji, a coś na kształt sidequela – akcja „Spektrum” przez większość czasu dzieje się równolegle do „Łez Mai”. Biorąc jednak pod uwagę, że pewne fabularne wydarzenia rozdzielają dwójkę bohaterów, mamy okazję poznać zupełnie inne fragmenty opowieści. Ponadto protagonistką „Spektrum” jest androidka, która dopiero stopniowo poznaje czym są emocje – przy pierwszoosobowej narracji jest to fascynujący zabieg do śledzenia. Duet „Łez Mai” oraz „Spektrum” to świetny pomysł dla fanów cyberpunku!


Krew, pot i piksele. Chwalebne i niepokojące opowieści o tym, jak robi się gry

W mijającym roku w branży growej kilkukrotnie (ostatnio chociażby przy okazji „Red Dead Redemption 2”) wybuchała afera związana z crunchem, czyli trwającym tygodnie (a czasem i dłużej) procesem, w trakcie którego twórcy gier niemalże mieszkają w miejscu pracy, byle tylko wyrobić się z premierą w terminie. Ten, oraz inne procesy związane z produkcją gier opisuje niezwykle dokładnie redaktor serwisu Kotaku, Jason Schreier. Autor dotarł do wielu twórców, a kolejne rozdziały książki podzielił na omawiane gry; wśród nich znajdują się zarówno małe, niezależne produkcje robione przez jedną osobę, jak i gigantyczne projekty, w które zaangażowane są setki – ludzi oraz milionów dolarów. Polskich czytelników z pewnością ucieszy rozdział dotyczący „Wiedźmina 3”. Fanom tej ostatniej produkcji polecam szczególnie audiobooka, który czyta „głos” growego Geralta, czyli Jacek Rozenek.


To, co najlepsze

Harlan Ellison przez wiele lat nie miał szczęścia do wydawania na polskim rynku; Czasem można było trafić na opowiadanie w tej czy innej antologii lub czasopiśmie, ale zdecydowanie brakowało zbiorczego wydania. Tę lukę na szczęście wypełniło wydawnictwo Prószyński i S-ka, zbierając teksty Ellisona w dwa potężne tomy. Całość składa się z niezwykle zróżnicowanych utworów – od opowiadań SF, przez felietony, po autobiograficzne teksty, stanowiące fragmenty większej całości. „To, co najlepsze” to lektura absolutnie obowiązkowa dla fanów fantastyki oraz dobrej literatury – szkoda jedynie, że premiera pierwszego tomu zbiegła się ze śmiercią tego wybitnego autora.


Kroniki marsjańskie. Człowiek ilustrowany. Złociste jabłka słońca

Kolejnym klasycznym autorem, który do dziś inspiruje całe pokolenia i doczekał się niedawno wznowienia swych najważniejszych dzieł, jest Ray Bradbury. W ramach serii Artefakty wydawnictwa MAG w jednej książce ukazały się trzy słynne powieści autora: „Kroniki marsjańskie”, „Człowiek ilustrowany” oraz „Złociste jabłka słońca”. Podobnie jak w przypadku Ellisona – jest to klasyka, którą warto znać. Nie dlatego, że „wypada”, ale dlatego, że to po prostu znakomita literatura! Osobno w tej samej serii ukazało się także „451° Fahrenheita”, które warto dołączyć do pakietu. A potem także kilkanaście wcześniejszych tomów Artefaktów…


Pierwsze słowo / Małe Licho / Toń

Dla fanów Marty Kisiel był to zdecydowanie udany rok – autorka wydała w tym roku aż trzy książki. Są one w dodatku na tyle zróżnicowane, że dla każdego znajdzie się tu coś miłego. „Pierwsze Słowo” to zbiór opowiadań, na który składają się zarówno historie lekkie, łatwe i przyjemne, jak i zdecydowanie poważniejsze, które potrafią poruszyć struny, o których nie wiedziałem, że autorka potrafi na nich grać. „Toń” to powieść w której nie zabraknie przygody, ale docenić można ją szczególnie za wątki obyczajowe – wzajemne relacje bohaterek oraz bohaterów śledzi się z dużym zainteresowaniem, o czym nieco więcej pisałem w recenzji. No i ta piękna okładka… w końcu prezenty muszą być także ładne! Dla młodszych czytelników Marta Kisiel przygotowała „Małe Licho”, ale nie dajcie się zwieść – to książka zdecydowanie nie tylko dla dzieci! Jak pisałem w recenzji: „Sama autorka określa je jako „PESEL friendly”, a i moim zdaniem jest jak klocki lego – dla wszystkich w przedziale wiekowym 4-99.”. Taka Kiślowa trójca to znakomity pomysł na prezent dla całej rodziny!

 

Gry wideo

Red Dead Redemption 2

Jeśli jakimś cudem ominęła was kampania reklamowa „Red Dead Redemption 2”… Cóż, zazdroszczę, ponieważ zapewne jesień spędziliście na wakacjach w jakimś uroczym, tropikalnym miejscu, bez dostępu do mediów. Każdemu posiadaczowi konsoli, który nie ma jeszcze w kolekcji tego tytułu, urządzicie fantastyczne święta. Nie liczcie jednak na to, że zobaczycie potem obdarowanego w kolejne dni świąt. Do końca roku. W karnawale. Może na wiosnę…

 

Octopath Traveler

Fani klasycznych japońskich RPG otrzymali w tym roku nie lada gratkę – tytuł, który jednocześnie odwołuje się do historii gatunku, będąc dla niego piękną laurką, ale dostosowując część mechanik pod współczesnych graczy. Miłośnicy jRPG z pewnością docenią także piękną oprawę graficzną (ja wiem, że podobnie jak mojej żonie, może się ona wam wydawać brzydka, ale obdarowani będą zachwyceni, naprawdę!).

 

God of War

Na niedawnej gali Game Awards „God of War” wybrany został grą roku, pokonując chociażby „Red Dead Redemption 2” – samo to wystarczy za odpowiednią rekomendację. To jednocześnie kontynuacja przygód Ducha Sparty, jak i zupełnie nowy rozdział w dziejach Kratosa, więc nie należy się obawiać, że obdarowany nie zna poprzednich części. To także moim zdaniem najpiękniejsza opowieść o losach ojca i syna w historii gier, co czyni ją fantastycznym prezentem dla ojców.

 

Marvel’s Spider-Man

Rewolucja jaką Marvel zapoczątkował w kinie superbohaterskim dziesięć lat temu wraz z pierwszym „Iron Manem”, może właśnie przenosić się także do napędów konsol, a jej zwiastunem wydaje się być „Marvel’s Spider-Man”. Postać Pająka została tu tak znakomicie oddana, że nawet samo bujanie się na linach po mieście sprawia masę frajdy – z systemu automatycznej podróży korzystałem jedynie dla zdobycia pucharka. Świetna rzecz zarówno dla młodszych, jak i starszych graczy. Więcej w recenzji.

 

Pillars of Eternity 2: Deadfire

Łatwo przeprowadzić test w wyniku którego potwierdzi się, czy wasz znajomy, wujek, kuzyn itd. ucieszy się z „Pillars of Eternity 2: Deadfire”. W jego obecności rzućcie hasłem: „Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę.”. Uśmiechnął się? Trafiony!

 

My Memory of Us

„My Memory of Us” to mała perełka polskich twórców, którą śmiało można sprezentować młodszym członkom rodziny, nie narażając się na komentarze o demoralizowaniu dzieci. Gra ta bowiem porusza wiele ważkich tematów, korzystając w tym celu z bajkowej estetyki. Więcej na jej temat znajdziecie w recenzji.

 

Super Mario Party

Switch sprawdza się znakomicie nie tylko jako konsola dla jednego gracza, ale także maszynka do wspólnego grania ze znajomymi. Jeśli nie macie jeszcze planów na sylwestra, wystarczy zaprosić kilkoro znajomych i podłączyć „Super Mario Party” – w takim wypadku całkiem łatwo będzie przegapić północ! Warto zainteresować się szczególnie zestawem z dwoma dodatkowymi joy-conami, co posiadaczom Switcha pozwoli na granie w cztery osoby. „Super Mario Party” to także znakomity sposób na rozgrywkę z całą rodziną – dzieci oraz dorośli będą się bawić równie dobrze.

 

Super Smash Bros. Ultimate

Drugim z tytułów imprezowo-kanapowych od Nintendo jest Super Smash Bros. Ultimate – gra miała premierę zaledwie tydzień temu, a już powoli można się obawiać, że cały nakład zniknie ze sklepowych półek! Podstawowa wersja zawiera ponad siedemdziesięciu wojowników, od klasycznych postaci znanych z innych gier na konsole Nintendo, jak Mario, Pikachu czy Link, przez Snake’a z MGS, aż po Ryu ze Street Fightera. Każdy fan lekkich bijatyk będzie zachwycony!

 

Gadżety

Skarpetko Patronum z Molom.pl

Z zasady jestem przeciwnikiem dawania skarpetek w ramach prezentów, a i do fana Harry’ego Pottera mi daleko, ale… te skarpetki nazywają się Skarpetko Patronum! Jeśli to nie wywoła uśmiechu na twarzy obdarowanego, to wykasujcie jego numer z książki telefonicznej.


Hełm elektroniczny Star Wars Black Series Darth Vader

Mijają kolejne dekady, a osób które chciałyby rzucić kultowe teksty głosem Jamesa Earla Jonesa nie tylko nie ubywa, ale zdecydowanie przybywa. I skłamałbym, gdybym powiedział, że nie jestem jedną z nich… Na szczęście obecnie wystarczy jedynie złożyć zamówienie w sklepie internetowym Dystrykzero.pl, a następnie obserwować, jak obdarowany wykonuje codzienne czynności w hełmie lorda Sith. W czymś takim na głowie nawet obieranie ziemniaków staje się niesamowitym przeżyciem!


 

Różdżka Albusa Dumbledore’a

Ponieważ moja żona jest wielką fanką Harry’ego Pottera, regularnie oglądam wszystkie filmy z serii (książek na szczęście nie czyta na głos) – nigdy jednak nie pamiętam, czy Dumbledore miał w końcu Czarną Różdżkę, czy jednak jakąś inną? Kupcie, rzućcie nią w grupkę fanów wraz z tym pytaniem, obserwujcie co się stanie. Satysfakcja gwarantowana! Powiedziałbym, że warto prezent uzupełnić o szalik w barwach Gryffindoru, który jak zwykle nieuczciwie, przez Dumbledore’a właśnie, wygrywał rywalizację w Hogwarcie, ale jeszcze was tym szalikiem potteromaniacy uduszą… Wszystko na www.dystryktzero.pl


 

Figurki z Dragon Ball

Chciałem wam ułatwić i wybrać jedną figurkę która spodoba się każdemu fanowi „Dragon Balla”, ale prawda jest taka, że te figurki są tak cudowne, że… dowolna spodoba się każdemu fanowi „Dragon Balla”. A jak sprawdzić czy ktoś nim jest? Zarzućcie przynętę wspominając o „bajkach na RTL7”, w ostateczności powiedzcie „Kaaaaaa… Meeeee… Haaaa…Meeee…” – jak dokończy krzycząc „HAAAAA” – trafiony, dziękuję, będzie wspominał ten prezent przez najbliższą dekadę. O, w międzyczasie wybrałem najlepszą figurkę – klasyczny mały Goku na chmurce. Chyba, że jednak Piccolo, on jest bardzo niedoceniany. Hmmm, a może jednak… Sami widzicie, wszystko będzie dobre! Wszystko do nabycia na stronie sklepu Dystrykzero.


Zakładka magnetyczna Lambledore

Znacie tę sytuację, kiedy czytacie sobie w najlepsze, ale ktoś przychodzi i usilnie próbuje nawiązać dialog? „O, a co czytasz?”, „A ciekawe to?”, „Ja to książek nie lubię, ale ostatnio widziałem w telewizji…”, „Wolisz ogórkową czy pomidorową?”. Wściekły Lambledore wykrzykujący „JA TU CZYTAM…” wywinięty na zewnątrz książki daje 1k10 (=/< 7 na sukces) szansy, że taki osobnik jednak pozwoli wam czytać w spokoju. Zajrzycie na Molom.pl